Panna Yaxley nie była specjalnie zirytowana tym, że udało jej się przewalić trochę pieniędzy. Jak to mówią, kto nie ma szczęścia w kartach ten ma w miłości, może to miało o czymś świadczyć. Nie zamierzała jednak brać sobie tego wszystkiego do serca. Nigdy się zbytnio nie przejmowała swoimi niepowodzeniami, kiedyś się odkuje, czy coś. Zresztą miała tyle pieniędzy, że nie było to dla niej szczególnie istotne, liczyła się dobra zabawa. Tylko i wyłącznie. Póki co jednak nie bawiła się też jakoś wyśmienicie, towarzystwo z którym znalazła się przy stole prowadziło jakieś filozoficzne rozmowy, w których nie do końca umiała się połapać. Gerry jednak była całkiem prostym człowiekiem. Może więc i dobrze, że opuścili tamto pomieszczenie i mogli przez chwilę odetchnąć.
Miała szczęście, że znajdowała się tutaj z Erikiem, nadal bowiem stała przy jego boku, to pomagało jej nieco się odnaleźć. Wiedziała, że przy nim jest bezpieczna.
- Trzy żmije w jednym miejscu... - Rzuciła cicho do mężczyzny, bo cóż, Potwory się przed nią nie ukryją. Nie spodziewała się jednak, że znajdzie się tu, aż tyle wił. Wiedziała, że mogły ich omamić w każdej chwili.
Przy boku Agnis znajdował się Alexander Mulciber. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, nie do końca wiedziała, co sobie o tym wszystkim myśleć. Poznała go w dosyć dziwnej sytuacji, wydawało jej się, że raczej nie jest osobą, która marzyłaby o utworzeniu jakiejkolwiek fundacji, no chyba, że takiej która mogłaby pozwalać upodlać się za darmo na Nokturnie. Nie powinna jednak go oceniać, czyż nie.
- Nie będę cię szczypać Erik, bo to może zaboleć. - Rzuciła jeszcze do przyjaciela.