Poza jej bratem, poza Ambroise’em, niewiele osób traktowało Agnes poważnie. Trzeba im było jednak oddać, że przecież mieli ku temu solidne podstawy. Żyła z dnia na dzień. Niewiele było kwestii, którymi zawracała sobie głowę; którym poświęcała uwagę. Przez lata dorobiła się wielu łatek, ale… bliskie kobiecie osoby doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że była to w znacznej mierze maska. Maska, która przybierana była świadomie i z rozmysłem. Swoje poglądy zachowywała dla siebie. Rozmowy na tematy polityczne? Te nie miały miejsca. Tematy zmieniała sprawnie. Skupiała się na plotkach. Na luźnych rozmowach. Na zabawianiu innych. Aż można było się zastanowić – dlaczego teraz poruszyła ten temat? Dlaczego się na ten krok zdecydowała? Wypowiedziała się? Chciała wesprzeć tę… godną pochwały inicjatywę?
Uśmiechając się do Alexandra, to właśnie na nim skupiła swoją uwagę. Czekała aż podejdzie. Aż odegra swoją rolę w tym przedstawieniu. Bo z pewnością to zrobi. Zrobi to należycie. Odnośnie tego nie miała wątpliwości. Wszak jakie posiadał alternatywy? Nie interesowało jej zarazem, co na ten temat myśleli pozostali. Nie zaprzątała sobie tym głowy. Mogli szeptać cokolwiek. Mogli cokolwiek zakładać. Dla niej było to bez różnicy. Co bowiem mogła stracić? Czym ryzykowała?
Dobrej reputacji nie posiadała przecież od bardzo dawna.
Uścisnęła go i ucałowała w obydwa policzki. Nie dała szansy na to, żeby Mulciber tego uniknął. Dopiero po tym cofnęła się i pozwoliła mu mówić. Ona. Naiwna. Głupiutka. Nie mająca do tych spraw głowy. Nie tracąca czasu na przemyślenia z tym związane. Nieprawdaż?
Słuchała go. Słuchała, jednocześnie zerkając od czasu do czasu na pozostałych. Byli tutaj. Były osoby, które… nie, to dopiero za chwilę.
- Nie szkodzi, kochany. – zareagowała na jego przeprosiny. Na próbę wytłumaczenia się. Częściowo w to wierzyła. Częściowo w pewne kwestie wierzyła. Jako rasowa plotkara, wiedziała jednak sporo. Wiedziała znacznie więcej.
Albo przynajmniej tak sądziła.
Pozwoliła mu dokończyć. Pozwoliła aby na spokojnie przekazał tych kilka słów. Nie zajęło mu to wiele czasu. Po prawdzie… mógł postarać się bardziej. Trochę na to liczyła. Wiedziała jednak, że najostrzejszą kredką w piórniku Alexander Mulciber nie był. Tak samo jak i nożem w szufladzie.
Nic na to nie wskazywało.
- Dziękuje Ci za tych kilka słów. Mam szczerą nadzieje, że niebawem faktycznie obudzimy się wszyscy w lepszym świecie. – podsumowała jego przemowę, sięgając chwilę wcześniej po kopertę. Ponownie trzymając ją w rękach. Była gotowa ją przekazać. – Zanim to jednak nastąpi, chciałabym oficjalnie okazać moje wsparcie tej cudownej inicjatywie. Należyte wsparcie. Tutaj, wewnątrz koperty znajduje się coś, co niewątpliwie będzie pomocne na początku. Podczas stawiania pierwszych kroków, ale… - tutaj oderwała spojrzenie, odnajdując wśród zgromadzonych kolejno Matthiasa, Camille oraz Atreusa. – …to nie jedyne, co chciałabym zrobić. Camille, Matthiasie, Atreusie? – odezwała się, kierując słowa do tych, których znała od dawna. A przynajmniej tak mogli założyć zgromadzeni, nieświadomi przecież tego, jak wyglądała relacja łącząca Agnes i Matthiasa. – Wiem, że to dużo, ale pozwoliłam sobie założyć, że w tej sytuacji nie będzie to dla was stanowiło problemu. Jeśli to ma działać, jeśli to ma odnieść sukces, potrzebni są odpowiedni ludzie. A czy mogłabym naszemu Alexandrowi zaproponować coś lepszego niż wasze wsparcie? – zadała pytanie. Pytanie retoryczne? W zasadzie odpowiedzi nie potrzebowała. Posłała przy tym uśmiech.
Wybór był nieprzypadkowy. Camille, która miała mocny charakter. Matthias, któremu ufała. Atreus, który na pewno zauważyłby, gdyby coś było tutaj nie tak. Nie w porządku. Choć tak po prawdzie… to nie był on pierwszym wyborem Agnes. Raczej opcją rezerwową. Na samym początku bowiem, chciała w to wszystko zaangażować Lorien. Lorien Crouch z całym jej tym umiłowaniem do prawa. Gdyby tylko nie to cholerne małżeństwo. Gdyby nie nazwisko Mulciber, którym obecnie się przedstawiała. No cóż – prawda była taka, że nie dało się wszystkiego zaplanować. Przewidzieć. Zwłaszcza, kiedy nie było się jasnowidzem. Musiała z tym żyć.
Alexander, jeśli zdecydował się zajrzeć do przekazanej koperty, w środku znalazł kilka dokumentów oraz klucz. Klucz, którego nie dało się nie zidentyfikować. Prowadzić musiał do jeden ze skrytek Banku Gringotta. Czyżby łatwy dostęp do pieniędzy? Tak można było pomyśleć w pierwszej kolejności. Dołączone do tego klucza dokumenty mówiły bowiem jasno. Możesz z tego skorzystać, ale tylko pod warunkiem obecności jednej z trzech osób, które zostały wymienione z imienia i nazwiska.
Czy w świetle tegoż, zdecyduje się odmówić przyjęcia wsparcia zaoferowanego przez Agnes?
Urok wiły odpuszczał. To zaś sprawiło, że kolejne osoby coraz mniej uwagi poświęcały Agnes oraz Alexandrowi. Może był to efekt myśli, które w przypadku Viorici pobiegły w kierunku Nokturnu, może był to przypadek… kątem oka kobieta wychwyciła jednak, że kiedy wszyscy skupieni byli na przemówieniu Agnes, Marcus Flitwick coś robił. Czymś się zajmował. Niewiele była jednak w stanie wychwycić. Coś chował? Porządkował? Przekładał z miejsca na miejsce?
Kolejka - postanowiłam jednak ją od tej pory wprowadzić.
Kolejny mój post pojawi się w niedziele.
Terminy odpisów
- do czwartku, godziny 15 - Eden, Richard, Sophie, Matthias
- do piątku, godziny 15 - Lorraine, Camille, Erik, Urlett
- do soboty, godziny 15 - Geraldine, Morpheus, Isaac, Basilius
- do niedzieli, godziny 15 - Lorien, Anthony, Viorica, Atreus, Alexander
Informujcie, jeśli ktoś z was się nie wyrobi w terminie, żeby nie czekać niepotrzebnie.