Pozostawał mimowolnym świadkiem jakże interesującej konwersacji pomiędzy wszystkimi Mulciberami. Zapach tytoniu w tym momencie podsycił jego własny głód nikotynowy. Dotarło do niego to, że został wzięty za kelnera i to sprawiło, że spojrzał na mężczyznę z papierosem spod uniesionej brwi. Pierwsze zaskoczenie nie zdążyło jeszcze minąć, kiedy z ust tego czarodzieja padło to pytanie. Nie wydawał się być poruszony tym niechętnym spojrzeniem, jakie posłał mu ten mężczyzna. Nie poczuł się zobowiązany do tego, aby odpowiedzieć na to pytanie zgodnie z wolą tego czarodzieja. I pewnie na tym ostatecznie stanęłoby, gdyby nie to, że zarumieniona Sophie postanowiła poinformować swojego wuja o tym, kim on jest. Uśmiechnął się do rudowłosej.
— A dla ciebie jestem kimś, kto właśnie odchodzi do innego stolika w towarzystwie pięknej dziewczyny. — Rzucił nonszalancko w odpowiedzi, wzruszając przy tym ramionami. Przedstawianie się większości obecnych gości, w tym rodzicom Sophie, miało swój cel. Nie zamierzał poświęcić temu mężczyźnie więcej swojego czasu, skoro miał inne plany na ten wieczór. Może postąpiłby inaczej, gdyby nie został wzięty za kelnera. Agnès powinna o tym usłyszeć - jak dobrze przedstawi całą sprawę to ten mężczyzna nie będzie mieć możliwości wzięcia udziału w następnym takim wydarzeniu. Zamknął w swojej dłoni dłoń dziewczyny.
Pojawienie się Agnès niejako przerwało im drogę do tamtego stolika, przy którym pozostawił swoje dotychczasowe towarzystwo. Przez moment spoglądał na sporych rozmiarów, kremową kopertę. Towarzyszyło temu zastanawianie się, co takiego kryło się w kopercie. W końcu się dowiedzą, jednak to mogło być wszystko. Oby ta niespodzianka okazała się warta jego uwagi - liczył na to, że ona będzie na miarę tego całego wieczorku. Zaskoczeniem mogło być to, że tą niespodzianką mogła okazać się przekazana przez kobietę informacja. Odgłos wywołany przez uderzenie różdżki o lampkę wina skupił jego uwagę na sylwetce Agnès. Wsłuchiwał się w wzmocniony zaklęciem głos czarownicy.
Matthias zmarszczył brwi w wyrazie dezaprobaty, kiedy w przemowie jego ciotki padła wzmianka o mężczyźnie, który uprzednio wziął go za kelnera. Oklaski, na które się zdobył w tym momencie, były bardzo krótkie i pozbawione jakiegokolwiek entuzjazmu. Jego intencją nie było wyraźne ośmielenie tego jakże nieśmiałego czarodzieja. Alexander nie wzbudził jego sympatii. Nie będzie łatwo zmienić to pierwsze wrażenie. Przejście do sedna sprawy będzie bardzo mile widziane. Z kontekstu wypowiedzi Agnès zdołał wywnioskować. że Mulciber otrzyma hojną darowiznę na rzecz prowadzonej przez siebie fundacji na rzecz ofiar magirasizmu. Cel jakże szlachetny, ale też dający wiele do myślenia. Stworzenie takiej fundacji stanowiło doskonały sposób na pozyskanie okrągłej sumy galeonów, jeśli jego przypuszczenia się potwierdzą co do zawartości koperty.
— Nie powinnaś przepraszać za kogoś, kto nie potrafi zachować się w towarzystwie. Potrafię sobie poradzić z takimi osobami. To bardzo szlachetny cel. — Zwrócił się do swojej towarzyszki. To nie ona powinna go przepraszać. Nie potępiał samego założenia fundacji - postrzegał to jednak w kategoriach typowych dla oszusta, którym przecież jest z zawodu i stylu życia. Skandowanie ojca Sophie, mające na celu zmotywować Alexandra, wprawiło go w prawdziwą konsternację. Przez moment musiał zastanowić się nad tym, czy ten czarodziej miał właśnie moment przeżywania swojej drugiej młodości. Jak dotąd sprawiał wrażenie bardzo poważnego i konserwatywnego, jak przystało na człowieka w swoim wieku.
— Chodźmy w takim razie na balkon. — Zaproponował. Przewietrzenie się stworzy mu sposobność do zapalenia papierosa, chociaż w pomieszczeniu też mógł to zrobić.