27.07.2024, 22:39 ✶
- Nie zamierzam oceniać, przynajmniej dopóki komuś nie dzieje się faktyczna krzywda. Bo to, że ktoś czegoś nie lubi, nie znaczy, że ta druga osoba ma nie lubić... Bo wiesz... We wszystkim są granice. Potrafią dziać się o wiele gorsze rzeczy, przemoc w rodzinie chociażby, którą społeczeństwo jakoś się nie przejmuje... Dla mnie to trochę chore. Może wśród czarodziejów to nie takie częste, ale wśród mugoli już tak. Kobieta ma być dla męża i się go słuchać jak niewolnica. Każdy zasługuje na miłość i szacunek - stwierdziłem głośno, choć przyszło mi na myśl nasze pierwsze spotkanie. Tak łatwo było mi go sklasyfikować. Ale był potworem. Może gdybym nie stał się wampirem, wciąż bym tak myślał? Może wciąż bym go unikał? Okrążał szerokim łukiem? I łypał niepewnie, gdyby był w moim pobliżu, bo przecież był niebezpieczny, kusił swoim głosem, swoim śpiewem. Był taki niebezpieczny, że teraz srogo bym z siebie przeszłego zakpił, widząc możliwości Laurenta do czynienia komuś krzywdy. To serio było jakieś nieporozumienie, fatalne zrządzenie losu, że znalazłem się tam w nieodpowiedni dzień o nieodpowiedniej porze. A może tak właśnie miało być? Może miałem się czegoś nauczyć ważnego? Tylko że też byłem łowcą, a łowcy polowali. Nie poznawali swoich ofiar, żeby ocenić, czy może jednak ich agresja nie miała drugiego dna...
- Ale też nikomu nie radziłbym zadzierać ze społeczeństwem, a z pewnością nie ryzykować bezpośrednim starciem z szanowną konserwatywną starszyzną. Można się świetnie bawić, korzystać z życia poza ich spojrzeniem. Szkoda nerwów na zmianę całego świata - poradziłem, wzruszając ramionami. Ja już nie pohasam, ale Laurent wciąż mógł. Chętnie odwiedziłbym ponownie Nowy Jork, Bethel i inne skrawki Stanów. Krewni Kimi obiecali mi mecz baseballa. Mecz, który już nigdy się nie odbędzie.
Ale co tam smutki, kiedy moczyłem tyłek w gorącej wodzie i nawet miałem prezentację ciała Laurenta, o którą nawet nie musiałem prosić. Zdawało mi się, że lubił, kiedy jego towarzystwo cieszyło nim oczy. To było takie narcystyczne, ale uroczo narcystyczne. Nie w takim negatywnym wybrzmieniu.
Poprawiłem się wygodnie, usadowiłem już przodem do Laurenta w wannie. Było tu tak przyjemnie, że obawiałem się, że stanę się najemcą tej wanny, niezależnie od tego, czy gospodarz domu miał się zgodzić, czy też nie. Zrobiło mi się ciepło, lekko, beztrosko, może nawet idealnie pod krótką drzemkę. Może powinienem częściej brać gorące kąpiele, szczególnie przed planowanym spaniem? Tak naprawdę, to pewnie moja psyche tak działała na ciepło wody.
- Właściwie to nie wiem... Nie brałem z nikim gorących kąpieli żeby to sprawdzić - odpowiedziałem mu i przymknąłem oczy. Skupiłem się na dotyku Laurenta. A może tak naprawdę kusiła mnie wampirza drzemka w wannie...? Na pewno! Zamierzałem całą noc pilnować Laurenta. Przyda mu się... ten anioł, skoro sam nim nie był. Haha. A mi to już naprawdę było daleko do takiego. - Twoje ciepło zawsze jest przyjemne, a ja czuję własne, zalewa mnie od wewnątrz, kiedy... wiesz... Wtedy mam wrażenie, jakby wracało do mnie życie. Nawet coś więcej niż życie... Niesamowite uczucie, gdyby nie nieprzyjemne skutki - wyznałem, nie ruszając się. Pozwalałem Laurentowi na badanie, a jeśli nie to było jego zamierzeniem, to po prostu mogliśmy tak tkwić i się relaksować, wyciszać, poczuć namiastkę ulotnego bezpieczeństwa.
Otworzyłem powoli oczy by na niego spojrzeć, zobaczyć wyraz jego twarzy.
- Pytałeś mnie o braci... Za wiele nie ma co o nich mówić. Najstarszy - James - wyjechał z domu jak miałem jakieś siedem lat. Niby ojciec go wygnał z domu na wyprawy, żeby się ogarnął, ale nie jestem pewny, ile w tym prawdy. Niedawno wrócił i jest mi jakoś dziwnie z tym... Jest bardzo... otwarty, ekscentryczny... Ciężko to ująć w słowa - przyznałem, wzruszając ramionami. - A na domiar złego wprowadził się również do Geraldine, choć to ciężko wprowadzeniem się nazwać. Po prostu przyszedł - podsumowałem, a w moim głosie było słychać, że to zaburzało mi bardzo typowy tryb życia z mojej wampirzej egzystencji.
- Jest jeszcze starszy... Thoran, brat bliźniak Geraldine. Zdaje się, że jest trochę zazdrosny, że się do niej wprowadziłem, bo mają bardzo zażyłą relację. Pewnie na jego miejscu również byłbym zazdrosny. Cóż, bądź co bądź nie przepada za mną i nie chciałbym go osądzać, ale mam wrażenie, że nie podoba mu się moja nowa natura, więc ostatecznie najlepszym moim bratem jest... Geraldine - zaśmiałem się z biednej Geraldine. Tak mieliśmy. Oboje. Pierwsze z drugiego, drugie z pierwszego. Mogłem na nią bynajmniej liczyć, gdzie przy reszcie nie byłem tego taki pewny. - Z rodziną najlepiej na zdjęciach, co?
- Ale też nikomu nie radziłbym zadzierać ze społeczeństwem, a z pewnością nie ryzykować bezpośrednim starciem z szanowną konserwatywną starszyzną. Można się świetnie bawić, korzystać z życia poza ich spojrzeniem. Szkoda nerwów na zmianę całego świata - poradziłem, wzruszając ramionami. Ja już nie pohasam, ale Laurent wciąż mógł. Chętnie odwiedziłbym ponownie Nowy Jork, Bethel i inne skrawki Stanów. Krewni Kimi obiecali mi mecz baseballa. Mecz, który już nigdy się nie odbędzie.
Ale co tam smutki, kiedy moczyłem tyłek w gorącej wodzie i nawet miałem prezentację ciała Laurenta, o którą nawet nie musiałem prosić. Zdawało mi się, że lubił, kiedy jego towarzystwo cieszyło nim oczy. To było takie narcystyczne, ale uroczo narcystyczne. Nie w takim negatywnym wybrzmieniu.
Poprawiłem się wygodnie, usadowiłem już przodem do Laurenta w wannie. Było tu tak przyjemnie, że obawiałem się, że stanę się najemcą tej wanny, niezależnie od tego, czy gospodarz domu miał się zgodzić, czy też nie. Zrobiło mi się ciepło, lekko, beztrosko, może nawet idealnie pod krótką drzemkę. Może powinienem częściej brać gorące kąpiele, szczególnie przed planowanym spaniem? Tak naprawdę, to pewnie moja psyche tak działała na ciepło wody.
- Właściwie to nie wiem... Nie brałem z nikim gorących kąpieli żeby to sprawdzić - odpowiedziałem mu i przymknąłem oczy. Skupiłem się na dotyku Laurenta. A może tak naprawdę kusiła mnie wampirza drzemka w wannie...? Na pewno! Zamierzałem całą noc pilnować Laurenta. Przyda mu się... ten anioł, skoro sam nim nie był. Haha. A mi to już naprawdę było daleko do takiego. - Twoje ciepło zawsze jest przyjemne, a ja czuję własne, zalewa mnie od wewnątrz, kiedy... wiesz... Wtedy mam wrażenie, jakby wracało do mnie życie. Nawet coś więcej niż życie... Niesamowite uczucie, gdyby nie nieprzyjemne skutki - wyznałem, nie ruszając się. Pozwalałem Laurentowi na badanie, a jeśli nie to było jego zamierzeniem, to po prostu mogliśmy tak tkwić i się relaksować, wyciszać, poczuć namiastkę ulotnego bezpieczeństwa.
Otworzyłem powoli oczy by na niego spojrzeć, zobaczyć wyraz jego twarzy.
- Pytałeś mnie o braci... Za wiele nie ma co o nich mówić. Najstarszy - James - wyjechał z domu jak miałem jakieś siedem lat. Niby ojciec go wygnał z domu na wyprawy, żeby się ogarnął, ale nie jestem pewny, ile w tym prawdy. Niedawno wrócił i jest mi jakoś dziwnie z tym... Jest bardzo... otwarty, ekscentryczny... Ciężko to ująć w słowa - przyznałem, wzruszając ramionami. - A na domiar złego wprowadził się również do Geraldine, choć to ciężko wprowadzeniem się nazwać. Po prostu przyszedł - podsumowałem, a w moim głosie było słychać, że to zaburzało mi bardzo typowy tryb życia z mojej wampirzej egzystencji.
- Jest jeszcze starszy... Thoran, brat bliźniak Geraldine. Zdaje się, że jest trochę zazdrosny, że się do niej wprowadziłem, bo mają bardzo zażyłą relację. Pewnie na jego miejscu również byłbym zazdrosny. Cóż, bądź co bądź nie przepada za mną i nie chciałbym go osądzać, ale mam wrażenie, że nie podoba mu się moja nowa natura, więc ostatecznie najlepszym moim bratem jest... Geraldine - zaśmiałem się z biednej Geraldine. Tak mieliśmy. Oboje. Pierwsze z drugiego, drugie z pierwszego. Mogłem na nią bynajmniej liczyć, gdzie przy reszcie nie byłem tego taki pewny. - Z rodziną najlepiej na zdjęciach, co?