28.07.2024, 01:49 ✶
Sama świadomość tego, jakie nastroje panowały obecnie w stolicy, a przede wszystkim w magicznych dzielnicach Londynu, była sporą przewagą, która mogła pomóc cyrkowcom w przetrwaniu nadchodzących tygodni czy miesięcy. Gdyby nie konflikt toczony przez Ministerstwo Magii i Śmierciożerców, przyjazd Bellów zostałby zapamiętany jedynie jako ciekawostka; okazja do tego, aby wybrać się gdzieś z dziećmi i skorzystać z nielicznych ciepłych dni angielskiego lata. A teraz?
Każdy dbał o siebie, może nawet nadmiernie, co wiązało się z ciągłym zerkaniem przez ramię i zwracaniem uwagę na obcych oraz wszelkie niesamowitości, które stanowiły odstępstwo od normy. W mieście, gdzie ludzie musieli przejmować się swoimi codziennymi problemami, mętami ze Śmiertelnego Nokturnu i czarnoksiężnikami buszującymi w całym kraju, każdemu mogło się podnieść ciśnienie. I może poprzez takie skargi na cyrkowców próbowali sobie odbić stres. Mniejsze niebezpieczeństwo, że zrobi im krzywdę zaklinaczka lwów niźli zamaskowany czarownik.
— Cieszę się. — Pokiwał powoli głową, wracając myślami do swojej poprzedniej wizyty w obozie, kiedy to jednak towarzyszyły mu zupełnie inne przedstawicielki tego... przedsiębiorstwa. — Na początku myślałem, że okoliczni mieszkańcy mogli mieć jakieś pretensje... Że przy ostatniej interwencji nie wybuchła żadna awantura, wlepienie wielkiego mandatu czy aresztowania.
Wybałuszył na moment oczy, uśmiechając się przy tym krzywo. Owszem, ludziom obecnie nie było jakoś wyjątkowo lekko, ale... Nawet w trudnych czasach uwielbiano przedstawienia. I tutaj nie było rozróżnienia między mugoli i czarodziejów. Wszyscy jednakowo wystawali w oknach i wystawiali głowy spod bramy kamienicy, aby zobaczyć awanturę na środku ulicy lub kolejny incydent, o jaki było łatwo w londyńskim zgiełku. A aresztowania? Interwencje sił bezpieczeństwa lub oddziałów ratunkowych Szpitala św. Munga? Wielka rozrywka.
— Dobrze słyszeć, że wszystko jest pod kontrolą — pochwalił opanowanie kobiety, kiedy ta objaśniła mu, jak dokładnie obchodzi się ze swoimi podopiecznymi. — Wiecie już do kiedy tutaj zostajecie? Do końca sezonu letniego, a może dłużej?
Uniósł pytająco brew. Nie znał wprawdzie zwyczajów cyrkowców, jednak podejrzewał, że jeździli tam, gdzie była okazja do zarobienia paru sykli. W ciepłych miesiącach był to Londyn, bo do miasta sprowadzali się nastolatkowie, którzy byli kolejnym dobrym źródłem dochody. Ale co we wrześniu? Czy zespół Bellów ruszy w szkockie góry, aby osiąść na jakiś czas w Hogsmeade, przynajmniej dopóki nie spadnie śnieg?
Każdy dbał o siebie, może nawet nadmiernie, co wiązało się z ciągłym zerkaniem przez ramię i zwracaniem uwagę na obcych oraz wszelkie niesamowitości, które stanowiły odstępstwo od normy. W mieście, gdzie ludzie musieli przejmować się swoimi codziennymi problemami, mętami ze Śmiertelnego Nokturnu i czarnoksiężnikami buszującymi w całym kraju, każdemu mogło się podnieść ciśnienie. I może poprzez takie skargi na cyrkowców próbowali sobie odbić stres. Mniejsze niebezpieczeństwo, że zrobi im krzywdę zaklinaczka lwów niźli zamaskowany czarownik.
— Cieszę się. — Pokiwał powoli głową, wracając myślami do swojej poprzedniej wizyty w obozie, kiedy to jednak towarzyszyły mu zupełnie inne przedstawicielki tego... przedsiębiorstwa. — Na początku myślałem, że okoliczni mieszkańcy mogli mieć jakieś pretensje... Że przy ostatniej interwencji nie wybuchła żadna awantura, wlepienie wielkiego mandatu czy aresztowania.
Wybałuszył na moment oczy, uśmiechając się przy tym krzywo. Owszem, ludziom obecnie nie było jakoś wyjątkowo lekko, ale... Nawet w trudnych czasach uwielbiano przedstawienia. I tutaj nie było rozróżnienia między mugoli i czarodziejów. Wszyscy jednakowo wystawali w oknach i wystawiali głowy spod bramy kamienicy, aby zobaczyć awanturę na środku ulicy lub kolejny incydent, o jaki było łatwo w londyńskim zgiełku. A aresztowania? Interwencje sił bezpieczeństwa lub oddziałów ratunkowych Szpitala św. Munga? Wielka rozrywka.
— Dobrze słyszeć, że wszystko jest pod kontrolą — pochwalił opanowanie kobiety, kiedy ta objaśniła mu, jak dokładnie obchodzi się ze swoimi podopiecznymi. — Wiecie już do kiedy tutaj zostajecie? Do końca sezonu letniego, a może dłużej?
Uniósł pytająco brew. Nie znał wprawdzie zwyczajów cyrkowców, jednak podejrzewał, że jeździli tam, gdzie była okazja do zarobienia paru sykli. W ciepłych miesiącach był to Londyn, bo do miasta sprowadzali się nastolatkowie, którzy byli kolejnym dobrym źródłem dochody. Ale co we wrześniu? Czy zespół Bellów ruszy w szkockie góry, aby osiąść na jakiś czas w Hogsmeade, przynajmniej dopóki nie spadnie śnieg?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞