29.07.2024, 19:39 ✶
— A bo ja wiem? — Pociągnął nosem, gdy Isaac się do niego zbliżył. — Bardziej... wytrawnie? I chyba został na tobie zapaszek perfum mojej ciotki. Dziwne, że przez tyle czasu się utrzymał. Trochę minęło od waszego wspólnego tańca.
Westchnął cicho. Wiedział, że powinien się nieco zabawić, ale jakoś trudno było mu się wkręcić to wszystko. Chociaż od przeklętej dla niego końcówki lipca minął już praktycznie miesiąc, tak dalej nosił w sobie echo tej szalonej karuzeli emocji rozpędzonej nieoczekiwania spotkaniami z dawnymi partnerami. Cholerny skrzaci bimber, pomyślał przelotnie, mając nadzieję, że posłanie paru bezgłośnych przekleństw w stronę wyrobów Malwy, pozwoli mu oczyścić myśli. Słowa kolegów jednak przekierowały jego przemyślenia na inne tory.
— Nawet bez munduru czułbym się w obowiązku zareagować — napomniał przyjaciela ze szkolnych lat, zerkając błagalnym wzrokiem w stronę Thomasa, jakby liczył, że go poprze. — Brenna chyba by nie zniosła, gdyby doszło tam do zaognienia jakiegoś konfliktu. Naprawdę się postarała, żeby to przygotować. Zresztą nie pierwszy raz się urabia po łokcie.
Jeśli Erik był sercem ich wspólnych operacji, to Brenna była ich mózgiem. To ona brała na siebie kwestie logistyczne, rozdysponowywała zadania między domowników i dbała o to, aby każdy się ze wszystkim wyrobił na czas. Tylko przez to bal charytatywny Longbottomów czy potańcówka w Dolinie Godryka zakończyły się sukcesem. Może nie zawsze robiła wszystko tak, jakby życzył sobie tego jej brat, ale nie dało się ukryć, że raz za razem osiągała efekty, na jakich jej zależało.
— Nie sądzisz, że ta biedna dziewczyna powinna była poznać cię z tej prawdziwej strony, a nie tej, w której robisz z siebie drugiego Wrońskiego? — spytał Isaaca, unosząc wymownie brew. — Nawet jeśli chciałem to zrobić, czego nie jesteś w stanie mi w stu procentach udowodnić, to musisz wiedzieć, że gdybym to zrobił, to byłoby to w twoim najlepszym interesie. Kto wie, gdzie byś teraz skończył, gdyby tamten trening potoczył się inaczej?
Sarknął pod nosem, gdy Bagshot przypomniał jeden z żartów Thomasa. Żółte kurczaczki, Wielkanoc... Przez wieloletnią przyjaźń z Hardwickiem jako tako przyswoił trochę informacji na temat mugolskiego stylu życia, jednak te zazwyczaj znajdowały się z tyłu jego głowy. Bądź co bądź, wychowywał się w wierze czarodziejów, od dzieciaka bywał na sabatach, więc kult Matki był mu o wiele bliższy niźli religie niemagicznych. Kojarzył jednak wystarczająco dużo, aby wiedzieć, że ich święta były poniekąd zbliżone kalendarzowo do obchodów, chociażby Yule. Tak to było chyba najbardziej spójne między systemami wiary.
— Widzisz, Thomas, a teraz się okazuje, że wyprzedzałeś wówczas trendy — skomentował, przypominając sobie tegoroczne obchody Ostary w Dolinie Godryka. — Wystarczyło parę lat, a nawet te wszystkie kapłanki kowenu nadgoniły z informacjami z mugolskiego świata i zaczęły zostawiać po lasach czekoladowe jaja.
Westchnął cicho. Wiedział, że powinien się nieco zabawić, ale jakoś trudno było mu się wkręcić to wszystko. Chociaż od przeklętej dla niego końcówki lipca minął już praktycznie miesiąc, tak dalej nosił w sobie echo tej szalonej karuzeli emocji rozpędzonej nieoczekiwania spotkaniami z dawnymi partnerami. Cholerny skrzaci bimber, pomyślał przelotnie, mając nadzieję, że posłanie paru bezgłośnych przekleństw w stronę wyrobów Malwy, pozwoli mu oczyścić myśli. Słowa kolegów jednak przekierowały jego przemyślenia na inne tory.
— Nawet bez munduru czułbym się w obowiązku zareagować — napomniał przyjaciela ze szkolnych lat, zerkając błagalnym wzrokiem w stronę Thomasa, jakby liczył, że go poprze. — Brenna chyba by nie zniosła, gdyby doszło tam do zaognienia jakiegoś konfliktu. Naprawdę się postarała, żeby to przygotować. Zresztą nie pierwszy raz się urabia po łokcie.
Jeśli Erik był sercem ich wspólnych operacji, to Brenna była ich mózgiem. To ona brała na siebie kwestie logistyczne, rozdysponowywała zadania między domowników i dbała o to, aby każdy się ze wszystkim wyrobił na czas. Tylko przez to bal charytatywny Longbottomów czy potańcówka w Dolinie Godryka zakończyły się sukcesem. Może nie zawsze robiła wszystko tak, jakby życzył sobie tego jej brat, ale nie dało się ukryć, że raz za razem osiągała efekty, na jakich jej zależało.
— Nie sądzisz, że ta biedna dziewczyna powinna była poznać cię z tej prawdziwej strony, a nie tej, w której robisz z siebie drugiego Wrońskiego? — spytał Isaaca, unosząc wymownie brew. — Nawet jeśli chciałem to zrobić, czego nie jesteś w stanie mi w stu procentach udowodnić, to musisz wiedzieć, że gdybym to zrobił, to byłoby to w twoim najlepszym interesie. Kto wie, gdzie byś teraz skończył, gdyby tamten trening potoczył się inaczej?
Sarknął pod nosem, gdy Bagshot przypomniał jeden z żartów Thomasa. Żółte kurczaczki, Wielkanoc... Przez wieloletnią przyjaźń z Hardwickiem jako tako przyswoił trochę informacji na temat mugolskiego stylu życia, jednak te zazwyczaj znajdowały się z tyłu jego głowy. Bądź co bądź, wychowywał się w wierze czarodziejów, od dzieciaka bywał na sabatach, więc kult Matki był mu o wiele bliższy niźli religie niemagicznych. Kojarzył jednak wystarczająco dużo, aby wiedzieć, że ich święta były poniekąd zbliżone kalendarzowo do obchodów, chociażby Yule. Tak to było chyba najbardziej spójne między systemami wiary.
— Widzisz, Thomas, a teraz się okazuje, że wyprzedzałeś wówczas trendy — skomentował, przypominając sobie tegoroczne obchody Ostary w Dolinie Godryka. — Wystarczyło parę lat, a nawet te wszystkie kapłanki kowenu nadgoniły z informacjami z mugolskiego świata i zaczęły zostawiać po lasach czekoladowe jaja.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞