29.07.2024, 21:29 ✶
Stoi z Celine, Vioricą, Lorraine, Urlett, Atreusem - krztusi się winem
Camille zerknęła na Atreusa, który ubiegł Vioricę w odpowiedzi. Uniosła brew, a na jej wargach wymalował się nieco zadziorny uśmiech w odpowiedzi na ten Atreusowy.
- Atreus Bulstrode. Mogłam przypuszczać, że nie ominie pan okazji, by się tu pokazać - rzuciła niewinnym tonem, świdrując aurora niebieskimi oczami. Czy ją znał? Być może tak, być może nie - ale ważne było to, że to ona znała go i doskonale wiedziała, co auror ostatnimi czasy wyczyniał. Kusiło zapytać, czy jego pojawienie się tutaj również będzie równało się jakiejś bójce, lecz wspaniałomyślnie się powstrzymała. - Mam nadzieję, że po wydarzeniach z narzeczoną na niesłynnym widowisku randkowym doszedł pan do siebie? Camille Delacour
Kolejne niewinne spojrzenie, tym razem przerwane przez kolejną osobę. Zdecydowała się przedstawić raz jeszcze, bo nagle do ich niewielkiego zgromadzenie doszły kolejne osoby, które najpewniej albo jej nie kojarzyły, albo po prostu mogły pomylić z inną Delacour. Ostatnio zaczęli się pokazywać, a że wszystkie kobiety z tego rodu wyglądały podobnie... Cóż, łatwo było o pomyłkę.
- Niektórzy wyssali sztuczki z mlekiem matki, Viorico - mrugnęła do kobiety z rozbawieniem, bo przecież oczywistym było, o czym obie mówią. Sztuczki, mamienie - piękne słówka i owijanie w bawełnę, bo przecież wiadomym było, że w każdym kasynie oszukiwano mniej lub bardziej. Szczególnie w tym magicznym, a szczególnie gdy w pomieszczeniu znajdowały się wile. Oczywistym było, że nie zawsze da się oszukiwać, chociażby w takiej ruletce, ale poker? Czemu nie. - Niestety nie, moja droga. Agnes była niezwykle tajemnicza, jeśli chodzi o tę niespodziankę.
Odpowiedziała szczerze, marszcząc nieco brwi. Niepokoiło ją to odrobinę, ale tylko odrobinę. Przecież nie zrobiłaby im żadnego świństwa, prawda? Nie Agnes i nie im - nie tej trójce ludzi z tym samym nazwiskiem, nawet jeśli jedną z nich był Matthias. A być może szczególnie nie mu. Mimowolnie jej wzrok powędrował w kierunku Matthiasa, a gdy dostrzegła to mrugnięcie, wygięła usta w przesłodzonym uśmiechu. Nawet jeśli odczytała to jako złośliwość, to ta uwaga była kłamliwa, a ona na kłamstwa nie zamierzała odpowiadać. Nie chciała go wtajemniczać w swoje życie, a szczególnie w życie miłosne. Uniosła więc lekko kieliszek i przepiła do kuzyna, nie spuszczając z niego wzroku.
- Nie wierzę że to powiem, lecz zgadzam się ze słowami mojego kuzyna - powiedziała cicho, wzrok przenosząc z powrotem gdzieś na środek salonu, gdzie miała znaleźć się Agnes. Na moment zatrzymała wzrok dłużej na Lorraine. Wyczuwała w niej coś znajomego, lecz nie potrafiła powiedzieć co dokładnie. Powab ruchów, niewinne uśmiechy i gracja... Nie była jednak częścią jej rodziny, a po dłuższej chwili Camille była w stanie dopasować nazwisko do twarzy. Malfoy. Skinęła kobiecie głową, jako że ta zajęła się rozmową z Vioricą, a właśnie Agnes wychodziła na środek. Blondynka na chwilę wstrzymała oddech, a by jakkolwiek uspokoić nerwy, uniosła kieliszek do ust.
Najpierw się zakrztusiła. Wino poleciało nie tam, gdzie miało, sprawiając że niebieskie oczy Camille zaszły łzami, a z jej ust wydobył się kaszel. Na blade lico wstąpił rumieniec, a ślepia otworzyły się szeroko. Nie trzeba było się orientować w zawiłościach magicznej socjety by wiedzieć że Mulciberowie byli ostatnim rodem, który mógłby zrobić coś takiego. Czy to był jakiś wyjątkowy, złośliwy żart ze strony jej ciotki? Gdy odzyskała oddech, wychyliła wino duszkiem, wcale nie elegancko, a potem odłożyła kieliszek. Czyżby jednak alkohol zaczynał na nią działać? Nie, to nie możliwe... A więc? Spojrzała na Alexandra. A potem wstał Robert, który... Camille zakręciło się w głowie. Jeżeli wcześniej myślała, że to był Richard bo przecież tylko Richarda poznała, tak teraz uznała, że albo uderzył się w głowę i to mocno, albo to była zupełnie inna osoba. Uderzyła się kilka razy otwartą dłonią w klatkę piersiową.
- Zajmująca się wspieraniem ofiar magirasizmu? Czyżby chcieli dobić te niewinne ofiary? - rzuciła do kuzynki po francusku, lecz nie zamierzała odstawać od... Mulcibera - mniejsza o to, czy to był Richard który uderzył się w głowę, czy jego zły brat-bliźniak o imieniu Robert. Camille być może nie zamierzała aż tak dopingować Alexandra, ale skoro miała ręce wolne, to zaczęła klaskać, by dodać mu otuchy. - Jaka fundacja? Słyszałam coś o puszce na Lammas, ale myślałam że to kaczka dziennikarska Bagshota.
Zwróciła się już po angielsku do stojących wokół niej.[/u]
Camille zerknęła na Atreusa, który ubiegł Vioricę w odpowiedzi. Uniosła brew, a na jej wargach wymalował się nieco zadziorny uśmiech w odpowiedzi na ten Atreusowy.
- Atreus Bulstrode. Mogłam przypuszczać, że nie ominie pan okazji, by się tu pokazać - rzuciła niewinnym tonem, świdrując aurora niebieskimi oczami. Czy ją znał? Być może tak, być może nie - ale ważne było to, że to ona znała go i doskonale wiedziała, co auror ostatnimi czasy wyczyniał. Kusiło zapytać, czy jego pojawienie się tutaj również będzie równało się jakiejś bójce, lecz wspaniałomyślnie się powstrzymała. - Mam nadzieję, że po wydarzeniach z narzeczoną na niesłynnym widowisku randkowym doszedł pan do siebie? Camille Delacour
Kolejne niewinne spojrzenie, tym razem przerwane przez kolejną osobę. Zdecydowała się przedstawić raz jeszcze, bo nagle do ich niewielkiego zgromadzenie doszły kolejne osoby, które najpewniej albo jej nie kojarzyły, albo po prostu mogły pomylić z inną Delacour. Ostatnio zaczęli się pokazywać, a że wszystkie kobiety z tego rodu wyglądały podobnie... Cóż, łatwo było o pomyłkę.
- Niektórzy wyssali sztuczki z mlekiem matki, Viorico - mrugnęła do kobiety z rozbawieniem, bo przecież oczywistym było, o czym obie mówią. Sztuczki, mamienie - piękne słówka i owijanie w bawełnę, bo przecież wiadomym było, że w każdym kasynie oszukiwano mniej lub bardziej. Szczególnie w tym magicznym, a szczególnie gdy w pomieszczeniu znajdowały się wile. Oczywistym było, że nie zawsze da się oszukiwać, chociażby w takiej ruletce, ale poker? Czemu nie. - Niestety nie, moja droga. Agnes była niezwykle tajemnicza, jeśli chodzi o tę niespodziankę.
Odpowiedziała szczerze, marszcząc nieco brwi. Niepokoiło ją to odrobinę, ale tylko odrobinę. Przecież nie zrobiłaby im żadnego świństwa, prawda? Nie Agnes i nie im - nie tej trójce ludzi z tym samym nazwiskiem, nawet jeśli jedną z nich był Matthias. A być może szczególnie nie mu. Mimowolnie jej wzrok powędrował w kierunku Matthiasa, a gdy dostrzegła to mrugnięcie, wygięła usta w przesłodzonym uśmiechu. Nawet jeśli odczytała to jako złośliwość, to ta uwaga była kłamliwa, a ona na kłamstwa nie zamierzała odpowiadać. Nie chciała go wtajemniczać w swoje życie, a szczególnie w życie miłosne. Uniosła więc lekko kieliszek i przepiła do kuzyna, nie spuszczając z niego wzroku.
- Nie wierzę że to powiem, lecz zgadzam się ze słowami mojego kuzyna - powiedziała cicho, wzrok przenosząc z powrotem gdzieś na środek salonu, gdzie miała znaleźć się Agnes. Na moment zatrzymała wzrok dłużej na Lorraine. Wyczuwała w niej coś znajomego, lecz nie potrafiła powiedzieć co dokładnie. Powab ruchów, niewinne uśmiechy i gracja... Nie była jednak częścią jej rodziny, a po dłuższej chwili Camille była w stanie dopasować nazwisko do twarzy. Malfoy. Skinęła kobiecie głową, jako że ta zajęła się rozmową z Vioricą, a właśnie Agnes wychodziła na środek. Blondynka na chwilę wstrzymała oddech, a by jakkolwiek uspokoić nerwy, uniosła kieliszek do ust.
Najpierw się zakrztusiła. Wino poleciało nie tam, gdzie miało, sprawiając że niebieskie oczy Camille zaszły łzami, a z jej ust wydobył się kaszel. Na blade lico wstąpił rumieniec, a ślepia otworzyły się szeroko. Nie trzeba było się orientować w zawiłościach magicznej socjety by wiedzieć że Mulciberowie byli ostatnim rodem, który mógłby zrobić coś takiego. Czy to był jakiś wyjątkowy, złośliwy żart ze strony jej ciotki? Gdy odzyskała oddech, wychyliła wino duszkiem, wcale nie elegancko, a potem odłożyła kieliszek. Czyżby jednak alkohol zaczynał na nią działać? Nie, to nie możliwe... A więc? Spojrzała na Alexandra. A potem wstał Robert, który... Camille zakręciło się w głowie. Jeżeli wcześniej myślała, że to był Richard bo przecież tylko Richarda poznała, tak teraz uznała, że albo uderzył się w głowę i to mocno, albo to była zupełnie inna osoba. Uderzyła się kilka razy otwartą dłonią w klatkę piersiową.
- Zajmująca się wspieraniem ofiar magirasizmu? Czyżby chcieli dobić te niewinne ofiary? - rzuciła do kuzynki po francusku, lecz nie zamierzała odstawać od... Mulcibera - mniejsza o to, czy to był Richard który uderzył się w głowę, czy jego zły brat-bliźniak o imieniu Robert. Camille być może nie zamierzała aż tak dopingować Alexandra, ale skoro miała ręce wolne, to zaczęła klaskać, by dodać mu otuchy. - Jaka fundacja? Słyszałam coś o puszce na Lammas, ale myślałam że to kaczka dziennikarska Bagshota.
Zwróciła się już po angielsku do stojących wokół niej.[/u]