28.07.2024, 23:10 ✶
Czego jak czego, ale akurat jednej rzeczy Erik Longbottom był tego wieczora pewien w stu procentach: ta noc nie miała tak wyglądać. W najmniejszym stopniu. Wszystko poszło nie tak, pomyślał z niezadowoleniem, wspinając się po kolejnych stopniach kamienicy, starając się przy tym poruszać jak najciszej, co by przypadkiem nie pobudzić sąsiadów Anthony'ego, którzy zapomnieli wyciszyć swoje mieszkania przed odgłosami z zewnątrz. Wizyta w Ministerstwie Magii zajęła mu dłużej, niż zakładał, przez co zdążyła już wybić północ, ale przynajmniej zdołał pozałatwiać wszystkie wstępne prace papierkowe związane z przyjęciem nowego zgłoszenia.
Pokręcił z niedowierzaniem głową, wsuwając podarowany mu przez Shafiqa klucz do dziury, tylko po to, aby zaraz pokiwać z zadowoleniem głową, kiedy zamek wydał z siebie charakterystyczne kliknięcie. Może niedawno przeprowadzono tu remont i dlatego wszystko działało tak płynnie i dobrze? Chociaż to się dzisiaj udało, skomentował, wchodząc do środka i zamykając za sobą główne wejście. Miał nadzieję, że Anthony skończył już rozmowę z lekarzem. Bez tego Brygada Uderzeniowa będzie miała zdecydowanie za mało informacji, a jak dostaną potwierdzenie obdukcji od uzdrowiciela, to może szybciej wezmą się do roboty.
Nie miał zamiaru puścić tego płazem. I wbrew pozorom nie tylko dlatego, że odebrał atak bardzo personalnie, biorąc pod uwagę kto stał się jego ofiarą i w jakim stanie koniec końców skończyło. Chodziło o zasady. I przypomnienie co poniektórym, że wypadałoby zadbać o prawdziwe zabezpieczenia, zamiast wydawać pieniądze na kelnerów i sommelierów, którzy dorabiali sobie podczas premier w teatrze Selwynów. Może nadszedł najwyższy czas, aby Ministerstwo Magii wysłało tam paru urzędników na oficjalną kontrolę? Przeklął pod nosem, zdając sobie sprawę, że po raz kolejny nazwisko byłego kochanka bruździło mu w życiu uczuciowym. Wszedł powoli do sypialni, w pierwszej chwili mając wrażenie, że Anthony zdążył już zasnąć. Podskoczył minimalnie, gdy ten się odezwał.
— Ograniczyłbym się do określenia ''wyszła z tego jedna wielka katastrofa''. Nie było w tym nic pięknego — skomentował twardo, domykając drzwi butem, tylko po to, aby zaraz przywrzeć do nich plecami. Oddychał ciężko, starając się zostawić większość swojego bagażu emocjonalnego na progu pomieszczenia. — Przynajmniej z mojej perspektywy. Chyba że ty masz na to inny pogląd? Albo twój medyk? Ta poraniona twarz musiała go wręcz zachwycić.
Uniósł wymownie brwi, przyglądając się z daleka Antoniuszowi. Najładniejszą rzeczą, jaką zobaczył w tamtej przebieralni i podziemnych tunelach była co najwyżej rama lustra z tym denerwującym amorkiem, który postanowił się rozgadać. Oby zaklęcie uciszające trwało jak najdłużej. Och, jak żałował, że nie będzie w stanie usłyszeć tej wiązanki przekleństw, która wydobędzie się z tych przeklętych usteczek. Erik zaczął poklepywać się nerwowo po kieszeniach, aż sarknął w końcu z niezadowoleniem. Oczywiście, że papierosy i zapalniczka zostały w marynarce, która z kolei czekała na niego w biurach Brygady Uderzeniowej.
— Wszystko załatwione — odezwał się po dłuższej chwili, postanawiając przybliżyć Shafiqowi, co się działo podczas jego nieobecności. — Złożyłem zawiadomienie, przekazałem brygadzistom wszelkie kontakty do Teatru Selwynów, wypisałem własne zeznania dotyczące szczegółów zajścia... Ty też będziesz musiał to zrobić. Spisać je ręcznie albo przyjść do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, kiedy tylko będziesz miał na to siłę.
Przysiadł na skraju ławki znajdującej się w nogach łóżka, aby rozwiązać sznurówki, ściągnąć buty i odstawić je równo na bok. Przesunął się na łoże, przyglądając się z uwagą starszemu czarodziejowi; szukał na jego twarzy dowodu na to, że faktycznie było wszystko w porządku i nie był skazany na długą rekonwalescencję. Kto by pomyślał, że w przededniu wielkiego konfliktu Ministerstwa Magii ze Śmierciożercami, jeden z kluczowych pracowników rządowych mógłby paść ofiarą napaści dwóch prostackich porywaczy?
Pokręcił z niedowierzaniem głową, wsuwając podarowany mu przez Shafiqa klucz do dziury, tylko po to, aby zaraz pokiwać z zadowoleniem głową, kiedy zamek wydał z siebie charakterystyczne kliknięcie. Może niedawno przeprowadzono tu remont i dlatego wszystko działało tak płynnie i dobrze? Chociaż to się dzisiaj udało, skomentował, wchodząc do środka i zamykając za sobą główne wejście. Miał nadzieję, że Anthony skończył już rozmowę z lekarzem. Bez tego Brygada Uderzeniowa będzie miała zdecydowanie za mało informacji, a jak dostaną potwierdzenie obdukcji od uzdrowiciela, to może szybciej wezmą się do roboty.
Nie miał zamiaru puścić tego płazem. I wbrew pozorom nie tylko dlatego, że odebrał atak bardzo personalnie, biorąc pod uwagę kto stał się jego ofiarą i w jakim stanie koniec końców skończyło. Chodziło o zasady. I przypomnienie co poniektórym, że wypadałoby zadbać o prawdziwe zabezpieczenia, zamiast wydawać pieniądze na kelnerów i sommelierów, którzy dorabiali sobie podczas premier w teatrze Selwynów. Może nadszedł najwyższy czas, aby Ministerstwo Magii wysłało tam paru urzędników na oficjalną kontrolę? Przeklął pod nosem, zdając sobie sprawę, że po raz kolejny nazwisko byłego kochanka bruździło mu w życiu uczuciowym. Wszedł powoli do sypialni, w pierwszej chwili mając wrażenie, że Anthony zdążył już zasnąć. Podskoczył minimalnie, gdy ten się odezwał.
— Ograniczyłbym się do określenia ''wyszła z tego jedna wielka katastrofa''. Nie było w tym nic pięknego — skomentował twardo, domykając drzwi butem, tylko po to, aby zaraz przywrzeć do nich plecami. Oddychał ciężko, starając się zostawić większość swojego bagażu emocjonalnego na progu pomieszczenia. — Przynajmniej z mojej perspektywy. Chyba że ty masz na to inny pogląd? Albo twój medyk? Ta poraniona twarz musiała go wręcz zachwycić.
Uniósł wymownie brwi, przyglądając się z daleka Antoniuszowi. Najładniejszą rzeczą, jaką zobaczył w tamtej przebieralni i podziemnych tunelach była co najwyżej rama lustra z tym denerwującym amorkiem, który postanowił się rozgadać. Oby zaklęcie uciszające trwało jak najdłużej. Och, jak żałował, że nie będzie w stanie usłyszeć tej wiązanki przekleństw, która wydobędzie się z tych przeklętych usteczek. Erik zaczął poklepywać się nerwowo po kieszeniach, aż sarknął w końcu z niezadowoleniem. Oczywiście, że papierosy i zapalniczka zostały w marynarce, która z kolei czekała na niego w biurach Brygady Uderzeniowej.
— Wszystko załatwione — odezwał się po dłuższej chwili, postanawiając przybliżyć Shafiqowi, co się działo podczas jego nieobecności. — Złożyłem zawiadomienie, przekazałem brygadzistom wszelkie kontakty do Teatru Selwynów, wypisałem własne zeznania dotyczące szczegółów zajścia... Ty też będziesz musiał to zrobić. Spisać je ręcznie albo przyjść do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, kiedy tylko będziesz miał na to siłę.
Przysiadł na skraju ławki znajdującej się w nogach łóżka, aby rozwiązać sznurówki, ściągnąć buty i odstawić je równo na bok. Przesunął się na łoże, przyglądając się z uwagą starszemu czarodziejowi; szukał na jego twarzy dowodu na to, że faktycznie było wszystko w porządku i nie był skazany na długą rekonwalescencję. Kto by pomyślał, że w przededniu wielkiego konfliktu Ministerstwa Magii ze Śmierciożercami, jeden z kluczowych pracowników rządowych mógłby paść ofiarą napaści dwóch prostackich porywaczy?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞