30.07.2024, 19:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 19:27 przez Jonathan Selwyn.)
Jonathan czasami miał wrażenie, że Limbo i urząd celny to było jedno i to samo miejsce, albo przynajmniej, że Matka tworząc Limbo wzorowała się na urzędzie celnym. Z duszami jednak przynajmniej dało się jakoś skontaktować. Utkwione paczki, trwajace w tym miejscu po wieki, były zdecydowanie bardziej problematyczne. Zwłaszcza kiedy zaczynały śmierdzieć i najwyraźniej za nic na świecie nie dało się już ignorować tego problemu, chyba że chciałby zostać zalany morzem skarg na ten temat, bo papiery które dostawał w tej sprawie mogły już spokojnie posłużyć do zbudowania sporych rozmiarów wieży.
Nie pomagała też sprawa, że ktoś zgubił dokumentację i jakkolwiek prosto by było zrzucić całą winę na towarzyszącego im Starszego Inspektora ds. Dokumentacji i Komunikacji wewnątrz Organu Magicznych Standardów Handlu Międzynarodowego, tak jednak Enzo, nie zasłynął nigdy z bałaganiarstwa, więc Jonathan na razie nie rzucał oskarżeń, a jedynie taktycznie milczał czekając na rozwój sytuacji.
Zerknął na Tahirę. Nigdy nie powiedziałby tego na głos, ale prawda była taka, że chyba trochę się jej bał. Nie było to jednak istotne w obliczu tego paskudnego smrodu, przez który od razu zrobiło mu się niedobrze. Ah, a więc skargi nie były, ani trochę przesadzone. I jeszcze ta nuta zginłych róż. Oczywiście, że to musiała być nuta zgniłych róż.
– Prawdę mówiąc to nie jestem pewny, co nam dołoży więcej papierów — powiedział cicho, zastanawiając się, którą opcję wolał i czy była jakaś wersja tej historii, w której nie będą musieli się gęsto tłumaczyć Departamentowi Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.
Zanim jednak jeszcze udali się na miejsce Jonathan postanowił przepytać wszystkich pracowników, którzy mogli coś wiedzieć na temat tego, czy nikt nie kojarzył, co mogło się znajdować w skrzynce. Może jakieś plotki zasłyszane przed pięciu laty? Kto ostatni tę dokumentację widział? Albo może jakiś ich ekspert w kwestii nauk przyrodniczych mógł się podzielić jakimiś przypuszczeniami, co po pięciu latach mogło jednocześnie gnić i wydawać odgłosy?
Słysząc deklarację Enzo, Jonathan westchnął ciężko, a przynajmniej chciał to zrobić, ale byłoby to równoznaczne z nabraniem większej porcji powietrza, więc jedynie bez słowa wyciągnął z kieszeni dwie materiałowe chusteczki o krwistym odcieniu, nasączone męską wodą kolońską, bo tylko to miał pod ręką i podał jedną Tahirze, a drugą przycisnął do nosa. Enzo jeśli będzie chciał jednak wejść to też jedną dostanie.
– No dobrze, jeśli ktoś ma jakieś przypuszczenia co to może być, to jest to moment, aby się nimi podzielić. Panie Remington, proszę w takim razie tutaj poczekać chyba, że usłyszy pan, że wołamy na pomoc, wtedy proszę bezwłocznie sprawdzić co się dzieje. Jeśli za długo będziemy milczeć to też. A ja i pani – Tu przeniósł spojrzenie na Tahirę. – Wejdziemy tam, najpierw profilaktycznie rzucimy zaklęcie rozpraszające, potem najlepiej byłoby obejrzeć tę paczkę i otoczyć ją jakąś kopułą ochronną, aby cokolwiek na nas wyskoczyło zostało zablokowane i wtedy otwieramy. A jeśli cokolwiek tam jest, jeszcze żyje, to spróbujmy okiełznać to bez zabijania. Nie chcę się potem tłumaczyć magizoologom czemu zabilismy zagrożony gatunek, który przetrzymywaliśmy pięć lat w pudle
Charyzma (Z) na zbieranie informacji
Nie pomagała też sprawa, że ktoś zgubił dokumentację i jakkolwiek prosto by było zrzucić całą winę na towarzyszącego im Starszego Inspektora ds. Dokumentacji i Komunikacji wewnątrz Organu Magicznych Standardów Handlu Międzynarodowego, tak jednak Enzo, nie zasłynął nigdy z bałaganiarstwa, więc Jonathan na razie nie rzucał oskarżeń, a jedynie taktycznie milczał czekając na rozwój sytuacji.
Zerknął na Tahirę. Nigdy nie powiedziałby tego na głos, ale prawda była taka, że chyba trochę się jej bał. Nie było to jednak istotne w obliczu tego paskudnego smrodu, przez który od razu zrobiło mu się niedobrze. Ah, a więc skargi nie były, ani trochę przesadzone. I jeszcze ta nuta zginłych róż. Oczywiście, że to musiała być nuta zgniłych róż.
– Prawdę mówiąc to nie jestem pewny, co nam dołoży więcej papierów — powiedział cicho, zastanawiając się, którą opcję wolał i czy była jakaś wersja tej historii, w której nie będą musieli się gęsto tłumaczyć Departamentowi Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.
Zanim jednak jeszcze udali się na miejsce Jonathan postanowił przepytać wszystkich pracowników, którzy mogli coś wiedzieć na temat tego, czy nikt nie kojarzył, co mogło się znajdować w skrzynce. Może jakieś plotki zasłyszane przed pięciu laty? Kto ostatni tę dokumentację widział? Albo może jakiś ich ekspert w kwestii nauk przyrodniczych mógł się podzielić jakimiś przypuszczeniami, co po pięciu latach mogło jednocześnie gnić i wydawać odgłosy?
Słysząc deklarację Enzo, Jonathan westchnął ciężko, a przynajmniej chciał to zrobić, ale byłoby to równoznaczne z nabraniem większej porcji powietrza, więc jedynie bez słowa wyciągnął z kieszeni dwie materiałowe chusteczki o krwistym odcieniu, nasączone męską wodą kolońską, bo tylko to miał pod ręką i podał jedną Tahirze, a drugą przycisnął do nosa. Enzo jeśli będzie chciał jednak wejść to też jedną dostanie.
– No dobrze, jeśli ktoś ma jakieś przypuszczenia co to może być, to jest to moment, aby się nimi podzielić. Panie Remington, proszę w takim razie tutaj poczekać chyba, że usłyszy pan, że wołamy na pomoc, wtedy proszę bezwłocznie sprawdzić co się dzieje. Jeśli za długo będziemy milczeć to też. A ja i pani – Tu przeniósł spojrzenie na Tahirę. – Wejdziemy tam, najpierw profilaktycznie rzucimy zaklęcie rozpraszające, potem najlepiej byłoby obejrzeć tę paczkę i otoczyć ją jakąś kopułą ochronną, aby cokolwiek na nas wyskoczyło zostało zablokowane i wtedy otwieramy. A jeśli cokolwiek tam jest, jeszcze żyje, to spróbujmy okiełznać to bez zabijania. Nie chcę się potem tłumaczyć magizoologom czemu zabilismy zagrożony gatunek, który przetrzymywaliśmy pięć lat w pudle
Charyzma (Z) na zbieranie informacji
Rzut Z 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 94
Sukces!
Sukces!