28.07.2024, 19:18 ✶
Pokiwałem głową na jego zapytanie. Tak, dokładnie coś takiego miałem na myśli. Akceptowałem wszystko, co było w granicach rozsądku, nie szkodziło innym, bo dla mnie sprawa była prosta. Każdy, kto szkodził innym, był potworem. To właśnie na potwory polowałem. Takim przebijało się serce albo ucinało łeb... Tylko też nie było do końca takie proste, bo gdybym zabił człowieka, niby postać rozumną, to miałbym większe tarapaty. Przy zabiciu Laurenta ze względu na jego pochodzenie - jeszcze większe. Dlatego moja broń nie przebiła mu piersi. Niektóre potwory miały plecy - w postaci władzy, fortuny albo nawet prawa. Można się było w tym wszystkim pogubić. Gdyby Laurent był biednym synem rybaka, to już by nie żył od kilku dobrych miesięcy.
- Mam. Ale to tylko wanna. - wyznałem i dodałem szybko. Nie chciałem, żeby Laurentowi zrobiło się źle, że przyczynił się u mnie do strachu przed wodą. - I to tylko awersja, żadna fobia - przyznałem już bardziej swobodnie. To nie było coś, co by mi uprzykrzało życie. Prędzej istotom żyjącym pod wodą, bo nie przepadałem za nimi, jak i za tą wodą, otwartymi zbiornikami, nawet rybami.
Pokręciłem głową, czego Laurent nie widział.
- Fakt, cenny materiał. Ale to Thoran... Widać, nie ma granic dobrego smaku ze swoimi żartami. Czasami mi dokucza, ale miałem to za braterską złośliwość, podstawianie nóg młodszemu braciszkowi, ale jak tak patrzę teraz z dystansu... Ostatnio zauważyłem, że znika coraz więcej moich zdjęć w domu rodzinnym. Może to nie rodzice, tylko on? - zastanowiłem się głośno. Chociaż to tylko zdjęcia, nic wielkiego. Rodzice również mogli nie chcieć się mną chwalić. Zdjęcia prowokowałyby pytania u gości o najmłodszego syna. Gdzie Astaroth? Co się z nim dzieje? Słyszałem, że się zwolnił z Ministerstwa... Słyszałem, że jest chory...
- Cóż, nieistotne. Mam nadzieję, że siostra go ogarnie. Właśnie! Długo się znacie z Geraldine? Ona nie ma w zwyczaju chwalić się znajomymi... - zapytałem z nieskrywaną ciekawością.
Siostra miała tendencję do romansowania ze wszystkim, co się rusza... co właściwie przypominało mnie sprzed śmierci, ale zaciekawiło mnie, czy może ona i Laurent...? Nie byłem pewien, czy jest w jej typie, ale może nie wybrzydzała? A Laurent? Laurent był zagadką. Zdawało mi się, że cieszy mną oko. Reszta była dla mnie wielką niewiadomą, ale wspominał tak zagadkami, że mogło być sporo różnych osób. O ile dobrze to interpretowałem.
Znowu odruchowo pokręciłem głową, po czym odetchnąłem głęboko.
- Mam pieniądze. Mam dostęp do rodowej fortuny i sam zarabiam jako łowca, ale rodzina ma na mnie oko. Ojciec uwielbia Geraldine, więc kiedy ona się zgodziła, żebym u niej mieszkał, to ten myśli, że non stop ma mnie na oku... On mnie miał aż za bardzo. Gdybym powiedział albo nawet nie powiedział, tylko zrobił... Kupił mieszkanie albo dom, zapewne zrobiłby nam jesień średniowiecza - wyznałem przyciszonym głosem, po czym zrobiłem pauzę. Bo to mieszkanie z Geraldine miało drugie, naiwne dno.
- Poza tym... wolę jak jest więcej osób wokół mnie. Z twardą ręką. Teraz jest ze mną lepiej, ale nie zawsze tak było, poza tym wciąż się zapominam... kiedy wiesz... Mieszkam z przyjaciółką, która... mnie żywi. Jest ona, jest Geraldine, teraz też mój brat. I dwa psy, które średnio za mną przepadają, ale co nieco się przyzwyczaiły... Jak tak wyliczam, to stwierdzam, że faktycznie zrobiło się bardzo tłoczno - wyznałem dalej przyciszonym głosem by w końcu uświadomić sobie, że ta historia wcale nie była taka smutna. Ten tłum w mieszkaniu Geraldine mnie rozbawił. - Brakuje mi tam aby Thorana mieszkającego na żyrandolu - dodałem, teraz to już śmiejąc się totalnie. Małpa. Ale szkoda, że tak załatwił zwierzaki Laurenta. Może powinienem o tym porozmawiać z mamą. Nie byłem pewien, czy Geraldine coś wskóra.
- Mam. Ale to tylko wanna. - wyznałem i dodałem szybko. Nie chciałem, żeby Laurentowi zrobiło się źle, że przyczynił się u mnie do strachu przed wodą. - I to tylko awersja, żadna fobia - przyznałem już bardziej swobodnie. To nie było coś, co by mi uprzykrzało życie. Prędzej istotom żyjącym pod wodą, bo nie przepadałem za nimi, jak i za tą wodą, otwartymi zbiornikami, nawet rybami.
Pokręciłem głową, czego Laurent nie widział.
- Fakt, cenny materiał. Ale to Thoran... Widać, nie ma granic dobrego smaku ze swoimi żartami. Czasami mi dokucza, ale miałem to za braterską złośliwość, podstawianie nóg młodszemu braciszkowi, ale jak tak patrzę teraz z dystansu... Ostatnio zauważyłem, że znika coraz więcej moich zdjęć w domu rodzinnym. Może to nie rodzice, tylko on? - zastanowiłem się głośno. Chociaż to tylko zdjęcia, nic wielkiego. Rodzice również mogli nie chcieć się mną chwalić. Zdjęcia prowokowałyby pytania u gości o najmłodszego syna. Gdzie Astaroth? Co się z nim dzieje? Słyszałem, że się zwolnił z Ministerstwa... Słyszałem, że jest chory...
- Cóż, nieistotne. Mam nadzieję, że siostra go ogarnie. Właśnie! Długo się znacie z Geraldine? Ona nie ma w zwyczaju chwalić się znajomymi... - zapytałem z nieskrywaną ciekawością.
Siostra miała tendencję do romansowania ze wszystkim, co się rusza... co właściwie przypominało mnie sprzed śmierci, ale zaciekawiło mnie, czy może ona i Laurent...? Nie byłem pewien, czy jest w jej typie, ale może nie wybrzydzała? A Laurent? Laurent był zagadką. Zdawało mi się, że cieszy mną oko. Reszta była dla mnie wielką niewiadomą, ale wspominał tak zagadkami, że mogło być sporo różnych osób. O ile dobrze to interpretowałem.
Znowu odruchowo pokręciłem głową, po czym odetchnąłem głęboko.
- Mam pieniądze. Mam dostęp do rodowej fortuny i sam zarabiam jako łowca, ale rodzina ma na mnie oko. Ojciec uwielbia Geraldine, więc kiedy ona się zgodziła, żebym u niej mieszkał, to ten myśli, że non stop ma mnie na oku... On mnie miał aż za bardzo. Gdybym powiedział albo nawet nie powiedział, tylko zrobił... Kupił mieszkanie albo dom, zapewne zrobiłby nam jesień średniowiecza - wyznałem przyciszonym głosem, po czym zrobiłem pauzę. Bo to mieszkanie z Geraldine miało drugie, naiwne dno.
- Poza tym... wolę jak jest więcej osób wokół mnie. Z twardą ręką. Teraz jest ze mną lepiej, ale nie zawsze tak było, poza tym wciąż się zapominam... kiedy wiesz... Mieszkam z przyjaciółką, która... mnie żywi. Jest ona, jest Geraldine, teraz też mój brat. I dwa psy, które średnio za mną przepadają, ale co nieco się przyzwyczaiły... Jak tak wyliczam, to stwierdzam, że faktycznie zrobiło się bardzo tłoczno - wyznałem dalej przyciszonym głosem by w końcu uświadomić sobie, że ta historia wcale nie była taka smutna. Ten tłum w mieszkaniu Geraldine mnie rozbawił. - Brakuje mi tam aby Thorana mieszkającego na żyrandolu - dodałem, teraz to już śmiejąc się totalnie. Małpa. Ale szkoda, że tak załatwił zwierzaki Laurenta. Może powinienem o tym porozmawiać z mamą. Nie byłem pewien, czy Geraldine coś wskóra.