10.01.2023, 20:17 ✶
W głębi ducha liczył, że pomoc nadejdzie szybko. Z drugiej strony umysł podpowiadał mu, że Patronus mógł zastać Erika w sytuacji, w której nie będzie mógł przyjść z pomocą. Bardzo, bardzo głęboko, zakiełkował zaś strach, że jego wołanie o pomoc zostanie zignorowane. Starał się go zdusić, bo wiedział, że na Longbottomów zawsze można liczyć w takich sytuacjach, przelatujące mu przed oczami życie, niczym kolejne kolorowe snopy zaklęć, trochę jednak w tym przeszkadzało.
Pozbawiony zasłony, mógł tylko się bronić, bezradnie zbliżając się pod ścianę. Odbijał zaklęcia, choć jedno musnęło jego lewy bark, tworząc na nim paskudne rozcięcie. Zalała go kolejna fala adrenaliny, przyciągnął przed siebie stojący po lewej kredens, przewracając go i tworząc tym samym kolejną zasłonę. Schował się za nim, przytrzymując nową ranę, dając sobie chwilę oddechu. Jego zawartość w postaci książek i jakichś bibelotów, rozsypała się po podłodze z głośnym hukiem, wszystko, co szklane posypało się na kawałki.
Gramofon nadal grał jedne z jego ulubionych piosenek.
Właśnie wtedy do pomieszczenia wpadła dwójka kolejnych osób. Tym razem przynajmniej byli to sprzymierzeńcy.
Wzrok Thomasa zamglił się od powoli zbierających się łez ulgi, gdy wyjrzał zza drewnianego mebla i zobaczył, jak jeden z przeciwników ląduje ogłuszony. Wrogowie zostali zaskoczeni, nadarzała się okazja, której nie należało zmarnować. Usłyszał, jak Brenna rzuca zaklęcie ochronne, całkowicie skupiając na siebie uwagę śmierciożercy, dając mu pole do działania. Oderwał dłoń, w której nadal trzymał różdżkę od barku i wychylił się bardziej, dając sobie możliwość wycelowania.
- Expulso! - wykrzyknął, rzucając zbierającego się do użycia zaklęcia przeciw rodzeństwu Longbottomów wroga na ścianę, z siłą, która tamtego przymroczyła. Widać mocno uderzył głową cegłę.
Czując się trochę pewniej z dwójką przyjaciół przy boku, Thomas wyszedł zza kredensu, mierząc z różdżki w powalonych na tę chwilę ludzi. Po dłoni i ściekała krew, jego koszulka też zaczęła barwic się od posoki, na razie jednak się tym nie potrafił przejmować. Ważniejsi byli obcy, którzy wtargnęli do jego domu i próbowali zrobić z nim coś więcej, niż tylko pokiereszować. A także to, że stracili przewagę.
- Nigdy nie cieszyłem się tak na wasz widok - stwierdził, tylko na chwilę kierując wzrok na Erika i Brennę, by zaraz wrócić wzrokiem do jednego z powalonych, który powoli zaczął odzyskiwać rezon. Co prawda może nie było tego po Thomasie widać, w duchu jednak niemal płakał ze szczęścia. Łzy nie pociekły tylko dlatego, że jego ciało nadal nastawiało się do walki.
Pozbawiony zasłony, mógł tylko się bronić, bezradnie zbliżając się pod ścianę. Odbijał zaklęcia, choć jedno musnęło jego lewy bark, tworząc na nim paskudne rozcięcie. Zalała go kolejna fala adrenaliny, przyciągnął przed siebie stojący po lewej kredens, przewracając go i tworząc tym samym kolejną zasłonę. Schował się za nim, przytrzymując nową ranę, dając sobie chwilę oddechu. Jego zawartość w postaci książek i jakichś bibelotów, rozsypała się po podłodze z głośnym hukiem, wszystko, co szklane posypało się na kawałki.
Gramofon nadal grał jedne z jego ulubionych piosenek.
Właśnie wtedy do pomieszczenia wpadła dwójka kolejnych osób. Tym razem przynajmniej byli to sprzymierzeńcy.
Wzrok Thomasa zamglił się od powoli zbierających się łez ulgi, gdy wyjrzał zza drewnianego mebla i zobaczył, jak jeden z przeciwników ląduje ogłuszony. Wrogowie zostali zaskoczeni, nadarzała się okazja, której nie należało zmarnować. Usłyszał, jak Brenna rzuca zaklęcie ochronne, całkowicie skupiając na siebie uwagę śmierciożercy, dając mu pole do działania. Oderwał dłoń, w której nadal trzymał różdżkę od barku i wychylił się bardziej, dając sobie możliwość wycelowania.
- Expulso! - wykrzyknął, rzucając zbierającego się do użycia zaklęcia przeciw rodzeństwu Longbottomów wroga na ścianę, z siłą, która tamtego przymroczyła. Widać mocno uderzył głową cegłę.
Czując się trochę pewniej z dwójką przyjaciół przy boku, Thomas wyszedł zza kredensu, mierząc z różdżki w powalonych na tę chwilę ludzi. Po dłoni i ściekała krew, jego koszulka też zaczęła barwic się od posoki, na razie jednak się tym nie potrafił przejmować. Ważniejsi byli obcy, którzy wtargnęli do jego domu i próbowali zrobić z nim coś więcej, niż tylko pokiereszować. A także to, że stracili przewagę.
- Nigdy nie cieszyłem się tak na wasz widok - stwierdził, tylko na chwilę kierując wzrok na Erika i Brennę, by zaraz wrócić wzrokiem do jednego z powalonych, który powoli zaczął odzyskiwać rezon. Co prawda może nie było tego po Thomasie widać, w duchu jednak niemal płakał ze szczęścia. Łzy nie pociekły tylko dlatego, że jego ciało nadal nastawiało się do walki.