28.07.2024, 19:28 ✶
Dużo się dzieje! Reaguje na Lorien, Richarda i nadejście Aleksandra. Później na pojawienie się Matt'a i przemowę Agnes
-A… czy powiecie mu w taki sposób, żeby nie był na mnie zły, że tutaj przyszłam? Czy może sama powinnam z nim porozmawiać?- Patrzyła to na wuja, to na macochę. Kiedy Lorien powiedziała, że ojciec na pewno jej nie nienawidzi, przygryzła lekko dolną wargę.
-Mówił ci to? Tak powiedział?- Dopytywała i oboje mogli usłyszeć lekkie niedowierzanie w głosie. Ostatnio tyle nawywijała, że nie była pewna, dlaczego Robert jej jeszcze nie wydziedziczył.
-Dziękuję.- Odpowiedziała na komplementy i uśmiechnęła się już naprawdę szczerze. Zrobiło jej się bardzo miło, kiedy macocha przeczesywała jej włosy, a wuj się do niej uśmiechał. Tą krótką rozmową dali jej komfort i poczucie bycia chcianej oraz ważnej. Utwierdzili ja w przekonaniu, że następnym razem warto się do nich zwrócić po pomoc lub radę. Niepotrzebnie aż tak się bała.
Sophie ogladała uważniej jeden z pierścionków który pożyczyła jej Lorien. Z początku nie zauważyła nawet nadejścia Alexandra. Dopiero kiedy się odezwał, spojrzała na niego. Wydał jej się taki... dziwny, może nawet szalony?
-Dobry wieczór, wuju Alexandrze.- Powiedziała i uniosła dłoń, żeby zaprzeczyć.-Och, n-nie, nie! Ja nie potrzebuje się wyszaleć…- Zaprzeczyła szybko i zaśmiała się nieco nerwowo. Nie wiedziała co zrobić, kiedy Lorien odgięła szyję i rozpoczęła się ta dziwna rozmowa. Poczuła się niekomfortowo więc spojrzała z lekkim strachem na Richarda, jakby potrzebowała jego pomocy. A potem poczęstowano ją papierosami.
-Ja nie palę, dziękuję.- Odparła cicho młodszemu z wujków i złapała macochę za dłoń. Robiło się bardzo dziwnie i Sophie nie rozumiała dlaczego. To w jaki sposób się do siebie zwracali było przerażające. Nie chodziło o słowa, a o ton i mowę ciała. Kiedy więc Alexander wypowiedział na głos jej imię, drgnęła.
-Tak? Och, podróże? Do Francji...- To zwykłe pytanie zbiło ją nieco z tropu, ale przypomniała sobie słowa Lorien, że będą ją tutaj oceniać. Wuj akurat zapytał ją o coś, co bardzo lubiła więc zamiast się kulić, wyprostowała nieco i spojrzała na jego twarz tym razem nie uciekając spojrzeniem.-Bardzo lubię podróżować, wuju. Byłam we Francji, w Norwegii i nawet we Włoszech. Jeśli chcesz, mogę Cię oprowadzać po Paryżu, a jeśli moja ciocia, a twoja żona, wuju, interesuje się modą, to pokaże jej butiki najlepszych włoskich projektantów.- Uśmiechnęła się nawet lekko.- Krata jest teraz w modzie.- Wskazała na sukienkę którą sama sobie uszyła.-Ale do Londynu takie nowinki dochodzą z opóźnieniem, wuju Alexandrze. Dlatego tylko ja jestem tak ubrana.- "wuj Alexander" zapewne nigdy nie dowie się, czy Sophie kłamała na temat swojej kraciastej sukienki. Przyuważyła wcześniej jak mierzył jej strój, więc postanowiła się "obronić", nie mając pojęcia co sądził o tym jak się ubrała. I wtedy zjawił się Matthias! Sophie poczuła jak lekki rumieniec rozlewa się po jej piegowatej twarzy. Czyli jednak jej nie zostawił i naprawdę miał coś ważnego do załatwienia. Prawdopodobnie rodzinne sprawy, a w końcu nie byli aż tak blisko, żeby była świadkiem tak prywatnych rozmów. Delikatnie pchnięta przez macochę, od razu wstała i uśmiechnęła się do Matta. Wuj Alexander odezwał się do niego w bardzo niekulturalny sposób, więc postanowiła zareagować.
-T-to mój... to mój partner na dzisiejszy wieczór, wuju Alexandrze - Matthias Delacoure. Zaprosił mnie na wieczorek karciany.-Stanęła o pół kroku przed chłopakiem i nawet złapała go za rękę, jakby chciała pokazać, że naprawdę są tutaj razem i Alexander nie powinien mieć co do tego żadnych wątpliwości. Zerknęła przez ramię na chłopaka żeby zobaczyć czy się przestraszył. Uznała, że uzyskała pozwolenie od Richarda i Lorien na oddalenie się, ale w tym samym momencie organizatorka całego wydarzenia rozpoczęła swoją przemowę. Sophie stanęła obok Matta, ale nie puściła jego dłoni. Wpatrzyła się w Agnes, która tak pięknie przemawiała! Och! Wspomniała o fundacji, którą zajmował się wuj Alexander! Mulciberówna rozpromieniła się. Co prawda sama miała w dupie ofiary magirasizmu i miesięcznie nie poświęcała nawet dziesięciu sekund żeby o nich pomyśleć, ale cieszyła się, że o Mulciberach mówi się dobrze.
-Przepraszam za wuja Alexandra, Matt. A ta fundacja została założona przez moją rodzinę.- Szepnęła, a kiedy Richard zaczął skandować, spojrzała na niego z niedowierzaniem. Przypomniało jej się widowisko randkowe i momentalnie zbladła. Zerknęła na Matthias'a.- Mozemy... się przewietrzyć? Albo stanąć gdzieś pod ścianą?- Poprosiła. Biedny wuj Alexander.
-A… czy powiecie mu w taki sposób, żeby nie był na mnie zły, że tutaj przyszłam? Czy może sama powinnam z nim porozmawiać?- Patrzyła to na wuja, to na macochę. Kiedy Lorien powiedziała, że ojciec na pewno jej nie nienawidzi, przygryzła lekko dolną wargę.
-Mówił ci to? Tak powiedział?- Dopytywała i oboje mogli usłyszeć lekkie niedowierzanie w głosie. Ostatnio tyle nawywijała, że nie była pewna, dlaczego Robert jej jeszcze nie wydziedziczył.
-Dziękuję.- Odpowiedziała na komplementy i uśmiechnęła się już naprawdę szczerze. Zrobiło jej się bardzo miło, kiedy macocha przeczesywała jej włosy, a wuj się do niej uśmiechał. Tą krótką rozmową dali jej komfort i poczucie bycia chcianej oraz ważnej. Utwierdzili ja w przekonaniu, że następnym razem warto się do nich zwrócić po pomoc lub radę. Niepotrzebnie aż tak się bała.
Sophie ogladała uważniej jeden z pierścionków który pożyczyła jej Lorien. Z początku nie zauważyła nawet nadejścia Alexandra. Dopiero kiedy się odezwał, spojrzała na niego. Wydał jej się taki... dziwny, może nawet szalony?
-Dobry wieczór, wuju Alexandrze.- Powiedziała i uniosła dłoń, żeby zaprzeczyć.-Och, n-nie, nie! Ja nie potrzebuje się wyszaleć…- Zaprzeczyła szybko i zaśmiała się nieco nerwowo. Nie wiedziała co zrobić, kiedy Lorien odgięła szyję i rozpoczęła się ta dziwna rozmowa. Poczuła się niekomfortowo więc spojrzała z lekkim strachem na Richarda, jakby potrzebowała jego pomocy. A potem poczęstowano ją papierosami.
-Ja nie palę, dziękuję.- Odparła cicho młodszemu z wujków i złapała macochę za dłoń. Robiło się bardzo dziwnie i Sophie nie rozumiała dlaczego. To w jaki sposób się do siebie zwracali było przerażające. Nie chodziło o słowa, a o ton i mowę ciała. Kiedy więc Alexander wypowiedział na głos jej imię, drgnęła.
-Tak? Och, podróże? Do Francji...- To zwykłe pytanie zbiło ją nieco z tropu, ale przypomniała sobie słowa Lorien, że będą ją tutaj oceniać. Wuj akurat zapytał ją o coś, co bardzo lubiła więc zamiast się kulić, wyprostowała nieco i spojrzała na jego twarz tym razem nie uciekając spojrzeniem.-Bardzo lubię podróżować, wuju. Byłam we Francji, w Norwegii i nawet we Włoszech. Jeśli chcesz, mogę Cię oprowadzać po Paryżu, a jeśli moja ciocia, a twoja żona, wuju, interesuje się modą, to pokaże jej butiki najlepszych włoskich projektantów.- Uśmiechnęła się nawet lekko.- Krata jest teraz w modzie.- Wskazała na sukienkę którą sama sobie uszyła.-Ale do Londynu takie nowinki dochodzą z opóźnieniem, wuju Alexandrze. Dlatego tylko ja jestem tak ubrana.- "wuj Alexander" zapewne nigdy nie dowie się, czy Sophie kłamała na temat swojej kraciastej sukienki. Przyuważyła wcześniej jak mierzył jej strój, więc postanowiła się "obronić", nie mając pojęcia co sądził o tym jak się ubrała. I wtedy zjawił się Matthias! Sophie poczuła jak lekki rumieniec rozlewa się po jej piegowatej twarzy. Czyli jednak jej nie zostawił i naprawdę miał coś ważnego do załatwienia. Prawdopodobnie rodzinne sprawy, a w końcu nie byli aż tak blisko, żeby była świadkiem tak prywatnych rozmów. Delikatnie pchnięta przez macochę, od razu wstała i uśmiechnęła się do Matta. Wuj Alexander odezwał się do niego w bardzo niekulturalny sposób, więc postanowiła zareagować.
-T-to mój... to mój partner na dzisiejszy wieczór, wuju Alexandrze - Matthias Delacoure. Zaprosił mnie na wieczorek karciany.-Stanęła o pół kroku przed chłopakiem i nawet złapała go za rękę, jakby chciała pokazać, że naprawdę są tutaj razem i Alexander nie powinien mieć co do tego żadnych wątpliwości. Zerknęła przez ramię na chłopaka żeby zobaczyć czy się przestraszył. Uznała, że uzyskała pozwolenie od Richarda i Lorien na oddalenie się, ale w tym samym momencie organizatorka całego wydarzenia rozpoczęła swoją przemowę. Sophie stanęła obok Matta, ale nie puściła jego dłoni. Wpatrzyła się w Agnes, która tak pięknie przemawiała! Och! Wspomniała o fundacji, którą zajmował się wuj Alexander! Mulciberówna rozpromieniła się. Co prawda sama miała w dupie ofiary magirasizmu i miesięcznie nie poświęcała nawet dziesięciu sekund żeby o nich pomyśleć, ale cieszyła się, że o Mulciberach mówi się dobrze.
-Przepraszam za wuja Alexandra, Matt. A ta fundacja została założona przez moją rodzinę.- Szepnęła, a kiedy Richard zaczął skandować, spojrzała na niego z niedowierzaniem. Przypomniało jej się widowisko randkowe i momentalnie zbladła. Zerknęła na Matthias'a.- Mozemy... się przewietrzyć? Albo stanąć gdzieś pod ścianą?- Poprosiła. Biedny wuj Alexander.