27.07.2024, 21:48 ✶
Nie mógł nie poczuć jakiejś nici porozumienia. Czyli on też późno się dowiedział? Czy to wpłynęło na jego magiczny potencjał? Czy to dlatego lubił pracować ciałem, dłońmi rzeźbić w drewnie, obierać jabłka bez pomocy magii?
- Tak, było dzikie... - odpowiedział nieco niepewny użycia słowa ,,dzikie" w tym kontekście. - To dobrze. Czasami ludzie w pewnym wieku przestają się uczyć, bo uznają, że są za starzy. - szybko jednak zrozumiał co powiedział i jak to brzmiało. Wzdrygnął się i pomachał butelką z winem, jakby machał rękoma w zaprzeczeniu. - Znaczy nie to, że jesteś stary, bo nie jesteś, po prostu niektórzy się poddają, a przecież czarodzieje żyją strasznie długo. - chyba to tłumaczyło o co mu chodziło, prawda? No cóż... Grunt, że wino zostało zabrane i mogli wracać do domu.
Uniósł brew zerkając na niego. Upiory w Kniei? Hm, chyba coś o nich słyszał, ale czasem nie wierzył w coś, dopóki przez to nie oberwie. Podobnie było chyba teraz, bo po lesie chodził. Najwidoczniej głupi ma szczęście.
Słuchał wymienianych imion, które niewiele mu mówiły. Nie wiedział tylko czy to jego okropna pamięć do imion i twarzy, czy faktycznie się z nimi nie spotkał. Nie było to ważne, po prostu pokiwał głową, bo o to chodziło, o słuchanie i dawanie poczucia zrozumienia, a nieznajomość osób nie sprawiała, że nagle nie rozumie.
Nie rozumiał za to do końca połączenia z Norą, ale z drugiej strony Morpheus znał Norę, prawda? W końcu ma u niej pracę po znajomości tak naprawdę. Morpheus zna też Samuela, Samuel zna Norę, do tego wszystkich zna Perseus i w to wszystko zaplątany jest Erik. Ehhh… Nie powinno go to dziwić, że gdziekolwiek się nie obróci, to ma sieć relacji niczym z książki obyczajowej. Świat jest mały, a świat magiczny jeszcze mniejszy, świat Brytanii to już w ogóle, a świat Londynu i ministerstwa, to o nim żal mówić.
Rozpoznał jednak tę twarz i nie mógł poczuć ukłucia żalu i zazdrości, które szybko stłumił w sobie. Poszukiwanie miłości było głupie, tak samo czekanie na nią, ogólnie sama jej koncepcja była idiotyczna i wyimaginowana. Dziwna fantazja co kończyła się szarpaniną, kłótniami i udawaniem, że wszystkie krzyki są dla dobra relacji. On chyba woli umrzeć samotnie, tylko najpierw zrobi porządek w mieszkaniu, bo tyle rzeczy nazbierał, że ten kto będzie po nim sprzątać będzie mieć ręce pełne roboty.
Nagła zmiana czy raczej powrót do tematu sprawiły, że na sekundę się zawahał czy dobrze zrozumiał. Kiedy dotarło do niego, że rozumie, to musiał się porządnie zastanowić nad pytaniem. Czy miał kogoś takiego? Chyba miał. Sam nie umiał do tego zrozumieć. Czy to była pomoc w ogarnianiu? Czy raczej próba narzucenia swoich własnych ambicji z myślą, że tak będzie lepiej? Może popełniał typowy błąd młodej osoby, bo nie uczył się na czyimś doświadczeniu? Nie mógł powiedzieć, że nikogo nie miał, ale nie umiał też z czystym sumieniem powiedzieć, że kogoś miał. Coś powiedzieć jednak trzeba było, a cisza się przeciągała i tylko buty szurały o ziemię.
- Wiesz... Jak na kogoś kto spędził życie w lesie, to całkiem celnie umiesz zadawać niewygodne pytania. - zerknął na niego. Czy się obrazi? Może trochę podpuszczał go, licząc, że w końcu usłyszy, że ma się odwalić i nigdy więcej nie pokazywać. - Ale wiesz, to myślę całkiem przydatna umiejętność. Nikt ci nie jest straszny i każdego umiesz wprawić w zakłopotanie. Pewnie tego nie planujesz, ale zazdroszczę ci tego. Chciałbym umieć pytać o cokolwiek co mi myśli przyniosą, a nie siedzieć cicho i kiwać tylko głową udając, że moja obecność ma jakiekolwiek znaczenie. - sam nie wiedział czy bardziej mu odpowiadał, żalił się, czy po prostu myślał na głos, korzystając z tego, że i tak zaraz będą pić i pewnie połowy z wieczoru nie będą pamiętać. - Z resztą dzięki temu na pewno dogadałbyś się z moją mamą, ona się boga nie boi. - zaśmiał się krótko pod nosem zerkając na niego. Wystawił w jego stronę butelkę z winem. - Teraz twoja kolej nieść, w końcu ty też będziesz je pić. - posłał mu lekki choć zmęczony uśmiech. Jeszcze trochę i w końcu kolana mu trochę zmiękną.
- Tak, było dzikie... - odpowiedział nieco niepewny użycia słowa ,,dzikie" w tym kontekście. - To dobrze. Czasami ludzie w pewnym wieku przestają się uczyć, bo uznają, że są za starzy. - szybko jednak zrozumiał co powiedział i jak to brzmiało. Wzdrygnął się i pomachał butelką z winem, jakby machał rękoma w zaprzeczeniu. - Znaczy nie to, że jesteś stary, bo nie jesteś, po prostu niektórzy się poddają, a przecież czarodzieje żyją strasznie długo. - chyba to tłumaczyło o co mu chodziło, prawda? No cóż... Grunt, że wino zostało zabrane i mogli wracać do domu.
Uniósł brew zerkając na niego. Upiory w Kniei? Hm, chyba coś o nich słyszał, ale czasem nie wierzył w coś, dopóki przez to nie oberwie. Podobnie było chyba teraz, bo po lesie chodził. Najwidoczniej głupi ma szczęście.
Słuchał wymienianych imion, które niewiele mu mówiły. Nie wiedział tylko czy to jego okropna pamięć do imion i twarzy, czy faktycznie się z nimi nie spotkał. Nie było to ważne, po prostu pokiwał głową, bo o to chodziło, o słuchanie i dawanie poczucia zrozumienia, a nieznajomość osób nie sprawiała, że nagle nie rozumie.
Nie rozumiał za to do końca połączenia z Norą, ale z drugiej strony Morpheus znał Norę, prawda? W końcu ma u niej pracę po znajomości tak naprawdę. Morpheus zna też Samuela, Samuel zna Norę, do tego wszystkich zna Perseus i w to wszystko zaplątany jest Erik. Ehhh… Nie powinno go to dziwić, że gdziekolwiek się nie obróci, to ma sieć relacji niczym z książki obyczajowej. Świat jest mały, a świat magiczny jeszcze mniejszy, świat Brytanii to już w ogóle, a świat Londynu i ministerstwa, to o nim żal mówić.
Rozpoznał jednak tę twarz i nie mógł poczuć ukłucia żalu i zazdrości, które szybko stłumił w sobie. Poszukiwanie miłości było głupie, tak samo czekanie na nią, ogólnie sama jej koncepcja była idiotyczna i wyimaginowana. Dziwna fantazja co kończyła się szarpaniną, kłótniami i udawaniem, że wszystkie krzyki są dla dobra relacji. On chyba woli umrzeć samotnie, tylko najpierw zrobi porządek w mieszkaniu, bo tyle rzeczy nazbierał, że ten kto będzie po nim sprzątać będzie mieć ręce pełne roboty.
Nagła zmiana czy raczej powrót do tematu sprawiły, że na sekundę się zawahał czy dobrze zrozumiał. Kiedy dotarło do niego, że rozumie, to musiał się porządnie zastanowić nad pytaniem. Czy miał kogoś takiego? Chyba miał. Sam nie umiał do tego zrozumieć. Czy to była pomoc w ogarnianiu? Czy raczej próba narzucenia swoich własnych ambicji z myślą, że tak będzie lepiej? Może popełniał typowy błąd młodej osoby, bo nie uczył się na czyimś doświadczeniu? Nie mógł powiedzieć, że nikogo nie miał, ale nie umiał też z czystym sumieniem powiedzieć, że kogoś miał. Coś powiedzieć jednak trzeba było, a cisza się przeciągała i tylko buty szurały o ziemię.
- Wiesz... Jak na kogoś kto spędził życie w lesie, to całkiem celnie umiesz zadawać niewygodne pytania. - zerknął na niego. Czy się obrazi? Może trochę podpuszczał go, licząc, że w końcu usłyszy, że ma się odwalić i nigdy więcej nie pokazywać. - Ale wiesz, to myślę całkiem przydatna umiejętność. Nikt ci nie jest straszny i każdego umiesz wprawić w zakłopotanie. Pewnie tego nie planujesz, ale zazdroszczę ci tego. Chciałbym umieć pytać o cokolwiek co mi myśli przyniosą, a nie siedzieć cicho i kiwać tylko głową udając, że moja obecność ma jakiekolwiek znaczenie. - sam nie wiedział czy bardziej mu odpowiadał, żalił się, czy po prostu myślał na głos, korzystając z tego, że i tak zaraz będą pić i pewnie połowy z wieczoru nie będą pamiętać. - Z resztą dzięki temu na pewno dogadałbyś się z moją mamą, ona się boga nie boi. - zaśmiał się krótko pod nosem zerkając na niego. Wystawił w jego stronę butelkę z winem. - Teraz twoja kolej nieść, w końcu ty też będziesz je pić. - posłał mu lekki choć zmęczony uśmiech. Jeszcze trochę i w końcu kolana mu trochę zmiękną.