11.01.2023, 00:51 ✶
Zarumieniła się nieco, zaciskając oczywiście palce, splatając mocniej ich uścisk. Mogłaby tak każdego dnia, każdej minuty, każdej sekundy życia – zawsze razem, ręka w rękę… no dobrze, może nie aż tak każdej sekundy, w końcu istniały pewne chwile, w których prywatność była delikatnie mówiąc wskazana, niemniej ten prosty, niepozorny gest był bardzo, bardzo ważny.
Za każdym wszak razem dzięki niemu upewniała się, że Patrick nie jest snem, że wszystkie ich spotkania, uczucia, jakie żywiła nie są jedynie mrzonką, wytworem umysłu, ucieczką przed rzeczywistością. Choć nie, tym ostatnim trochę ta relacja była – wszak zatracała się w niej cała, nie pomnąc o ponurej rzeczywistości, której próbowała uniknąć.
- Naprawdę? – spytała filuternie, po czym zacisnęła palce jeszcze mocniej – Jakąąą…? – spytała z nieskrywanym ożywieniem. Pewnie, miała być to niespodzianka, czyli raczej nie powinna pytać, bo wtedy nici z jakiegokolwiek zaskoczenia, prawda? Ale nawet nie miała pojęcia, kiedy jej się to wyrwało, zresztą… może jednak uchyli choć rąbka tajemnicy? Może pobawi się w rozwiązywanie zagadki? Ha, ciekawe, czy potrafiłaby dojść do sedna sprawy!
W każdym razie wydawało się, że jeszcze chwila, a zacznie skakać radośnie wokół Patricka niczym jakiś szczeniak. Nawet nie dlatego, że miał tę niespodziankę. Nie dlatego, że została skomplementowana – miłe słowa nie były niczym niezwykłym, choć każde przyjmowała z całym wdziękiem, na jaki ją było stać, płacąc za nie jedynymi w swoim rodzaju uśmiechami. Albo całusami. Albo może nawet nie należało rozpatrywać tego w kategoriach zapłaty, bo przecież niczego nie kupowała. Brała i dawała z siebie co tylko mogła; zachowując jako taką harmonię.
Jaką taką, bo w tym wszystkim nadal krył się niewypowiedziany dysonans, który słyszała tak naprawdę tylko ona sama, dysonans psujący melodię. Nieważne, nie chciała tego słyszeć, liczyło się tu i teraz, przed sobą mieli wakacje, a po wakacjach… och, na Matkę, jak to dziwnie wyglądało w jej oczach – Patrick wciąż w Hogwarcie, ona już na „wolności”, mimo że w zasadzie byli w tym samym wieku. I, co gorsza, czekał ich co najmniej rok rozłąki; nawet przez myśl jej nie przemknęło, że zaraz po owutemach Stewarda mieliby się nie spotkać w cztery oczy.
- Och, tak, trochę ćwiczenia zaklęć, trochę czytania, ale wiesz? Nie jestem pewna, czy w ogóle do nich podchodzić. Będę raczej pracować pędzlem, a tu jednak raczej nikogo nie będą obchodzić oceny... – odparła z pewnym wahaniem w głosie. Jakkolwiek by nie patrzeć – sztuka to nie coś, co dało się pochwycić w ramy formuł. Sztuka to coś, w czym można było łamać wszelkie reguły, tworzyć całkiem nowe – była czymś bardzo żywym, zmiennym, indywidualnym. Czymś, gdzie oceny naprawdę nie miały znaczenia, jedynie umiejętności i zdolność trafienia do serc odbiorców.
Zmarszczyła brwi, gdy rozległy się hałasy. No nie, dlaczego teraz, kiedy właśnie byli na randce? Nie mogli mieć choć chwili spokoju? Co za cholerny poltergeist, dlaczego w ogóle był jeszcze tolerowany w szkole?!
- Poczekajmy może chwilę? – odparła równie cicho, przywierając do boku chłopaka. Może akurat się uda. Może. A może… och, rozważania straciły sens, bowiem duch swoje knowania przeobraził w czyny. Bardzo widowiskowe czyny, szkoda tylko, że zdecydowanie w najmniej odpowiedniej chwili – przynajmniej z perspektywy dwójki młodych zakochanych – ...albo mogę mu zagrozić Krwawym Baronem... – bo, jak na poltergeista przystało, Irytek w głębokim poważaniu miał odznakę prefekta. Naczelnego również. Ale pozycja plus groźba… no, to mogło podziałać. Tyle że ostatecznie została pociągnięta i nawet nie stawiała żadnego oporu, po prostu pobiegła za Patrickiem, nie puszczając jego dłoni ani na chwilę.
W tym wszystkim nawet nieszczególnie zauważyła, że chłopak wciągnął ją do TEJ łazienki, którą lepiej było omijać szerokim łukiem ze względu na jej rezydenta. Rezydentkę. Po prostu oparła się plecami o zamknięte drzwi, oddychając dość szybko i… zerknąwszy na Patricka, po prostu się zaśmiała. Uciekli przed Filchem, na razie nie groził im duch, byli razem i na osobności – czego więcej teraz potrzeba?
- Chyba właśnie mam pomysł na kolejny obraz – oświadczyła z figlarnymi iskierkami w oczach – I w sumie nie wierzę, że nam się udało przed nim uciec – dorzuciła jeszcze, znowu przywierając do boku chłopaka, ściskając mocniej palce. Uśmiechnęła się, tak jak zwykle to robiła, gdy przymierzała się do całusa.
Za każdym wszak razem dzięki niemu upewniała się, że Patrick nie jest snem, że wszystkie ich spotkania, uczucia, jakie żywiła nie są jedynie mrzonką, wytworem umysłu, ucieczką przed rzeczywistością. Choć nie, tym ostatnim trochę ta relacja była – wszak zatracała się w niej cała, nie pomnąc o ponurej rzeczywistości, której próbowała uniknąć.
- Naprawdę? – spytała filuternie, po czym zacisnęła palce jeszcze mocniej – Jakąąą…? – spytała z nieskrywanym ożywieniem. Pewnie, miała być to niespodzianka, czyli raczej nie powinna pytać, bo wtedy nici z jakiegokolwiek zaskoczenia, prawda? Ale nawet nie miała pojęcia, kiedy jej się to wyrwało, zresztą… może jednak uchyli choć rąbka tajemnicy? Może pobawi się w rozwiązywanie zagadki? Ha, ciekawe, czy potrafiłaby dojść do sedna sprawy!
W każdym razie wydawało się, że jeszcze chwila, a zacznie skakać radośnie wokół Patricka niczym jakiś szczeniak. Nawet nie dlatego, że miał tę niespodziankę. Nie dlatego, że została skomplementowana – miłe słowa nie były niczym niezwykłym, choć każde przyjmowała z całym wdziękiem, na jaki ją było stać, płacąc za nie jedynymi w swoim rodzaju uśmiechami. Albo całusami. Albo może nawet nie należało rozpatrywać tego w kategoriach zapłaty, bo przecież niczego nie kupowała. Brała i dawała z siebie co tylko mogła; zachowując jako taką harmonię.
Jaką taką, bo w tym wszystkim nadal krył się niewypowiedziany dysonans, który słyszała tak naprawdę tylko ona sama, dysonans psujący melodię. Nieważne, nie chciała tego słyszeć, liczyło się tu i teraz, przed sobą mieli wakacje, a po wakacjach… och, na Matkę, jak to dziwnie wyglądało w jej oczach – Patrick wciąż w Hogwarcie, ona już na „wolności”, mimo że w zasadzie byli w tym samym wieku. I, co gorsza, czekał ich co najmniej rok rozłąki; nawet przez myśl jej nie przemknęło, że zaraz po owutemach Stewarda mieliby się nie spotkać w cztery oczy.
- Och, tak, trochę ćwiczenia zaklęć, trochę czytania, ale wiesz? Nie jestem pewna, czy w ogóle do nich podchodzić. Będę raczej pracować pędzlem, a tu jednak raczej nikogo nie będą obchodzić oceny... – odparła z pewnym wahaniem w głosie. Jakkolwiek by nie patrzeć – sztuka to nie coś, co dało się pochwycić w ramy formuł. Sztuka to coś, w czym można było łamać wszelkie reguły, tworzyć całkiem nowe – była czymś bardzo żywym, zmiennym, indywidualnym. Czymś, gdzie oceny naprawdę nie miały znaczenia, jedynie umiejętności i zdolność trafienia do serc odbiorców.
Zmarszczyła brwi, gdy rozległy się hałasy. No nie, dlaczego teraz, kiedy właśnie byli na randce? Nie mogli mieć choć chwili spokoju? Co za cholerny poltergeist, dlaczego w ogóle był jeszcze tolerowany w szkole?!
- Poczekajmy może chwilę? – odparła równie cicho, przywierając do boku chłopaka. Może akurat się uda. Może. A może… och, rozważania straciły sens, bowiem duch swoje knowania przeobraził w czyny. Bardzo widowiskowe czyny, szkoda tylko, że zdecydowanie w najmniej odpowiedniej chwili – przynajmniej z perspektywy dwójki młodych zakochanych – ...albo mogę mu zagrozić Krwawym Baronem... – bo, jak na poltergeista przystało, Irytek w głębokim poważaniu miał odznakę prefekta. Naczelnego również. Ale pozycja plus groźba… no, to mogło podziałać. Tyle że ostatecznie została pociągnięta i nawet nie stawiała żadnego oporu, po prostu pobiegła za Patrickiem, nie puszczając jego dłoni ani na chwilę.
W tym wszystkim nawet nieszczególnie zauważyła, że chłopak wciągnął ją do TEJ łazienki, którą lepiej było omijać szerokim łukiem ze względu na jej rezydenta. Rezydentkę. Po prostu oparła się plecami o zamknięte drzwi, oddychając dość szybko i… zerknąwszy na Patricka, po prostu się zaśmiała. Uciekli przed Filchem, na razie nie groził im duch, byli razem i na osobności – czego więcej teraz potrzeba?
- Chyba właśnie mam pomysł na kolejny obraz – oświadczyła z figlarnymi iskierkami w oczach – I w sumie nie wierzę, że nam się udało przed nim uciec – dorzuciła jeszcze, znowu przywierając do boku chłopaka, ściskając mocniej palce. Uśmiechnęła się, tak jak zwykle to robiła, gdy przymierzała się do całusa.
669/1179