30.07.2024, 23:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.07.2024, 23:43 przez Atreus Bulstrode.)
z Vioricą, Camille, Celine, Lorraine
Nie był pewien co właściwie chciał dostrzec w aurze otaczającej Marcusa, ale kiedy już zobaczył mieniące się tam kolory, zupełnie się nie zdziwił. Facet wydawał się w pewien sposób z siebie zadowolony, w ten sposób w który czasem zdawało mu się widzieć Vioricę, albo innych, którzy próbowali złapać okazję i jakimś cudem im się to udawało. Atreus jednak grzecznie odwrócił wzrok - ani to nie była jego impreza, ani tym bardziej jego pieniądze czy przedmiot, który wylądował w łapach Flitwicka.
Uśmiechnął się do Urlett grzecznie, kiedy ta również mu się przedstawiła. Ta, kiedy spojrzała na jego dłoń, mogła zobaczyć że mężczyzna nie posiada żadnej obrączki, która świadczyłaby o małżeństwie. Ale kiedy Viorica spojrzała na niego, udzielając odpowiedzi Camille, ten chętnie uśmiechnął się do niej w jakiś porozumiewawczy sposób.
Celine akurat miała rację, nie musiała się przedstawiać. Jedną kwestią był fakt, że była zwyczajnie popularna, i ładna, a Atreus szczególną sympatią zdawał się darzyć piosenkarki obdarzone wilim urokiem. Dobrym przykładem tego była chociażby Faye Longbottom, której fanem pozostawał. Oprócz tego jednak, przynajmniej część członków rodziny Delacour kojarzył ze zwykłej potrzeby, bo przecież jego była narzeczona nosiła właśnie to nazwisko.
Zerknął na Camille zaintrygowany, kiedy zaczęła tym swoim niewinnym tonem. A potem znowu uśmiechnął się, tak samo zadziornie jak poprzednim razem.
- Ledwo. Tym bardziej kraja się moje serce, kiedy widzę ją na dzisiejszym wydarzeniu - odpowiedział, niby to faktycznie poruszony tą sytuacją z poprzedniego miesiąca. - Najwyraźniej jednak ta młoda dama już o mnie zapomniała, a szkoda. Wie pani co jest najgorsze? Że uciekła z człowiekiem, którego niegdyś uważałem za swojego najlepszego przyjaciela - rozłożył ręce bezradny, absolutnie nieświadomy tego, co łączyło młodą Mulciberównę i Matthiasa.
- Jest tak ostentacyjna, że oddanie jej pod zastaw właśnie tutaj wydaje się wręcz specjalną zagrywką - wtrącił w temacie obroży, kiedy Zamfir zaczęła się rozwodzić nad całym procesem zastawiania jej i wyceniania. Uśmiechnął się też lekko, samymi kącikami ust, bo zaniżona cena pewnie nie była tylko wynikiem tego, że Marcus musiał ją potem dalej sprzedać.
Widząc Lorraine, nic nie powiedział, zamiast tego wypuszczając z rozbawieniem powietrze nosem, a potem upijając swojej ognistej. Z resztą, zaraz poczuł jak Agnes kładzie mu dłoń na ramieniu, na co odwrócił twarz w jej stronę i uśmiechnął się do niej.
- Nie mogłem przepuścić takiej okazji. Wspaniała zabawa, ale niczego innego się po tobie nie spodziewałem - rzucił, całkiem szczerze z resztą. Sam Atreus nie był pewien, jak długo się znali - dla niego było to praktycznie od zawsze. Szczególnie, że miał tendencję do wybierania towarzystwa tej części rodziny, która lubiła tego typu rozrywki, co tylko mocniej zakorzeniała w nim matka, samej grając z nim w karty, albo zabierając do rodzinnych kasyn i na wieczorki towarzyskie, nawet kiedy był na to za młody.
Kiedy ich gospodyni odeszła, by zwrócić na siebie uwagę reszty gości, Atreus posłusznie powiódł za nią spojrzeniem, a im dłużej jej słuchał, tym uśmiech znajdujący się na jego twarzy zdawał powiększać. Najpierw był zwyczajnie zdziwiony, może odrobinę niepewny, a potem już rozciągnął się w całej złośliwości. Fundacja Mulciberów była obrzydliwą farsą i kiedy się o niej dowiedział, pierwsze co przyszło mu do głowy, to z kim Alexander przegrał zakład. Mulciberowie z resztą, wyrobili sobie odpowiednią reputację dumnym odejściem z Ministerstwa, więc Bulstrode domyślał się, że sporo osób miało dość ugruntowane zdanie na temat ich podejścia do mugoli. A teraz, kiedy wywoływano Alexandra do tablicy, wystarczyło czekać aż zacznie pierdolić jakieś idiotyzmy, które wcale tych wszystkich wątpliwości nie wymarzą.
- Niestety nie. Na stoisku ze świeczkami Mulciberów została wystawiona puszka na datki. Fundacja imienia Donalda Mulcibera, to oficjalna nazwa. W czerwcowym proroku pojawiło się ich oficjalne oświadczenie, gdzie ogłosili powstanie tejże fundacji, w odpowiedzi na toczący się proces Juliusa Mulcibera - wyjaśnił, zwracając się po trochu do Camille, a po trochu do każdego z ich grupki kto wydawał się też zainteresowany tymi informacjami. Gdyby chcieli to pewnie i mógłby im więcej opowiedzieć, bo przecież zajmował się sprawą Alexandra po wypadku Donalda, ale na ten moment ograniczył się do ważniejszych punktów. - Nie chodzi tyle o niepopularność takich organizacji, to powiązanie z takimi tej konkretnej rodziny - uśmiechnął się do Urlett grzecznie, ale gdzieś w kącikach ust kryła się jakaś złośliwość względem wspomnianego rodu. Albo raczej samego Alexandra. - Może na jego nową żonę? Nie wiem czy wiecie, ale krążą plotki, że Alexander Mulciber nie tylko ostatnio rozstał się ze swoją poprzednią żoną, Lorettą Lestrange, ale też równie szybko znalazł sobie nową. Niestety, chyba jej dzisiaj ze sobą nie przyprowadził - prychnął, spoglądając znowu na Agnes, unosząc na moment szklankę z ognistą w jej stronę i upijając łyk, i ewentualnie Alexandra, o ile ten już do niej podszedł.