31.07.2024, 18:22 ✶
Dni mijały, a atmosfera w domu wydawała się nie poprawiać, przez co Leonard uznawał za właściwe omijanie wspólnych śniadań tak często, jak to tylko możliwe. Któż mógł przypuszczać, że wyjazd do Anglii przyniesie ze sobą tyle płytkich problemów. Co innego jednak było oglądać rodzinę kilka razy do roku, a co innego obcować z nią na co dzień. I prawdę powiedziawszy? Miał tego powoli dość. No, może nie tak znowu powoli. Od jakiegoś już czasu, chociaż gdy akurat był w pracy, rodzinna codzienność przestawała dla niego szczęśliwie istnieć na resztę dnia. Nawet brak obecności wuja Roberta jakoś niewiele zmienił, choć Leo szczerze liczył na coś zupełnie innego.
Nie mając w każdym razie zmiany aż do południa, koniec końców głodny zrezygnował z udawania, że go nie ma i zwlekł się na dół do jadalni. Wciąż był w piżamie, ale nie mierziło go to osobiście. Choć trzeba przyznać, że już od wejścia poczuł się jakoś nieswojo. Zwłaszcza widząc brata siedzącego przy ojcu, przystrojonego niczym mugol wychodzący do kościoła.
- ...Mamy jakąś okazję, o której zapomniałem? - zapytał od progu, chociaż po grobowej minie ojca kusiło go, żeby zapytać, czy ktoś nie umarł i czy nie wybierają się na pogrzeb.
Nie mając w każdym razie zmiany aż do południa, koniec końców głodny zrezygnował z udawania, że go nie ma i zwlekł się na dół do jadalni. Wciąż był w piżamie, ale nie mierziło go to osobiście. Choć trzeba przyznać, że już od wejścia poczuł się jakoś nieswojo. Zwłaszcza widząc brata siedzącego przy ojcu, przystrojonego niczym mugol wychodzący do kościoła.
- ...Mamy jakąś okazję, o której zapomniałem? - zapytał od progu, chociaż po grobowej minie ojca kusiło go, żeby zapytać, czy ktoś nie umarł i czy nie wybierają się na pogrzeb.