29.07.2024, 22:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.07.2024, 22:39 przez Thomas Figg.)
- Dla chcącego nic trudnego, od czego jest magia. Ale myślę, że tutaj większym problemem jest fakt, że nie są to walce takie przyjemne bestie jak koty czy pufki, tylko są zabójcze - powiedział zgodnie z domysłami, bo nigdy z Norą nie rozmawiał na poważnie dlaczego nie chce mieć hipogryfa, skoro nie mieli miejsca to rozmowa ta zdawała się być zbyteczna.
Komentarz Fiery sprawił, że omal nie skręcił sobie karku odwracając się i zobaczyła tam jego, Kapitana Pazura - oboje mogli przysiąść, że gdy Thomas zerknął na swojego towarzysza to ten uśmiechnął się przebiegle.
- Dobrze, w takim razie pomogę - zgodził się z uśmiechem i wyciągnął rękę po połowę paczką ,którą to zaraz spałaszował bez najmniejszego problemu.Nie żeby był jakoś specjalnie głodny, jednak nie zamierzał odmawiać słodyczy - stanowczo musi pomyśleć nad jakąś aktywnością fizyczną aby móc palić kalorie.
- Wiesz tu nie chodzi tyle o pilnowanie jej, bo wbrew pozorom Nora potrafi o siebie zadbać, jednak nie wybaczyłbym sobie gdyby coś jej groziło, a ja nie byłbym w stanie jej pomóc. Nie jestem jak cerber, bardziej jak... - zamyślił się, nie mogą znaleźć od razu dobrej metafory, ale coś mu nie szło zbytnio. - No wiesz, nie jak pies stróżujący, ale o! jak Pies pasterski który czuwa, ale uaktywnia się dopiero jak pojawia się niebezpieczeństwo - ahh, jakże był dumny, że udało mu się uratować honor i nie spłycić tego do byle jakiego porównania.
- Niby to prawda, ale czasami sam proces przygotowywania jest bardzo ciekawy i warty uczestniczenia - miał co do tego dwojakie podejście, bo praca nauczyła go, ze przychodzenie na gotowe jest nudne. Kiedy są złamane wszystkie klątwy i rozbrojone wszelkie pułapki to nie było co robić, owszem odkrywanie historii był ciekawe, ale bez tego dreszczyk emocji... Wszystko to robiło się takie jakieś miałkie i mniej podniosłe.
Zamrugał oczami szybko kiedy wspomniała o swojej przeszłości - cóż nie zdziwił się, że faktycznie nie mieszkała cały czas w cyrku, z jej wcześniejszych wypowiedzi wysnuł taki wniosek, jednak to co powiedziała potem. W jej głosie nie dosłyszał się żadnych naleciałości w akcencie, które miałaby osoba pochodząca ze wschodu europy, co było dość ciekawą informacją. Nie dane jednak mu było cokolwiek więcej powiedzieć, bo kot w końcu zeskoczył z lady i dumnie krocząc podszedł do rozmawiających czarodziejów.
- Muszę cię ostrzec... - zaczął Figg, ale nie zdążył, bo wtem odezwał się kot, który wskoczył na krzesło obok nich, po prostu się dosiadł. Chciał oszczędzić kobiecie szoku jakim pewnie by był mówiący kot, ale z drugiej strony żyli w świecie magicznym, tutaj wiele niecodziennych rzeczy miało miejsce. A może nawet i panna Bell miała pojęcie o zdolnościach ich kotów.
- Mój, mój. Thomas nie wiedziałem, że znasz piękne damy... W sumie to nie wiedziałem, że znasz jakiekolwiek damy spoza rodziny - ktoś tutaj ewidentnie nie wziął swoich smaczków na nie bycie podłym chujkiem, to przypomniało Thomasowi o tym, ze musi sprawdzić czy czasem się nie kończą, bo wtedy Pazur stanie się niezwykle nieznośny.
- To Kapitan Pazur, mój wierny koci towarzysz - przedstawił futrzanego jegomościa kasztanowłosej.
Komentarz Fiery sprawił, że omal nie skręcił sobie karku odwracając się i zobaczyła tam jego, Kapitana Pazura - oboje mogli przysiąść, że gdy Thomas zerknął na swojego towarzysza to ten uśmiechnął się przebiegle.
- Dobrze, w takim razie pomogę - zgodził się z uśmiechem i wyciągnął rękę po połowę paczką ,którą to zaraz spałaszował bez najmniejszego problemu.Nie żeby był jakoś specjalnie głodny, jednak nie zamierzał odmawiać słodyczy - stanowczo musi pomyśleć nad jakąś aktywnością fizyczną aby móc palić kalorie.
- Wiesz tu nie chodzi tyle o pilnowanie jej, bo wbrew pozorom Nora potrafi o siebie zadbać, jednak nie wybaczyłbym sobie gdyby coś jej groziło, a ja nie byłbym w stanie jej pomóc. Nie jestem jak cerber, bardziej jak... - zamyślił się, nie mogą znaleźć od razu dobrej metafory, ale coś mu nie szło zbytnio. - No wiesz, nie jak pies stróżujący, ale o! jak Pies pasterski który czuwa, ale uaktywnia się dopiero jak pojawia się niebezpieczeństwo - ahh, jakże był dumny, że udało mu się uratować honor i nie spłycić tego do byle jakiego porównania.
- Niby to prawda, ale czasami sam proces przygotowywania jest bardzo ciekawy i warty uczestniczenia - miał co do tego dwojakie podejście, bo praca nauczyła go, ze przychodzenie na gotowe jest nudne. Kiedy są złamane wszystkie klątwy i rozbrojone wszelkie pułapki to nie było co robić, owszem odkrywanie historii był ciekawe, ale bez tego dreszczyk emocji... Wszystko to robiło się takie jakieś miałkie i mniej podniosłe.
Zamrugał oczami szybko kiedy wspomniała o swojej przeszłości - cóż nie zdziwił się, że faktycznie nie mieszkała cały czas w cyrku, z jej wcześniejszych wypowiedzi wysnuł taki wniosek, jednak to co powiedziała potem. W jej głosie nie dosłyszał się żadnych naleciałości w akcencie, które miałaby osoba pochodząca ze wschodu europy, co było dość ciekawą informacją. Nie dane jednak mu było cokolwiek więcej powiedzieć, bo kot w końcu zeskoczył z lady i dumnie krocząc podszedł do rozmawiających czarodziejów.
- Muszę cię ostrzec... - zaczął Figg, ale nie zdążył, bo wtem odezwał się kot, który wskoczył na krzesło obok nich, po prostu się dosiadł. Chciał oszczędzić kobiecie szoku jakim pewnie by był mówiący kot, ale z drugiej strony żyli w świecie magicznym, tutaj wiele niecodziennych rzeczy miało miejsce. A może nawet i panna Bell miała pojęcie o zdolnościach ich kotów.
- Mój, mój. Thomas nie wiedziałem, że znasz piękne damy... W sumie to nie wiedziałem, że znasz jakiekolwiek damy spoza rodziny - ktoś tutaj ewidentnie nie wziął swoich smaczków na nie bycie podłym chujkiem, to przypomniało Thomasowi o tym, ze musi sprawdzić czy czasem się nie kończą, bo wtedy Pazur stanie się niezwykle nieznośny.
- To Kapitan Pazur, mój wierny koci towarzysz - przedstawił futrzanego jegomościa kasztanowłosej.