- To niekoniecznie są zwierzątka, które nadają się do hodowania w domu. Podejrzewam, że trudno jej się z tym pogodzić. - Miała świadomość, że dzieciaki potrafiły naprawdę mocno się na coś uprzeć i bardzo ciężko było im wybić z głowy te wszystkie cudowne pomysły. Sama też nie znosiła być tą odpowiedzialną osobą, która musiała sprowadzać ich na ziemię, w sumie raczej starała się, aby kto inny przyjmował rolę dorosłego i niszczył marzenia dzieci.
Usłyszała ruch, uniosła więc głowę, aby zobaczyć kto lub co pojawiło się w pomieszczeniu. Wydawało jej się bowiem, że zostali tu sami, gdy dostrzegła kota przyglądała mu się z zaciekawieniem. - Ależ słodziak z niego. - Powiedziała zachwycona, może nie był to lew, ale też całkiem urocze stworzenie. Fiery naprawdę uwielbiała wszystkie zwierzęta.
- Nie dam rady, ale to nie tak, że mi nie smakuje, naprawdę są niesamowite te słodkości. - Dodała jeszcze nim podzieliła pączka na dwie, równe części. Jedną z nich wzięła w dłoń, a drugą podała Thomasowi.
- W sumie jest niebezpiecznie, nie dziwię się, że pilnujesz siostry. Nigdy nie wiadomo, co tym ludziom przyjdzie do głowy, słyszałam o tym, co stało się na Beltane, już się nie kryją zupełnie z tym, co robią. - To było naprawdę rozsądne podejście, że zamierzał doglądać siostry. Fiery zdawała sobie sprawę, że atmosfera w świecie czarodziejów jest mocno napięta. Polowali na takich jak ona, przecież też była mugolaczką, która ich zdaniem nie powinna w ogóle mieć prawa do tego, aby znaleźć się w świecie magii. Zresztą na sabacie dużo osób straciło życie, nie tylko szlamy, wtedy było im wszystko jedno z kim walczą. Voldemort szedł do celu po trupach, Bestyjka wiedziała, że kiedyś będą mogli zaatakować cyrk, bo przecież wszyscy jego mieszkańcy mieli brudną krew.
- Tak najlepiej, przyjść na gotowe, nie trzeba się przejmować przygotowaniami. - Nie wydawało się, żeby i z tym miał problem, Thomas wydawał się być bowiem osobą, która nie miała z niczym problemu, wręcz przeciwnie. Może dosyć śmiało zakładała, bo przecież nie znała go prawie wcale, ale po tym co mówił miała wrażenie, że jest strasznie pomocny. Każdy chciałby mieć obok siebie osobę z podobnym nastawieniem. Ona również nie mogła narzekać na swoje rodzeństwo, bo każdego mogła poprosić o pomoc, miała jednak świadomość, że nie wszyscy mają tak lekko.
Sięgnęła po kawę, upiła spory łyk. Zastanowiła się przez chwilę nad odpowiedzią na pytanie, które jej zadał. Tak naprawdę nie miała pojęcia od czego zacząć, w sumie nie dziwiła się, że o to spytał, bo to wcale nie było takie oczywiste.
- Nie, nie od zawsze. Żyję w cyrku od jakichś jedenastu lat, jeśli dobrze liczę. - Dosyć późno tam trafiła, szczególnie że większość członków jej rodziny znajdowała w cyrku schronienie, kiedy byli dzieciakami. - Kiedyś sporo podróżowałam z moimi braćmi, to oni nauczyli mnie jak podchodzić do zwierząt, a jeszcze wcześniej, jak żyli moi rodzice to chodziłam do szkoły, do Koldovstoretz w Rosji. - Nie wspominała tego czasu wcale jakoś specjalnie źle. Czasem zastanawiała się, jakby to było, gdyby udało jej się ją skończyć, ale wiedziała, że to nie ma większego sensu. Bracia nie pozwolili jej wrócić, zaczęła podróżować z nimi i po prostu praktykować magię.