31.07.2024, 11:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.07.2024, 11:27 przez Charles Mulciber.)
Ciężar opadł na samo dno żołądka, gdy ojciec podniósł na niego spojrzenie. To nie był jego kochany, surowy, lecz wyrozumiały tatuś, a wrak, którym stał się Richard przez jedną noc i bez wątpienia zmienił się w tę przemęczoną, żałosną istotę przez działania własnego syna i przyniesione z nimi zmartwienia. Charles odrzucił teczkę na stół, natychmiast zapominając o życiorysach. Były rzeczy ważniejsze, niż poszukiwanie pracy. W paru krokach znalazł się przy ojcu, odsunął krzesło i opadł obok, dłoń opierając lekko na ramieniu Richarda, przesuwając ją zaraz na łopatki mężczyzny.
- Tato... - Zaczął, choć zupełnie nie miał pojęcia, co mówić. Wahał się przez dłuższą chwilę. - Tato, wyglądasz, jakbyś dzisiaj niewiele spał. - Skomentował w końcu, ostrożnie, bo wiedział, że to wyłącznie jego wina. Nie miał pojęcia, jak Richard zareaguje na tę niespodziewaną troskę. - Wyglądasz na bardzo zmęczonego. Leo ma świeczki na zasypianie, może moglibyśmy je od niego pożyczyć, jeśli potrzebujesz? Żebyś po śniadaniu chociaż się zdrzemnął?
Nigdy nie sądził, że zobaczy ojca w takim stanie. Wydawał się zestresowany, złamany... pokonany. Ktoś taki, jak Richard Mulciber, nie giął się tak łatwo pod problemami. Charles tym razem przesadził. Tym razem sam powinien uciec z domu i nigdy więcej nie pokazywać twarzy. Nagle skakanie z klifu na powrót stało się atrakcyjną wizją, gdy parę dni bólu wynagrodzone byłoby przez następujący po nich wieczny spokój dla całej rodziny.
Podsunął krzesełko nieco bliżej i oparł skroń o ramię ojca w karykaturze dorosłego przytulenia, nawet jeśli nie wiedział, czy Richard tego potrzebuje i chce. Przełknął ciężko, chcąc powstrzymać jakiekolwiek drżenie głosu, jakikolwiek ścisk w gardle. Tym razem musiał być silny dla ojca.
- Chciałem zacząć z pracą jak najszybciej. Roznieść podania do kawiarni, małych sklepików, żeby dostać cokolwiek już teraz. - Przyznał się, nie mając pojęcia, czy jego chęci sprawią, że ojciec poczuje się choć odrobinę lepiej. Nie znał prawdziwej przyczyny Richardowej depresji, nawet jeśli to on był jej bezpośrednim źródłem. W tym równaniu, nie brał nawet pod uwagę obecności Roberta. - Załapać się gdziekolwiek, żeby móc wyprowadzić się i szukać czegoś lepszego, kiedy już... nie będziesz musiał na mnie patrzeć i o mnie myśleć.
Nie dostrzegł czterech nakryć zamiast sześciu. Skupił się na ojcu.
- Tato... - Zaczął, choć zupełnie nie miał pojęcia, co mówić. Wahał się przez dłuższą chwilę. - Tato, wyglądasz, jakbyś dzisiaj niewiele spał. - Skomentował w końcu, ostrożnie, bo wiedział, że to wyłącznie jego wina. Nie miał pojęcia, jak Richard zareaguje na tę niespodziewaną troskę. - Wyglądasz na bardzo zmęczonego. Leo ma świeczki na zasypianie, może moglibyśmy je od niego pożyczyć, jeśli potrzebujesz? Żebyś po śniadaniu chociaż się zdrzemnął?
Nigdy nie sądził, że zobaczy ojca w takim stanie. Wydawał się zestresowany, złamany... pokonany. Ktoś taki, jak Richard Mulciber, nie giął się tak łatwo pod problemami. Charles tym razem przesadził. Tym razem sam powinien uciec z domu i nigdy więcej nie pokazywać twarzy. Nagle skakanie z klifu na powrót stało się atrakcyjną wizją, gdy parę dni bólu wynagrodzone byłoby przez następujący po nich wieczny spokój dla całej rodziny.
Podsunął krzesełko nieco bliżej i oparł skroń o ramię ojca w karykaturze dorosłego przytulenia, nawet jeśli nie wiedział, czy Richard tego potrzebuje i chce. Przełknął ciężko, chcąc powstrzymać jakiekolwiek drżenie głosu, jakikolwiek ścisk w gardle. Tym razem musiał być silny dla ojca.
- Chciałem zacząć z pracą jak najszybciej. Roznieść podania do kawiarni, małych sklepików, żeby dostać cokolwiek już teraz. - Przyznał się, nie mając pojęcia, czy jego chęci sprawią, że ojciec poczuje się choć odrobinę lepiej. Nie znał prawdziwej przyczyny Richardowej depresji, nawet jeśli to on był jej bezpośrednim źródłem. W tym równaniu, nie brał nawet pod uwagę obecności Roberta. - Załapać się gdziekolwiek, żeby móc wyprowadzić się i szukać czegoś lepszego, kiedy już... nie będziesz musiał na mnie patrzeć i o mnie myśleć.
Nie dostrzegł czterech nakryć zamiast sześciu. Skupił się na ojcu.