29.07.2024, 22:34 ✶
Słowa Laurenta natchnęły mnie do głębszej refleksji na temat tego, CO JA TU, KURWA, ROBIŁEM?! Wampir z żywym człowiekiem zażywali kąpieli. Łowca z półselkie odprężali się niewinnie w wodzie. Moczyli tyłki w gorącej wodzie, wśród piany, fancy olejków. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Próbowali nie myśleć o demonach dzisiejszego dnia. Jeden trzymał drugiego w ryzach, a drugi pozwalał sobie na coraz większe odprężenie, może nawet słodkie zapomnienie...?
Nie przepadałem za wodnymi istotami, w tym nie przepadałem za selkie. Los jednak chciał, że stałem się wampirem, że zostałem dłużnikiem Laurenta i przełamałem się, przekonałem do jego osoby. Sam nawet nie byłem pewny, w którym momencie pojawiła się myśl, że mógłby być moim przyjacielem. Potrzeba chwili? Desperacja? Tęsknota za dawnym życiem, za otoczeniem pełnym ludzi, którzy podzielali moje zabawy, a przede wszystkim nie byli moją rodziną? Nie ukrywałem, że rodzinę też było mieć dobrze pod ręką, ale jednak... Brakowało mi przyjaciół. Takich, którzy wiedzieliby. On wiedział. Chciałem żeby był moim przyjacielem, dlatego wpadłem z kuszą, dlatego się o niego martwiłem. On wiedział o mnie i nie uciekał z krzykiem. Obawiał się, ale był przy tym najbardziej subtelną osobą na świecie.
- Hohoho! Ty dziki człowieku z Azji! - zaśmiałem się, wyrywając z tych głębokich przemyśleń o samotności wampira. Obserwowałem z ciekawością, co Laurent kombinuje, a on zakręcał kurek stopą. Tego się po paniczu Prewetcie nie spodziewałem. Już prędzej, że klaśnie w dłonie, że sługa ma przybyć, wodę zakręcić, bo paniczowi za dużo wody.
- Twardą ręką... Mam na myśli, że nie zawahają się zrobić mi krzywdę, jeśli będzie trzeba. Bywają ostrożne, ale jednak... Myślę, że pod kątem agresji mógłbym porównać siebie z Dumą? Jak się wgryzie, to raczej niełatwo jest go odciągnąć...? - dopytałem, umyślnie się porównując z jego psem. Może to miało nie brzmieć wcale tak źle, jeśli byłem jak ten słodki pupil z domku nad morzem? Agresywna bestia - to brzmiało już mniej przyjaźnie. A jednak leżałem tu i na razie nie chciałem gryźć, bo nie dawałem się ponieść flirtom, pokusom, macankom. Działało. Może też dlatego że sporo się działo i sam właściwie byłem psychicznie zmęczony.
- Chyba trafiłeś w sedno. Bo często widzę ich zaniepokojone spojrzenia, pełne obawy o to, co sobie myślę, szczególnie kiedy nie jem dłuższy czas... Nie chcę za bardzo nadużywać dobroci przyjaciółki, ale wolę to niż... - zacząłem, urywając. Nie, to była historia, której nie chciałem poruszać. Wolałem ją zapomnieć. - I, o zgrozo, wydają mi się być tacy nierozważni. Próbuję być wyrozumiały, ale odkąd zostałem wampirem, to jakbym zyskał jakieś siedemdziesiąt lat... A oni to zgraja rozwydrzonych dzieciaków. Nie potrafię im przemówić do rozsądku - przyznałem podirytowany, ale też rozbawiony przez to porównanie do starego dziada i to jak się zmieniłem, że jestem właśnie tą zrzędą, której w przeszłości morałów właśnie bym unikał. Poza tym to też śmieszne, że młodszy braciszek chciał wchodzić im na głowę, mówić im jak mają żyć.
- Co o tym sądzisz? Powinienem uderzyć się w głowę?! - zapytałem go, tak w ramach bezpłatnej porady. Tylko że... Tylko że nie mogłem odpuścić. - Po prostu... nie chciałbym by skończyli jak ja - wyznałem to ostatnie już przyciszonym głosem. Jedna z moich najgorszych wizji - oni jako martwi, oni jako wampiry, oni jako inne bestie nocy.
- ...i powiedz ty mi, ty mi się przyznaj. Przysypiasz?! - zapytałem zaraz oskarżycielsko, ale tak na luzie oskarżycielsko. Powinien mi to powiedzieć, to byśmy zebrali tyłki z tej wody. - Wiesz, że jak mi tu zaśniesz, to woda w końcu wystygnie i znowu będzie ci zimno?! Laurencie, czy tobie również mam być zmuszony prawić morały? - zapytałem, poruszając bioderkiem, żeby go nieco otrzeźwić do życia, może wygnać do kołderki.
Nie przepadałem za wodnymi istotami, w tym nie przepadałem za selkie. Los jednak chciał, że stałem się wampirem, że zostałem dłużnikiem Laurenta i przełamałem się, przekonałem do jego osoby. Sam nawet nie byłem pewny, w którym momencie pojawiła się myśl, że mógłby być moim przyjacielem. Potrzeba chwili? Desperacja? Tęsknota za dawnym życiem, za otoczeniem pełnym ludzi, którzy podzielali moje zabawy, a przede wszystkim nie byli moją rodziną? Nie ukrywałem, że rodzinę też było mieć dobrze pod ręką, ale jednak... Brakowało mi przyjaciół. Takich, którzy wiedzieliby. On wiedział. Chciałem żeby był moim przyjacielem, dlatego wpadłem z kuszą, dlatego się o niego martwiłem. On wiedział o mnie i nie uciekał z krzykiem. Obawiał się, ale był przy tym najbardziej subtelną osobą na świecie.
- Hohoho! Ty dziki człowieku z Azji! - zaśmiałem się, wyrywając z tych głębokich przemyśleń o samotności wampira. Obserwowałem z ciekawością, co Laurent kombinuje, a on zakręcał kurek stopą. Tego się po paniczu Prewetcie nie spodziewałem. Już prędzej, że klaśnie w dłonie, że sługa ma przybyć, wodę zakręcić, bo paniczowi za dużo wody.
- Twardą ręką... Mam na myśli, że nie zawahają się zrobić mi krzywdę, jeśli będzie trzeba. Bywają ostrożne, ale jednak... Myślę, że pod kątem agresji mógłbym porównać siebie z Dumą? Jak się wgryzie, to raczej niełatwo jest go odciągnąć...? - dopytałem, umyślnie się porównując z jego psem. Może to miało nie brzmieć wcale tak źle, jeśli byłem jak ten słodki pupil z domku nad morzem? Agresywna bestia - to brzmiało już mniej przyjaźnie. A jednak leżałem tu i na razie nie chciałem gryźć, bo nie dawałem się ponieść flirtom, pokusom, macankom. Działało. Może też dlatego że sporo się działo i sam właściwie byłem psychicznie zmęczony.
- Chyba trafiłeś w sedno. Bo często widzę ich zaniepokojone spojrzenia, pełne obawy o to, co sobie myślę, szczególnie kiedy nie jem dłuższy czas... Nie chcę za bardzo nadużywać dobroci przyjaciółki, ale wolę to niż... - zacząłem, urywając. Nie, to była historia, której nie chciałem poruszać. Wolałem ją zapomnieć. - I, o zgrozo, wydają mi się być tacy nierozważni. Próbuję być wyrozumiały, ale odkąd zostałem wampirem, to jakbym zyskał jakieś siedemdziesiąt lat... A oni to zgraja rozwydrzonych dzieciaków. Nie potrafię im przemówić do rozsądku - przyznałem podirytowany, ale też rozbawiony przez to porównanie do starego dziada i to jak się zmieniłem, że jestem właśnie tą zrzędą, której w przeszłości morałów właśnie bym unikał. Poza tym to też śmieszne, że młodszy braciszek chciał wchodzić im na głowę, mówić im jak mają żyć.
- Co o tym sądzisz? Powinienem uderzyć się w głowę?! - zapytałem go, tak w ramach bezpłatnej porady. Tylko że... Tylko że nie mogłem odpuścić. - Po prostu... nie chciałbym by skończyli jak ja - wyznałem to ostatnie już przyciszonym głosem. Jedna z moich najgorszych wizji - oni jako martwi, oni jako wampiry, oni jako inne bestie nocy.
- ...i powiedz ty mi, ty mi się przyznaj. Przysypiasz?! - zapytałem zaraz oskarżycielsko, ale tak na luzie oskarżycielsko. Powinien mi to powiedzieć, to byśmy zebrali tyłki z tej wody. - Wiesz, że jak mi tu zaśniesz, to woda w końcu wystygnie i znowu będzie ci zimno?! Laurencie, czy tobie również mam być zmuszony prawić morały? - zapytałem, poruszając bioderkiem, żeby go nieco otrzeźwić do życia, może wygnać do kołderki.