Norka nie była specjalistą jeśli chodzi o taki sprytne pomysły. Zdecydowanie wolała, aby jej towarzysze decydowali o tym, w jaki sposób przebiegnie ta akcja. Sama zamierzała jedynie pilnować tego, aby dzieciakowi nie stała się krzywda. Czuła się poniekąd za niego odpowiedzialna. Kto wiedział, co może mu przyjść do głowy w momencie w którym jego stary będzie spał pijany w tej chatce. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby spadł z klifów, albo zrobił sobie krzywdę w jakikolwiek inny sposób.
- Thomas, mi nie chodzi o skrzynkę, mi chodzi o dzieciaka. - Postanowiła wyjaśnić bratu dokładnie o co jej chodzi. Miała w nosie to, czy ukradną skrzynkę, bo sam rybak chyba też ją gwizdnął tek kobiecie, więc w sumie bez różnicy kto komu ją miał teraz zamiar ukraść, najprawodopodbniej to kobieta była oficjalną właścicielką skrzyni więc tak naprawdę nie byli do końca złodziejami, chcieli przekazać tylko właśność osobie do której należała.
Spojrzała na wujka, chyba nie do końca wystarczało jej to, że mieliby stąd zabrać chłopca na jeden wieczór. Zastanawiała się nad tym dłuższą chwilę, aż w końcu się odezwała. - Nie chcę go tutaj zostawiać, każde dziecko zasługuje na kochający dom. - Nie wydawało jej się, aby dzieciakowi żyło się dobrze z takim ojcem. Musiała zareagować, może kogoś poinformować, by mu odebrali tego chłopca. Póki co nie było zbyt wiele czasu, aby o tym myśleć, jednak na pewno nie odpuści tego tematu.
Cóż, Woody poszedł do chaty. Nora właściwie nie do końca wiedziała, co powinna teraz robić. Nie nadawała się do pomocy, była pewna, że będzie tylko i wyłącznie przeszkadzać Thomasowi, bo przecież była pierdołą, nie potrafiła czarować, najlepiej jakby on zajął się tą skrzynią sam.
- Ciekawe, jak długo mu zajmie upicie tego typa. - Postanowiła usiąść na piasku i czekać, bo nic innego nie mieli do zrobienia.
- Nie ma szans, że ten dzieciak będzie tutaj mieszkał, nie wiem, czy mogę zabrać go ze sobą do domu, pewnie nie, ale trzeba poinformować odpowiednie służby. - Najwyraźniej to nadal nie dawało jej spokoju.
Z rozmyślań nad tym wszystkim wyrwało ją upośleszone pohukiwanie. - Te, to chyba wujaszek, idź po te skrzynkę, ja tutaj zostanę. - Rzuciła jeszcze do brata.