30.07.2024, 18:23 ✶
Noc nie była łatwa. Charlie, tuż po tym, jak poprzedniego wieczora podał ojcu życiorys do zaakceptowania i uzyskał pozytywną opinię, musiał zająć się zrobieniem wystarczającej liczby kopii, by móc roznieść je po Pokątnej i okolicach. Mógł wykorzystać do tego magię, lecz własnoręczne przepisywanie tych samych słów zdawało się być karą, którą sam sobie wymierzył za rozczarowanie ojca i rodziny. Nie było to wystarczająco bolesne, ale przepisywał je długo, długo w noc, aż oczy zaczęły piec od nikłego światła świeczki, a pióro stawiało więcej kleksów, niż było to akceptowalne. Następnie sen nie przychodził długo, a gdy już nadszedł, był przerywany i niespokojny; wydawało mu się nawet, że w ciemności nocy słyszy krzyki i trzaski, jakby ktoś rozbijał się piętro niżej, a następnie wyzywał skrzata. Spodziewał się jednak, że to wytwór jego wyobraźni, obciążonej stresem dnia poprzedniego. Bo kto miałby nie spać, gdy słońce jeszcze nie wstało?
Poranek przyszedł później, niż Charles planował. Po niespokojnym śnie ciężko było mu zebrać się z łóżka, lecz wciąż miał dość czasu, by przygotować się do wyjścia. Po porannej toalecie założył swoją najlepszą koszulę, modny, wąski krawat i ciemną marynarkę do pary z zaprasowanymi w kant spodniami, by prezentować się jak najlepiej podczas poszukiwania pracy. Wziął to sobie naprawdę do serca i nie zamierzał rozczarować ojca po raz kolejny. Miał ledwie siedem dni, lecz był pewien, że wróci z pracą wcześniej i zaskoczy rodziciela. Będzie mógł oświadczyć ojcu, że gotów jest się wyprowadzić choćby i zaraz! Musiał się jeszcze spakować.
Chociaż nie miał chęci na jedzenie, śniadanie nazywano najważniejszym punktem dnia. Miał nadzieję, że w domu nikogo jeszcze nie spotka - nie wuja i nie ciotkę. Był ostrożny, gdy z teczką w rękach, wypełnioną odręcznie pisanymi życiorysami, cicho schodził po schodach, a następnie zakradał się do jadalni, by zajrzeć, ocenić sytuację. Serce na moment podeszło mu do gardła, gdy zobaczył mężczyznę nad kubkiem kawy, w porę jednak zrozumiał, że to ojciec.
Tata nie wyglądał dobrze i Charlie poczuł, jak do ziemi przygniata go poczucie winy. Nie wziął nawet pod uwagę faktu, że Richard może mieć inne zmartwienia, aniżeli niesforny syn i jego wybryki, które prowadzą do kolejnego rozłamu w rodzinie. Zapukał lekko w futrynę, by zwrócić na siebie uwagę. Nie chciał zaskoczyć ojca.
- Dzień dobry, tato. - Przywitał się. Było jeszcze przed ósmą. Dziesięć minut. - Wychodzę, roznieść podania o pracę. - Podniósł teczkę, by udowodnić swoje zamiary. - Wrócę później, smacznego.
W chwilę zrezygnował ze śniadania. Po drodze złapie jakiś sausage roll w pobliskiej piekarni. Zresztą, tam też powinien zostawić życiorys.
Poranek przyszedł później, niż Charles planował. Po niespokojnym śnie ciężko było mu zebrać się z łóżka, lecz wciąż miał dość czasu, by przygotować się do wyjścia. Po porannej toalecie założył swoją najlepszą koszulę, modny, wąski krawat i ciemną marynarkę do pary z zaprasowanymi w kant spodniami, by prezentować się jak najlepiej podczas poszukiwania pracy. Wziął to sobie naprawdę do serca i nie zamierzał rozczarować ojca po raz kolejny. Miał ledwie siedem dni, lecz był pewien, że wróci z pracą wcześniej i zaskoczy rodziciela. Będzie mógł oświadczyć ojcu, że gotów jest się wyprowadzić choćby i zaraz! Musiał się jeszcze spakować.
Chociaż nie miał chęci na jedzenie, śniadanie nazywano najważniejszym punktem dnia. Miał nadzieję, że w domu nikogo jeszcze nie spotka - nie wuja i nie ciotkę. Był ostrożny, gdy z teczką w rękach, wypełnioną odręcznie pisanymi życiorysami, cicho schodził po schodach, a następnie zakradał się do jadalni, by zajrzeć, ocenić sytuację. Serce na moment podeszło mu do gardła, gdy zobaczył mężczyznę nad kubkiem kawy, w porę jednak zrozumiał, że to ojciec.
Tata nie wyglądał dobrze i Charlie poczuł, jak do ziemi przygniata go poczucie winy. Nie wziął nawet pod uwagę faktu, że Richard może mieć inne zmartwienia, aniżeli niesforny syn i jego wybryki, które prowadzą do kolejnego rozłamu w rodzinie. Zapukał lekko w futrynę, by zwrócić na siebie uwagę. Nie chciał zaskoczyć ojca.
- Dzień dobry, tato. - Przywitał się. Było jeszcze przed ósmą. Dziesięć minut. - Wychodzę, roznieść podania o pracę. - Podniósł teczkę, by udowodnić swoje zamiary. - Wrócę później, smacznego.
W chwilę zrezygnował ze śniadania. Po drodze złapie jakiś sausage roll w pobliskiej piekarni. Zresztą, tam też powinien zostawić życiorys.