29.07.2024, 21:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2025, 21:39 przez Erik Longbottom.)
Musiałby być ślepy i głuchy, aby nie przyznać, że Selwyn zdecydowanie zasługiwał na miano najprzystojniejszego czarodzieja w Wielkiej Brytanii. Dom mody Rosierów mógł wprawdzie pękać w szwach od jasnowłosych modeli o niebieskich oczach i ostrych rysach twarzy, cerze pozbawionej jakichkolwiek defektów i wzrostem metr dziewięćdziesiąt, ale przecież ''ładność'' to nie był jedyny wyznacznik atrakcyjności.
Dojrzałość, powaga i obrotny język - to było trio, z jakim trudno było się równać, a w tym przypadkiem Erik odnajdywał wszystkie te trzy czynniki w osobie Laurence'a. Nawet mikro-zmarszczki sugerujące zmęczenie nadawały mu dodatkowego animuszu. Nic dziwnego, że magiczny Londyn dosłownie szalał za tym facetem. Gdyby jeszcze okazało się, że posługuje się różdżką z równie dużą wprawą co słowem na deskach teatru, to zapewne byłby uznany za idealną fuzję tego, czego oczekiwano od czarodzieja w kwiecie wieku.
— Owszem. Tak jak mówiłem, to moja mary... — przerwał, gdy starszy czarodziej przewiesił sobie niespodziewanie jego ciuch przez ramię. Wbił spojrzenie w jego palec wskazujący, w pierwszej chwili nie wierząc, że marynarka stała się obiektem targu. Przesunął powoli skonfundowane spojrzenie na twarz swego rozmówcy. — To trochę niesprawiedliwe. Stawiasz mnie teraz w bardzo niekorzystnym położeniu.
Zaśmiał się nerwowo, nieumyślnie przechodząc z mężczyzną na ty. Być może z przyzwyczajenia, bo takie miejsca zazwyczaj odwiedzał z ludźmi, których dobrze znał, czy to z pracy, czy z życia prywatnego. A może winy należało szukać w procentach, które pomimo lekkiego otrzeźwienia, dalej krążyły w jego żyłach? W każdym razie pierwsze lody zostały przełamane. Nieco nieśmiało i niepewnie, ale jednak.
— Chyba nie mam wyboru. Jestem cały twój. — Pokręcił głową z cichym westchnieniem, przechodząc za Laurencem do loży.
Przysiadł na kanapie, jednak zamiast na środku, przesunął się w róg, co by móc wtulić się jednocześnie w jej oparcie oraz obity podłokietnik. W ciszy obserwował, jak jego nowy towarzysz wzywa kelnera i składa zamówienie. Chociaż w gruncie rzeczy Erik pił praktycznie każdy alkohol w zależności od okoliczności, tak osobiście preferował wino. Teraz jednak był skazany na łaskę i niełaskę Selwyna. Żołądku wytrzymaj, pomodlił się bezgłośnie do Merlina oraz Matki Natury, jakby ich wpływ mógł sięgać nawet czterech ścian tego klubu.
— Eee — przeciągnął pierwszą literę swojego imienia, nagle zmieniając zdanie. Uśmiechnął się zawadiacko, opierając rękę o podłokietnik kanapy w loży i przykładając do niej policzek. — A na kogo ci wyglądam? Johna? Stuarta? Harry'ego?
Wodził ciekawskim spojrzeniem po sylwetce mężczyzny, zastanawiając się jaką odpowiedź otrzyma. Bo to, że jakaś nadejdzie była dla niego czystą formalnością; zajmowało go jednak to na ile ciekawa ona będzie. Prosta? Bardziej skomplikowana? A może na tyle nieoczywista, że Longbottom będzie zmuszony zadać kolejne pytanie lub samemu się z czegoś wytłumaczyć. Och, uwielbiał takie dyskusje, które były swego rodzaju starciem między umysłami dwóch rozmówców. Próbą sprytu. Tylko na ile pełno-sprytny może być umysł po kilku głębszych?, skomentował bezgłośnie Erik. Miał nadzieję, że podoła. Powinien. Kto wie, kiedy po raz kolejny nadarzy się taka okazja? Erik wypuścił powoli powietrze z płuc. Coś mu podpowiadało, że czekała go bardzo ciekawa noc. Pozostawało już tylko poczekać i przekonać się, gdzie go ona zaprowadzi.
Dojrzałość, powaga i obrotny język - to było trio, z jakim trudno było się równać, a w tym przypadkiem Erik odnajdywał wszystkie te trzy czynniki w osobie Laurence'a. Nawet mikro-zmarszczki sugerujące zmęczenie nadawały mu dodatkowego animuszu. Nic dziwnego, że magiczny Londyn dosłownie szalał za tym facetem. Gdyby jeszcze okazało się, że posługuje się różdżką z równie dużą wprawą co słowem na deskach teatru, to zapewne byłby uznany za idealną fuzję tego, czego oczekiwano od czarodzieja w kwiecie wieku.
— Owszem. Tak jak mówiłem, to moja mary... — przerwał, gdy starszy czarodziej przewiesił sobie niespodziewanie jego ciuch przez ramię. Wbił spojrzenie w jego palec wskazujący, w pierwszej chwili nie wierząc, że marynarka stała się obiektem targu. Przesunął powoli skonfundowane spojrzenie na twarz swego rozmówcy. — To trochę niesprawiedliwe. Stawiasz mnie teraz w bardzo niekorzystnym położeniu.
Zaśmiał się nerwowo, nieumyślnie przechodząc z mężczyzną na ty. Być może z przyzwyczajenia, bo takie miejsca zazwyczaj odwiedzał z ludźmi, których dobrze znał, czy to z pracy, czy z życia prywatnego. A może winy należało szukać w procentach, które pomimo lekkiego otrzeźwienia, dalej krążyły w jego żyłach? W każdym razie pierwsze lody zostały przełamane. Nieco nieśmiało i niepewnie, ale jednak.
— Chyba nie mam wyboru. Jestem cały twój. — Pokręcił głową z cichym westchnieniem, przechodząc za Laurencem do loży.
Przysiadł na kanapie, jednak zamiast na środku, przesunął się w róg, co by móc wtulić się jednocześnie w jej oparcie oraz obity podłokietnik. W ciszy obserwował, jak jego nowy towarzysz wzywa kelnera i składa zamówienie. Chociaż w gruncie rzeczy Erik pił praktycznie każdy alkohol w zależności od okoliczności, tak osobiście preferował wino. Teraz jednak był skazany na łaskę i niełaskę Selwyna. Żołądku wytrzymaj, pomodlił się bezgłośnie do Merlina oraz Matki Natury, jakby ich wpływ mógł sięgać nawet czterech ścian tego klubu.
— Eee — przeciągnął pierwszą literę swojego imienia, nagle zmieniając zdanie. Uśmiechnął się zawadiacko, opierając rękę o podłokietnik kanapy w loży i przykładając do niej policzek. — A na kogo ci wyglądam? Johna? Stuarta? Harry'ego?
Wodził ciekawskim spojrzeniem po sylwetce mężczyzny, zastanawiając się jaką odpowiedź otrzyma. Bo to, że jakaś nadejdzie była dla niego czystą formalnością; zajmowało go jednak to na ile ciekawa ona będzie. Prosta? Bardziej skomplikowana? A może na tyle nieoczywista, że Longbottom będzie zmuszony zadać kolejne pytanie lub samemu się z czegoś wytłumaczyć. Och, uwielbiał takie dyskusje, które były swego rodzaju starciem między umysłami dwóch rozmówców. Próbą sprytu. Tylko na ile pełno-sprytny może być umysł po kilku głębszych?, skomentował bezgłośnie Erik. Miał nadzieję, że podoła. Powinien. Kto wie, kiedy po raz kolejny nadarzy się taka okazja? Erik wypuścił powoli powietrze z płuc. Coś mu podpowiadało, że czekała go bardzo ciekawa noc. Pozostawało już tylko poczekać i przekonać się, gdzie go ona zaprowadzi.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞