- Tak, to prawda. Mam szczęście, że jesteśmy sąsiadkami, to sporo ułatwia. - Jak tylko przyjdzie do domu, to na pewno podeśle jedno z lusterek do Florence, będą mogły być w stałym kontakcie.
- Cóż, nie on jedyny. - Dodała uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Florence przecież też była uparta, co w rodzinie to nie zginie, czy coś. Miała wrażenie, że Orion był z nich najspokojniejszy, a może to jego po prostu kojarzyła najmniej, więc mogło to być złudne wrażenie.
Bulstrode całkiem zgrabnie wyssała krew z jej koszuli. Ona potrafiła różne sztuczki, o których Gerry nie miała pojęcia, nawet trochę ją za to podziwiała.
Otworzyła paszczę, aby Florence mogła wsadzić jej do buzi łyżeczkę, wypiła oczywiście wszystko, co się na niej znajdowało. Przyjaciółka była jedną z nielicznych osób, których polecenia wykonywała bez zająknięcia. Wiedziała, że jest specjalistką w swojej dziedzinie i mało kto może jej dorównować, zresztą nieraz też ratowała jej życie, więc miała dowody na to, by potwierdzić jej umiejętności.
- Piękny kolor. - Dodała jeszcze, po czym sięgnęła po fiolkę, o której mówiła Flo. Wypiła jej zawartość jednym haustem, aby jak najszybciej mieć to za sobą.
- Tak, tak uzupełnię, oczywiście. - Wiedziała, że powinna to zrobić, tylko tak wiele ostatnio się działo, że nie miała nawet czasu, aby dojść do apteki... Powinna to zmienić, bo przecież nigdy nie wiedziała, kiedy może przydać jej się takie wsparcie.
- Jasne, nie będę się ruszać. - Wyprostowała się też jakoś tak odruchowo. Flo cisnęła w nią zaklęciem. Trochę zabolało, trochę zapiekło, ale to chyba dobrze? To by oznaczało, że działa.
- Pojechałam odpocząć nad jezioro, z moim znajomym, wiesz, mieliśmy tam spędzić trzy dni, nic nie robić, takie krótkie oderwanie od tego, co się dzieje. - Skoro Flo ją o to zapytała, to zamierzała jej opowiedzieć, jak faktycznie było. - Później okazało się, że potrzebują pomocy, więc jakoś tak wyszło, że postanowiłam się zaangażować, wiesz, że nie umiem siedzieć na tyłku, jak coś się dzieje, jakimś cudem wylądowaliśmy pod wodą, gdzie walczyliśmy z buntującymi się trytonami. - Dziwna sprawa, no ale jakoś tak wyszło...