10.01.2023, 21:50 ✶
Brenna natychmiast rzuciła się pomagać kuzynce w próbach rozproszenia zaklęcia i odciągnięcia Castiela od Fergusa. Naprawdę, nie potrzebowali tutaj dwóch nieprzytomnych. Na całe szczęście – udało się to stosunkowo szybko. Nawet nie chciała się zastanawiać, co by zrobiła, gdyby stało się inaczej.
A jego różdzka?
Jak Fergus odzyska sprawność w ręku, zrobi mu nową.
- Dziękuję, że przyszłaś – rzuciła do Danielle. Nie było to może należyte podziękowanie, ale Brenna nie miała po prostu czasu na inne. Nie bacząc na swój obecny wygląd – twarzowe rozczochranie, porwaną koszulę, krew na ubraniu i rękach – znikła z cichym trzaskiem. Wciąż znajdowali się w sytuacji, w której walczyli o życie Ollivandera, a przynajmniej takie miała wrażenie na podstawie zachowania kuzynki, nie mogła więc przejmować się drobiazgami.
Pojawiła się z powrotem niecałe pięć minut później. Jak udało się jej to tak szybko? Cóż, skorzystała z tego, że trafiła tutaj wciąż w mundurze, z odznaką w kieszeni. Kiedy do apteki wpada okrwawiony brygadzista, wymachując odznaką i przepychając się między ludźmi, ci zwykle przepuszczają go na przód kolejki – choćby po to, aby nie ubrudziła ich krwią. Brenna nie kłopotała się też liczeniem należności: eliksiry nieomal wyrwała z rąk obsługującej ją osoby, rzuciła na ladę z połowę zawartości swojej sakiewki – przy okazji płacąc pewnie z galeona albo dwa za dużo – i znikła wprost sprzed okienka.
- Mam! – rzuciła od progu, z trudem chwytając oddech, gdy aportowała się z powrotem pod drzwiami gabinetu. W pośpiechu podbiegła do Danielle, podając jej dwie fiolki i maść. Ona sama nie miała pojęcia, który specyfik był którym ani jak należało je dawkować. – Powinnam skoczyć do Munga? – spytała jeszcze, nie kierując tych słów do nikogo konkretnego, a raczej rzucając w przestrzeń, bo zrobiła już wszystko, co przyszło jej do głowy. Czy w tej chwili potrzebowali tu więcej uzdrowicieli, czy wystarczyła wiadomość posłana z prośbą o pomoc w transporcie… to już była raczej decyzja bazująca na wiedzy Danielle albo Flincie. Tego drugiego Brenna zmierzyła zresztą uważnym spojrzeniem, jakby próbując ocenić jego stan.
Miała wielką ochotę spytać, do czego tu doszło i dlaczego najwyraźniej zajmował się czymś czarnomagicznym bez odpowiednich zabezpieczeń, ale to nie była pora na to. Wyglądał jak trzy ćwierci od śmierci, i wyraźnie nie mógł myśleć o niczym poza Fergusie.
Tak. Zmycie im głów odłoży na później.
A jego różdzka?
Jak Fergus odzyska sprawność w ręku, zrobi mu nową.
- Dziękuję, że przyszłaś – rzuciła do Danielle. Nie było to może należyte podziękowanie, ale Brenna nie miała po prostu czasu na inne. Nie bacząc na swój obecny wygląd – twarzowe rozczochranie, porwaną koszulę, krew na ubraniu i rękach – znikła z cichym trzaskiem. Wciąż znajdowali się w sytuacji, w której walczyli o życie Ollivandera, a przynajmniej takie miała wrażenie na podstawie zachowania kuzynki, nie mogła więc przejmować się drobiazgami.
Pojawiła się z powrotem niecałe pięć minut później. Jak udało się jej to tak szybko? Cóż, skorzystała z tego, że trafiła tutaj wciąż w mundurze, z odznaką w kieszeni. Kiedy do apteki wpada okrwawiony brygadzista, wymachując odznaką i przepychając się między ludźmi, ci zwykle przepuszczają go na przód kolejki – choćby po to, aby nie ubrudziła ich krwią. Brenna nie kłopotała się też liczeniem należności: eliksiry nieomal wyrwała z rąk obsługującej ją osoby, rzuciła na ladę z połowę zawartości swojej sakiewki – przy okazji płacąc pewnie z galeona albo dwa za dużo – i znikła wprost sprzed okienka.
- Mam! – rzuciła od progu, z trudem chwytając oddech, gdy aportowała się z powrotem pod drzwiami gabinetu. W pośpiechu podbiegła do Danielle, podając jej dwie fiolki i maść. Ona sama nie miała pojęcia, który specyfik był którym ani jak należało je dawkować. – Powinnam skoczyć do Munga? – spytała jeszcze, nie kierując tych słów do nikogo konkretnego, a raczej rzucając w przestrzeń, bo zrobiła już wszystko, co przyszło jej do głowy. Czy w tej chwili potrzebowali tu więcej uzdrowicieli, czy wystarczyła wiadomość posłana z prośbą o pomoc w transporcie… to już była raczej decyzja bazująca na wiedzy Danielle albo Flincie. Tego drugiego Brenna zmierzyła zresztą uważnym spojrzeniem, jakby próbując ocenić jego stan.
Miała wielką ochotę spytać, do czego tu doszło i dlaczego najwyraźniej zajmował się czymś czarnomagicznym bez odpowiednich zabezpieczeń, ale to nie była pora na to. Wyglądał jak trzy ćwierci od śmierci, i wyraźnie nie mógł myśleć o niczym poza Fergusie.
Tak. Zmycie im głów odłoży na później.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.