30.07.2024, 17:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 17:38 przez Jonathan Selwyn.)
Odpowiadam Ricie I wychodzę na chwilę na korytarz z Lisą, ale spokojnie, zaraz będę wracać
Od pewnego czasu, za każdym razem, gdy przychodził do pracy, już tylko odliczał dni, które dzieliły ich od realizacji planu Kambodża, marząc po cichu by ten koszmar przygotowań wreszcie się zaczął kończyć. Po spotkaniu z francuskim ambasadorem Selwyn chciał wrócić do biura i omówić dalsza strategię z Ritą i Anthonym, który tego dnia był wyjątkowo w biurze. To znaczy... Był, gdy jeszcze z niego z Ritą wychodzili, bo teraz po Shafiqu nie było śladu. Były za to dywany. Powstrzymał ciche westchnięcie, gdy Lisa poinformowała ich, że oto właśnie pojawił się temat zastępczy, gdy nie wszystko jeszcze było załatwione w sprawie samej Kambodży, a czasu było coraz mniej. I jeszcze ten uparty ambasador i jego fochy tak wielkie jak stąd do Kambodży. No nic. Grunt to było robić dobrą minę do męczącej gry.
– Coś wymyślimy. Ambasador jest uparty, ale koniec końców nie z takimi to biuro dawało radę – odpowiedział Ricie i już chciał ruszyć w kierunku dywanów, by przyjrzeć im się z bliska, gdy zatrzymała go Lisa. Informacje na temat opuszczenia biura przez swojego szefa przyjął pozornie spokojnie, z uśmiechem zrozumienia, chociaż tak naprawdę bardzo kusiło go by ponownie westchnąć. Niesamowite jak, w dni w które już się tutaj pojawiał, Shafiq dzielnie przestrzegał swoich godzin pracy.
Skinął głową Lisie i zaraz oboje znaleźli się na korytarzu, by przegadać szkic Anthony'ego, co sprawiało, że Selwyn jeszcze przez chwilę pozostawał w błogiej nieświadomości wobec tego, co się właśnie miało dziać w jego biurze.
– No dobrze. Jak wyglądają te luźne sugestie – spytał, gdy wreszcie się znaleźli sami, by na szybko ustalić co i jak, licząc że jednak nie było aż tak źle, bo i jemu samemu praca zaczynała dawać w kość.
Od pewnego czasu, za każdym razem, gdy przychodził do pracy, już tylko odliczał dni, które dzieliły ich od realizacji planu Kambodża, marząc po cichu by ten koszmar przygotowań wreszcie się zaczął kończyć. Po spotkaniu z francuskim ambasadorem Selwyn chciał wrócić do biura i omówić dalsza strategię z Ritą i Anthonym, który tego dnia był wyjątkowo w biurze. To znaczy... Był, gdy jeszcze z niego z Ritą wychodzili, bo teraz po Shafiqu nie było śladu. Były za to dywany. Powstrzymał ciche westchnięcie, gdy Lisa poinformowała ich, że oto właśnie pojawił się temat zastępczy, gdy nie wszystko jeszcze było załatwione w sprawie samej Kambodży, a czasu było coraz mniej. I jeszcze ten uparty ambasador i jego fochy tak wielkie jak stąd do Kambodży. No nic. Grunt to było robić dobrą minę do męczącej gry.
– Coś wymyślimy. Ambasador jest uparty, ale koniec końców nie z takimi to biuro dawało radę – odpowiedział Ricie i już chciał ruszyć w kierunku dywanów, by przyjrzeć im się z bliska, gdy zatrzymała go Lisa. Informacje na temat opuszczenia biura przez swojego szefa przyjął pozornie spokojnie, z uśmiechem zrozumienia, chociaż tak naprawdę bardzo kusiło go by ponownie westchnąć. Niesamowite jak, w dni w które już się tutaj pojawiał, Shafiq dzielnie przestrzegał swoich godzin pracy.
Skinął głową Lisie i zaraz oboje znaleźli się na korytarzu, by przegadać szkic Anthony'ego, co sprawiało, że Selwyn jeszcze przez chwilę pozostawał w błogiej nieświadomości wobec tego, co się właśnie miało dziać w jego biurze.
– No dobrze. Jak wyglądają te luźne sugestie – spytał, gdy wreszcie się znaleźli sami, by na szybko ustalić co i jak, licząc że jednak nie było aż tak źle, bo i jemu samemu praca zaczynała dawać w kość.