30.07.2024, 01:09 ✶
Paradoksalnie, Ulysses – gdyby tylko poznał myśli Samuela – przyznałby mu rację.
To trwało stanowczo za długo.
Remont kuchni poszedł w miarę sprawnie. Ustalili z Cathalem najistotniejsze kwestie w ciągu, zaledwie, jednego poranka (zdecydowanie krótko, ale może z niektórymi sprawami trzeba było po męsku). Kolekcja porcelanowych królików zdobiła teraz wnętrza ruiny rezydencji Gauntów. Ciemne, stare, zdobne szafki zniknęły zastąpione prostszymi i nieco jaśniejszymi. Zniknął piec, choć zostawili palenisko. Pojawiła się kuchenka i lodówka z prawdziwego zdarzenia. Nagle poranne picie herbaty stało się przyjemnością, która nie podrażniała nadwrażliwych zmysłów żadnego z nich.
Remont salonu był właściwie, częściowo, samowolką ich psa. Kto mógł wiedzieć, że żywiołowe zwierzę rozniesie kilkudziesięcioletnie fotele, kanapę i drewniany stolik do kawy w dwa, pozbawione wyjścia na spacer, dni? Cavall, ich pies, miał również niepochlebne zdanie o starym dywanie i ciężkich firanach (jedne i drugie trzeba było po psich renowacjach natychmiast wymienić). Usunięcie kwiecistej tapety wydawało się naturalną konsekwencją wcześniejszych zmian (a skoro została usunięta z salonu to usunięcie jej z korytarza było jakimś takim naturalnym ruchem). I chociaż Cathal uparł się, by w salonie umieścić legowisko dla psa, także i ten pokój stał się przyjemny.
Sypialnię Ulysses wyremontował jeszcze przed kuchnią. Najpierw ostrożnie, niby przypadkiem, wymienił zasłony i usunął baldachim z kolumnowego łóżka, potem odważniej przemalował ściany i odświeżył podłogę. Meble zostawił na swoim miejscu. Pozbawione zbędnych ozdób nie raziły już jego oczu tak, jak wcześniej.
Ale było w tym domu jeszcze jedno pomieszczenie, które spędzało najstarszemu synowi Chestera Rookwooda sen z powiek. Był to gabinet Cathala. Gabinetem Cathala był tak naprawdę tylko z nazwy, bo tak naprawdę był to gabinet nieżyjącej matki Shafiqa, który ten próbował adaptować na swoje potrzeby. Ale – z uwagi na to, że ani nie bywał szczególnie często w tym domu, a pewnie i przez związane z tym miejscem wspomnienia, nigdy nie zrobił tego do końca. I tak pomieszczenie to stało się w oczach Ulyssesa dziwaczną chimerą. Niby Cathala a jednak matki Cathala.
Trzeba było zrobić z tym porządek.
Szkoda, że za plecami Shafiqa.
Ulysses przygryzł wargę, słysząc pukanie do drzwi. Cavall wyrwał ich stronę i już po chwili skomlał, obwąchiwał i drapał we framugę.
Rookwood westchnął, zastanawiając się, ile spacerów dziennie byłoby w stanie ostudzić temperament tego stworzenia. Ruszył za psem, by go powstrzymać przed wybiegnięciem na dwór, gdy tylko w drzwiach pojawi się prześwit. Lewą ręką złapał psa za obrożę i przytrzymał. Mimo pory roku miał na sobie garniturowe spodnie i jasną, zapiętą pod samą szyję koszulę. Pewnym odchyleniem od normy był brak marynarki (wisiała na oparciu krzesła w kuchni) oraz krawata (wisiał dokładnie w tym samym miejscu co marynarka). Wolną ręką nacisnął na klamkę i uchylił drzwi.
- Doskonale – odpowiedział Samowi z Doliny. Cavall mocniej naciskał na rękę, gotowy do wyrwania się na wolność za wszelką cenę. Ulysses odsunął się, robiąc przejście Samuelowi. – To do pokoju na górze. Schodami i drugie drzwi po prawej. Przyjdę jak tylko uporam się z… - skrzywienie warg i krótkie spojrzenie na rozentuzjazmowanego czworonoga mówiło o tym, z czym musiał się uporać najpierw.
To trwało stanowczo za długo.
Remont kuchni poszedł w miarę sprawnie. Ustalili z Cathalem najistotniejsze kwestie w ciągu, zaledwie, jednego poranka (zdecydowanie krótko, ale może z niektórymi sprawami trzeba było po męsku). Kolekcja porcelanowych królików zdobiła teraz wnętrza ruiny rezydencji Gauntów. Ciemne, stare, zdobne szafki zniknęły zastąpione prostszymi i nieco jaśniejszymi. Zniknął piec, choć zostawili palenisko. Pojawiła się kuchenka i lodówka z prawdziwego zdarzenia. Nagle poranne picie herbaty stało się przyjemnością, która nie podrażniała nadwrażliwych zmysłów żadnego z nich.
Remont salonu był właściwie, częściowo, samowolką ich psa. Kto mógł wiedzieć, że żywiołowe zwierzę rozniesie kilkudziesięcioletnie fotele, kanapę i drewniany stolik do kawy w dwa, pozbawione wyjścia na spacer, dni? Cavall, ich pies, miał również niepochlebne zdanie o starym dywanie i ciężkich firanach (jedne i drugie trzeba było po psich renowacjach natychmiast wymienić). Usunięcie kwiecistej tapety wydawało się naturalną konsekwencją wcześniejszych zmian (a skoro została usunięta z salonu to usunięcie jej z korytarza było jakimś takim naturalnym ruchem). I chociaż Cathal uparł się, by w salonie umieścić legowisko dla psa, także i ten pokój stał się przyjemny.
Sypialnię Ulysses wyremontował jeszcze przed kuchnią. Najpierw ostrożnie, niby przypadkiem, wymienił zasłony i usunął baldachim z kolumnowego łóżka, potem odważniej przemalował ściany i odświeżył podłogę. Meble zostawił na swoim miejscu. Pozbawione zbędnych ozdób nie raziły już jego oczu tak, jak wcześniej.
Ale było w tym domu jeszcze jedno pomieszczenie, które spędzało najstarszemu synowi Chestera Rookwooda sen z powiek. Był to gabinet Cathala. Gabinetem Cathala był tak naprawdę tylko z nazwy, bo tak naprawdę był to gabinet nieżyjącej matki Shafiqa, który ten próbował adaptować na swoje potrzeby. Ale – z uwagi na to, że ani nie bywał szczególnie często w tym domu, a pewnie i przez związane z tym miejscem wspomnienia, nigdy nie zrobił tego do końca. I tak pomieszczenie to stało się w oczach Ulyssesa dziwaczną chimerą. Niby Cathala a jednak matki Cathala.
Trzeba było zrobić z tym porządek.
Szkoda, że za plecami Shafiqa.
Ulysses przygryzł wargę, słysząc pukanie do drzwi. Cavall wyrwał ich stronę i już po chwili skomlał, obwąchiwał i drapał we framugę.
Rookwood westchnął, zastanawiając się, ile spacerów dziennie byłoby w stanie ostudzić temperament tego stworzenia. Ruszył za psem, by go powstrzymać przed wybiegnięciem na dwór, gdy tylko w drzwiach pojawi się prześwit. Lewą ręką złapał psa za obrożę i przytrzymał. Mimo pory roku miał na sobie garniturowe spodnie i jasną, zapiętą pod samą szyję koszulę. Pewnym odchyleniem od normy był brak marynarki (wisiała na oparciu krzesła w kuchni) oraz krawata (wisiał dokładnie w tym samym miejscu co marynarka). Wolną ręką nacisnął na klamkę i uchylił drzwi.
- Doskonale – odpowiedział Samowi z Doliny. Cavall mocniej naciskał na rękę, gotowy do wyrwania się na wolność za wszelką cenę. Ulysses odsunął się, robiąc przejście Samuelowi. – To do pokoju na górze. Schodami i drugie drzwi po prawej. Przyjdę jak tylko uporam się z… - skrzywienie warg i krótkie spojrzenie na rozentuzjazmowanego czworonoga mówiło o tym, z czym musiał się uporać najpierw.