10.01.2023, 19:25 ✶
Na wzmiankę o czytaniu przewrócił oczyma. Następnie, przy szlabanie, powtórzył ten gest w zwolnionym tempie, tak by mogła dokładnie się przyjrzeć, jak bardzo nie chciało mu się ślęczeć nad rozdziałem z podręcznika o eliksirach zmniejszających. Za to turyści w Trzech Miotłach byli strzałem w dziesiątkę. Dokładnie takiego rozwiązania poszukiwał.
- Naprawdę? - I pomyśleć, że tkwił w szkole w trakcie, gdy kawałek drogi dzieliło go od życia i towarzystwa, bo błędnie założył, że Hogsmeade nie miało gości w okresie świątecznym. Uśmiechnął się szeroko i odetchnął głęboko, bo zszedł z niego olbrzymi ciężar. Nie był do końca tygodnia uzależniony towarzysko od Mackenzie, która mogłaby nie wytrzymać z nim aż tyle czasu, ile potrzebował – Już wiem gdzie spędzę każde najbliższe popołudnie – Humor mu wrócił. Znów wyglądał jak ktoś, komu było daleko do marudzenia i krzywienia się, gdy ktoś chciał mu pomóc i coś doradzić. Ruszył w stronę Wielkiej Sali krokiem rześkim, lekkim, pozbawionym zmartwień, jakby ta jedna wzmianka gryfonki o turystach rozwiązała wszystkie problemy magicznego świata.
- Poczekaj… Zwalę z miotły? Chciałaś powiedzieć: sfauluję? - poprawił ją i zachichotał tak, jakby rzuciła żartem co najmniej trzy razy lepszym niż jego suchar. Nigdy nie ukrywał, gdy coś go rozbawiło, bo niby dlaczego miałby to robić? - Chcesz wykorzystać świąteczny nastrój, by mnie przeprosić za nieczyste zagrania czy może chcesz powiedzieć, że się przebranżawiasz i od wiosny będziesz pałkarzem? - dodał żartobliwym tonem, nie oczekując na poważnie żadnej z tych rzeczy.
- Chyba wiem o jakie lustro może chodzić. Słyszałem kiedyś, że w szkole jest zwierciadło, które odbija najskrytsze ludzkie pragnienia. Pewnie na nie natrafiła Potterówna – wydedukował. Nie wierzył w te wszystkie bzdury o przewidywaniu przyszłości, wróżbiarstwo uznawał za kompletnie niepotrzebne zajęcia z szarlataństwa i oszukiwania ludzi, więc nic nie było w stanie go przekonać, że Potter mówiła prawdę. To, że coś pomieszała i wizję przyszłości pomyliła z swoimi marzeniami, był już w stanie uwierzyć.
- Ciekawe jak to działa. Może po łyżwach go poszukamy? - rzucił kolejną propozycją i ponownie uśmiechnął się tak bardzo, jak to tylko możliwe, bo poprzednim razem dobrze to zadziałało i Green mu nie odmówiła. W walce przeciwko osamotnieniu gotów był zapełnić jej kalendarz tak, że dziewczyna nawet nie zdąży się nacieszyć chwilą wytchnienia w odosobnieniu.
Byłby w stanie odprowadzić ją do wieży tylko po to i zaryzykować tym, że będzie musiał wyjadać zimne jedzenie tylko po to, by nie musieć czekać na jej powrót. Na szczęście nie było to konieczne i mogli od razu pójść na obiad. Po wejściu do sali uderzył go zapach jedzenia oraz dźwięk kolęd nucone przez skrzaty, które nieśmiało ustawiły się w kącie, by nie rzucać się w oczy. Chłopak taktycznie wybrał miejsce obok Greengrass by móc bez przeszkód kontynuować z nią rozmowę. Widząc, że dyrektora jeszcze nie było i mieli jeszcze chwilę niecierpliwie wyjął różdżkę i stuknął nią w zawinięty w świąteczny papier pakunek przed nim. Paczka z hukiem się otworzyła ujawniając całkiem ładne pióro oraz tubkę na atrament. Zaciekawiony zerknął na to, co trafiło się towarzyszce.
- Zgoda – potwierdził chęć ścigania się za połówkę wypracowania i wyciągnął ku niej rękę by przypieczętować ich zakład tradycyjnym uściskiem dłoni. Wolał nie negocjować, ponieważ obawiał się, że jeszcze zmieni zdanie i jutro ucieknie nad jezioro sama. Pół wypracowania też było dla niego bardzo przydatne i mogło skutecznie zmniejszyć ilość pracy, jaka go czekała. Mackenzie niepotrzebnie się martwiła: był już na tyle doświadczony w spisywaniu, że wiedział co i jak pozmieniać, by żaden z nauczycieli się nie połapał.
@Mackenzie Greengrass
- Naprawdę? - I pomyśleć, że tkwił w szkole w trakcie, gdy kawałek drogi dzieliło go od życia i towarzystwa, bo błędnie założył, że Hogsmeade nie miało gości w okresie świątecznym. Uśmiechnął się szeroko i odetchnął głęboko, bo zszedł z niego olbrzymi ciężar. Nie był do końca tygodnia uzależniony towarzysko od Mackenzie, która mogłaby nie wytrzymać z nim aż tyle czasu, ile potrzebował – Już wiem gdzie spędzę każde najbliższe popołudnie – Humor mu wrócił. Znów wyglądał jak ktoś, komu było daleko do marudzenia i krzywienia się, gdy ktoś chciał mu pomóc i coś doradzić. Ruszył w stronę Wielkiej Sali krokiem rześkim, lekkim, pozbawionym zmartwień, jakby ta jedna wzmianka gryfonki o turystach rozwiązała wszystkie problemy magicznego świata.
- Poczekaj… Zwalę z miotły? Chciałaś powiedzieć: sfauluję? - poprawił ją i zachichotał tak, jakby rzuciła żartem co najmniej trzy razy lepszym niż jego suchar. Nigdy nie ukrywał, gdy coś go rozbawiło, bo niby dlaczego miałby to robić? - Chcesz wykorzystać świąteczny nastrój, by mnie przeprosić za nieczyste zagrania czy może chcesz powiedzieć, że się przebranżawiasz i od wiosny będziesz pałkarzem? - dodał żartobliwym tonem, nie oczekując na poważnie żadnej z tych rzeczy.
- Chyba wiem o jakie lustro może chodzić. Słyszałem kiedyś, że w szkole jest zwierciadło, które odbija najskrytsze ludzkie pragnienia. Pewnie na nie natrafiła Potterówna – wydedukował. Nie wierzył w te wszystkie bzdury o przewidywaniu przyszłości, wróżbiarstwo uznawał za kompletnie niepotrzebne zajęcia z szarlataństwa i oszukiwania ludzi, więc nic nie było w stanie go przekonać, że Potter mówiła prawdę. To, że coś pomieszała i wizję przyszłości pomyliła z swoimi marzeniami, był już w stanie uwierzyć.
- Ciekawe jak to działa. Może po łyżwach go poszukamy? - rzucił kolejną propozycją i ponownie uśmiechnął się tak bardzo, jak to tylko możliwe, bo poprzednim razem dobrze to zadziałało i Green mu nie odmówiła. W walce przeciwko osamotnieniu gotów był zapełnić jej kalendarz tak, że dziewczyna nawet nie zdąży się nacieszyć chwilą wytchnienia w odosobnieniu.
Byłby w stanie odprowadzić ją do wieży tylko po to i zaryzykować tym, że będzie musiał wyjadać zimne jedzenie tylko po to, by nie musieć czekać na jej powrót. Na szczęście nie było to konieczne i mogli od razu pójść na obiad. Po wejściu do sali uderzył go zapach jedzenia oraz dźwięk kolęd nucone przez skrzaty, które nieśmiało ustawiły się w kącie, by nie rzucać się w oczy. Chłopak taktycznie wybrał miejsce obok Greengrass by móc bez przeszkód kontynuować z nią rozmowę. Widząc, że dyrektora jeszcze nie było i mieli jeszcze chwilę niecierpliwie wyjął różdżkę i stuknął nią w zawinięty w świąteczny papier pakunek przed nim. Paczka z hukiem się otworzyła ujawniając całkiem ładne pióro oraz tubkę na atrament. Zaciekawiony zerknął na to, co trafiło się towarzyszce.
- Zgoda – potwierdził chęć ścigania się za połówkę wypracowania i wyciągnął ku niej rękę by przypieczętować ich zakład tradycyjnym uściskiem dłoni. Wolał nie negocjować, ponieważ obawiał się, że jeszcze zmieni zdanie i jutro ucieknie nad jezioro sama. Pół wypracowania też było dla niego bardzo przydatne i mogło skutecznie zmniejszyć ilość pracy, jaka go czekała. Mackenzie niepotrzebnie się martwiła: był już na tyle doświadczony w spisywaniu, że wiedział co i jak pozmieniać, by żaden z nauczycieli się nie połapał.
@Mackenzie Greengrass