29.07.2024, 20:37 ✶
Gdy przygladał się niciom, zazwyczaj robił to tak, by nikt nie widział na co tak naprawdę patrzył, ale tutaj nawet nie zamierzał udawać. Uśmiechnął się widząc przyjaciela otoczonego lazurową aurą przetykaną srebrem, ale i tak najbardziej skupił się na tlącej się pomarańczowej barwie. A więc naprawdę był szczęśliwy. Dobrze. Bardzo dobrze. Żadnej szarości, czy też czerni, która czasami widywał u bliskich w swoich koszmarach. Przeniósł wzrok na jego nić, jak i tę jego własną o bliźniaczym, szmaragdowym kolorze płynącą ku Shafiqowi niczym finezyjne pociągnięcie pędzla na płotnie, które ktoś postnowił udekorować brokatowymi drobinkami w kolorze różu. Kiedyś, lata lata temu, niektóre z tych drobinek przyjmowały czerwoną barwę, ale teraz wyblakły. Chociaż... Czy wyblakły było, aby na pewno odpowiednim słowem, skoro to co ich teraz łączyło było dla niego silniejsze i bardziej trwałe, niż tamto zauroczenie dwudziestolatka, który nagle zobaczył swojego przyjaciela w zupełnie innym świetle, zrozumiał, że z biurową odpowiedzialnością jest mu szalenie do twarzy i postanowił się zadurzyć?
Posłał mu szeroki uśmiech.
– Mój drogi to było bardzo wykalkulowane ryzyko. I jak widzisz miałem rację – powiedział, kierując swoje spojrzenie w stronę stalowych oczu Shafiqa.
– Obstawiam, że spotyka się obecnie z niejaką Celine, chociaż nie miałem jeszcze okazji tego potwierdzić – rzucił rozbawiony komentarzem o ambasadorze po czym zmarszczył brwi widząc nowy sygnet. Czyżby podarunek od sekretnego amanta? A może obietnica wierności? Nieoficjalne zaręczyny? Aż tak szybko to poszło? Ah, chyba jednak nie skoro jeszcze nie było nawet pierwszej oficjalnej randki.
Podczas tej całej przemowy, ani razu nie dorzucił swoich trzech groszy, słuchając uważnie każdego słowa przyjaciela, który wreszcie postanowił otworzyć się przed nim względem jego Heliosa. Gdy tego chciał naprawdę potrafił być bardzo uważnym słuchaczem, tak jak na codzień świetnie sobie radził w roli uważnego obserwatora.
– Tony... Jeśli mogę być szczery... – Wiedział, że mógł. – Widziałem intensywne nici, pełne miłości osób, które zarzekały się, że to nic oficjalnego, jak i blade nici ludzi chwalących się każdą swoją randką. Nie ma jednej reguły. To nie nasze biuro, by ustalać jakieś standardy, ani teatr by reżyser i didaskalia powiedziały dokladnie, co gdzie i kiedy. – Zamyślił się na chwilę, zanurzając się głębiej w rosnącej pianie. Pomyślał o Mediolanie. Poszedł z Charlotte na randkę dla zabawy, wiedząc, że jedyne co ich łączy to przyjaźń, a jednak teraz zastanawiał się, czy to nie był błąd. Teraz zdecydowanie za często myślał o tamtym pocałunku, a nawet dwóch pocałunkach, chociaż wiedział, że po prostu powinien dać sobie spokój. – Przepraszam cię przyjacielu, nie umiem odpowiedzieć ci na to pytanie wprost, ale widzę, że jesteś szczęśliwy. Myślę jednak, że tak jak ty masz wiele pytań, tak on też może mieć. Stan romantyczno-związkowej konfuzji ma to do siebie, że zazwyczaj chodzi parami. Ale może rzeczywiście... Jeśli to już nie tylko chwilowe spotkania, może rzeczywiściepotrzebuje czasu. Wiesz, pewnie też bym się stresował, gdybym nagle miał przejść z pocałunków bez opamiętania z tobą do poważnego związku.