29.07.2024, 07:30 ✶
Jessie był milszy od niej, bardziej otwarty na ludzi i miał bez wątpienia lepsze serce, ale na szczęście nie zbywało mu ani na inteligencji, ani na poczuciu humoru i potrafił ładnie odpysknąć, gdy przychodziła na to pora. I dobrze, bo pewnie gdyby był nieśmiałym dzieciakiem, wzdychałaby na to okropnie.
W jednym też na pewno się przypominali. Nie lubili zamieszania. To znaczy Charlotte je lubiła, ale gdy sama była jego źródłem albo z jakichś powodów ją bawiło, nie wtedy, gdy to działo się obok i krzyżowało jej plany.
- Wyczyścimy potem ten brokat - powiedziała jednak jedynie, mierząc go spojrzeniem. Proste zaklęcie powinno wystarczyć, aby się tego pozbyć, ale niestety nie mogła czarować przy mugolach. Kodeks tajności kiedyś drażnił ją okropnie, ale teraz niechętnie uznawała, że ma trochę racji bytu. Mugole nie daliby im spokoju, gdyby odkryli magię, a było ich jednak dużo więcej i mieli bomby atomowe, nieważne, co na ten temat myślał Voldemort.
- Kochanie, jeśli p r a w i e ich nie widzisz, to znaczy, że coś jest nie tak - odparła, a potem, tuż przed wejściem do autobusu odwróciła się do komentujących.
Uśmiechnęła się do nich, szeroko, promiennie. A potem uniosła dłoń, pokazując im środkowy palec w bardzo uniwersalnym geście. Bo może i pozwalała synowi zwracać się do siebie w ten sposób - za nic nie chciałaby wychować dzieci niepewnych siebie i bojących się otworzyć ust - ale na pewno nie pozwalała nikomu bezkarnie oceniać swoich metod wychowawczych.
W akompaniamencie oburzonych okrzyków weszła do autobusu, z wysoko uniesioną głową.
W jednym też na pewno się przypominali. Nie lubili zamieszania. To znaczy Charlotte je lubiła, ale gdy sama była jego źródłem albo z jakichś powodów ją bawiło, nie wtedy, gdy to działo się obok i krzyżowało jej plany.
- Wyczyścimy potem ten brokat - powiedziała jednak jedynie, mierząc go spojrzeniem. Proste zaklęcie powinno wystarczyć, aby się tego pozbyć, ale niestety nie mogła czarować przy mugolach. Kodeks tajności kiedyś drażnił ją okropnie, ale teraz niechętnie uznawała, że ma trochę racji bytu. Mugole nie daliby im spokoju, gdyby odkryli magię, a było ich jednak dużo więcej i mieli bomby atomowe, nieważne, co na ten temat myślał Voldemort.
- Kochanie, jeśli p r a w i e ich nie widzisz, to znaczy, że coś jest nie tak - odparła, a potem, tuż przed wejściem do autobusu odwróciła się do komentujących.
Uśmiechnęła się do nich, szeroko, promiennie. A potem uniosła dłoń, pokazując im środkowy palec w bardzo uniwersalnym geście. Bo może i pozwalała synowi zwracać się do siebie w ten sposób - za nic nie chciałaby wychować dzieci niepewnych siebie i bojących się otworzyć ust - ale na pewno nie pozwalała nikomu bezkarnie oceniać swoich metod wychowawczych.
W akompaniamencie oburzonych okrzyków weszła do autobusu, z wysoko uniesioną głową.
Koniec sesji