29.07.2024, 09:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2024, 10:01 przez Brenna Longbottom.)
Istniała całkiem spora szansa, że Isaac niepotrzebnie panikuje. Nawet w obecnych, niespokojnych czasach, wiele zgłoszeń okazywało się fałszywych: zaginiony sąsiad wyjeżdżał na wakacje, zahipnotyzowany podobno mąż miał po prostu kochankę, a czarnoksiężnik z drugiego piętra był studentem Munga, który drażnił zgłaszającą go panią Turpin samym swoim istnieniem. Brenna podejrzewała, że mężczyzna, z którym Bagshot się umówił, po prostu zmienił zdanie w kwestii wywiadu, a że brakło mu odwagi do powiedzenia tego wprost, udawał teraz, że go nie ma.
Wolała jednak sprawdzić to od razu niż potem pluć sobie w brodę, że coś zlekceważyła. Zwłaszcza że Isaac w swoim entuzjazmie i przekonaniu, że wszystko będzie dobrze, bardzo łatwo mógł wpakować się w poważne kłopoty. Brenna była równie gadatliwa jak Bagshot, równie jak on energiczna, a jednocześnie teraz, po tylu latach, widziała wyraźnie, że ta gadatliwość to jedyna rzecz, która ich łączy – że gdy ona uśmiecha się, ale jednocześnie patrzy na to, co może iść nie tak, i próbuje temu przeciwdziałać, jego pogoda ducha i skupienie na pozytywach może łatwo skłonić go do nieostrożności i narazić na niebezpieczeństwo.
Między innymi dlatego miotała się w kwestii rozmawiania z nim o sieci. Erik uważał, że może się przydać, i miał pewnie sporo racji. Sam Dumbledore przestrzegał ją jednak i kazał zachowywać większą ostrożność niż dotąd – a to mogło dotyczyć też nadmiernego entuzjazmu.
Pojawiła się na miejscu spotkania punktualnie, z odrobinę zmodyfikowanym wyglądem – ot tak na wszelki wypadek. Jeden z szamponów Potterów czasowo przyciemnił jej włosy, inny kosmetyk rozjaśnił cerę, tak że stała się niemal chorobliwie blada, drobna korekta nosa i miało być ją trochę trudniej opisać, gdyby przy mieszkaniu faktycznie kręcił się ktoś podejrzany.
– Cześć – rzuciła, podchodząc do Bagshota. Nie zmieniła wyglądu na tyle, by ktoś, kto już ją widywał, nie mógł rozpoznać jej z bliska, a i głos był znajomy. – Nie pojawił się w pracy? – spytała, od razu przechodząc do rzeczy, bo akurat ta jedna rzecz faktycznie mogła świadczyć o tym, że stało się coś złego. – Spróbujemy dostać się do mieszkania, skoro siedzi w niemagicznym, może nie jest zabezpieczone.
Wskazała na budynek: okna mieszkania były ciemne. O niczym to jeszcze nie świadczyło, ale... cóż.
- Niczego nie ruszamy, przynajmniej na początku. Jeśli będą jakieś ślady włamania albo walki, wzywam resztę Brygady, uznajemy, że złożyłeś mi oficjalne doniesienie. Jeżeli nie... zobaczymy, czy wszystko wygląda tak, jakby planował tam zaraz wrócić.
Wolała jednak sprawdzić to od razu niż potem pluć sobie w brodę, że coś zlekceważyła. Zwłaszcza że Isaac w swoim entuzjazmie i przekonaniu, że wszystko będzie dobrze, bardzo łatwo mógł wpakować się w poważne kłopoty. Brenna była równie gadatliwa jak Bagshot, równie jak on energiczna, a jednocześnie teraz, po tylu latach, widziała wyraźnie, że ta gadatliwość to jedyna rzecz, która ich łączy – że gdy ona uśmiecha się, ale jednocześnie patrzy na to, co może iść nie tak, i próbuje temu przeciwdziałać, jego pogoda ducha i skupienie na pozytywach może łatwo skłonić go do nieostrożności i narazić na niebezpieczeństwo.
Między innymi dlatego miotała się w kwestii rozmawiania z nim o sieci. Erik uważał, że może się przydać, i miał pewnie sporo racji. Sam Dumbledore przestrzegał ją jednak i kazał zachowywać większą ostrożność niż dotąd – a to mogło dotyczyć też nadmiernego entuzjazmu.
Pojawiła się na miejscu spotkania punktualnie, z odrobinę zmodyfikowanym wyglądem – ot tak na wszelki wypadek. Jeden z szamponów Potterów czasowo przyciemnił jej włosy, inny kosmetyk rozjaśnił cerę, tak że stała się niemal chorobliwie blada, drobna korekta nosa i miało być ją trochę trudniej opisać, gdyby przy mieszkaniu faktycznie kręcił się ktoś podejrzany.
– Cześć – rzuciła, podchodząc do Bagshota. Nie zmieniła wyglądu na tyle, by ktoś, kto już ją widywał, nie mógł rozpoznać jej z bliska, a i głos był znajomy. – Nie pojawił się w pracy? – spytała, od razu przechodząc do rzeczy, bo akurat ta jedna rzecz faktycznie mogła świadczyć o tym, że stało się coś złego. – Spróbujemy dostać się do mieszkania, skoro siedzi w niemagicznym, może nie jest zabezpieczone.
Wskazała na budynek: okna mieszkania były ciemne. O niczym to jeszcze nie świadczyło, ale... cóż.
- Niczego nie ruszamy, przynajmniej na początku. Jeśli będą jakieś ślady włamania albo walki, wzywam resztę Brygady, uznajemy, że złożyłeś mi oficjalne doniesienie. Jeżeli nie... zobaczymy, czy wszystko wygląda tak, jakby planował tam zaraz wrócić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.