31.07.2024, 21:29 ✶
Florence bardzo ładnie podsumowywała w myślach całą swoją rodzinę, szczególnie w tym momencie Atreusa, który działań Voldemorta nie popierał nie dlatego, że był aż tak współczującym typem. W swoich przekonaniach był zwyczajnie nazbyt egocentryczny i dumny, niezdolny do łatwego podporządkowywania się i chyba tylko jakimś cudem był w stanie robić to na Ministerialnych korytarzach. Idee Voldemorta posiadały też inną, dość ważną wadę, to jest nie można było się nimi otwarcie chwalić przed szerszą publiką, a Atreus zwyczajnie lubił się chwalić. Znaczy, można było, ale niosło to za sobą dość wysokie ryzyko, że zaraz ktoś uważniej spojrzy ci na ręce i zweryfikuje, czy jesteś tylko głupi, czy może do tej głupoty zostały dołożone także chęci, prowadzące do jawnego okazywania uwielbienia dla wspomnianych poglądów. A odsiadka w Azkabanie też nie była jego życiowym marzeniem.
Mama nie byłaby z tego zadowolona.
Machnął dłonią na wzmiankę o Dumbledorze, poniekąd zaliczając go do kategorii ludzi, którzy mieli wielkie idee i robili rzeczy równie wielkie, ale w większości wysługiwali się przy tym innymi osobami. Wkraczali na ostatnią chwilę, by dokończyć dzieła tych, którzy od dłuższej chwili ciężko na nie pracowali.
- Nie sądzę, by powinien się tym przejmować. Tym, że ktoś się zorientuje, kiedy będzie za późno. Wtedy robi się z takiej osoby przykład, jakkolwiek to nie brzmi - a przynajmniej on by tak zrobił, gdyby miał się postawić na miejscu Voldemorta. - Ale może nie chodzi o to, kto ma ile odwagi do robienia tych okropnych rzeczy, co kto jest na tyle szalony by być ślepo oddanym, a przez to nawet przy złapaniu nie zdradzić tożsamości innych, czy miejscu pobytu samego Voldemorta. Ich szaleństwem mierzy ich lojalność - wzruszył ramionami, odrobinę osuwając się na krześle i bardziej opierając o oparcie.
- No to miała szczęście - westchnął. Najgorsze w tym wszystkim było to, że to nie był już tylko obszar brygadzistów, bo atakujący chętnie sięgali przecież po czarną magię, a do już zmuszało do działania aurorów. Nie tak dawno dostał nową odznakę i srebrne lamówki, a teraz na nowo musiał martwić się głupimi utarczkami w zaułkach tylko dlatego, ze stały się o wiele bardziej odważne i brutalne.
- Nie dziwię mu się. Ale na martwieniu się chyba będzie musiał poprzestać, bo co innego może zrobić? Już dawno nie służy w Biurze.
Mama nie byłaby z tego zadowolona.
Machnął dłonią na wzmiankę o Dumbledorze, poniekąd zaliczając go do kategorii ludzi, którzy mieli wielkie idee i robili rzeczy równie wielkie, ale w większości wysługiwali się przy tym innymi osobami. Wkraczali na ostatnią chwilę, by dokończyć dzieła tych, którzy od dłuższej chwili ciężko na nie pracowali.
- Nie sądzę, by powinien się tym przejmować. Tym, że ktoś się zorientuje, kiedy będzie za późno. Wtedy robi się z takiej osoby przykład, jakkolwiek to nie brzmi - a przynajmniej on by tak zrobił, gdyby miał się postawić na miejscu Voldemorta. - Ale może nie chodzi o to, kto ma ile odwagi do robienia tych okropnych rzeczy, co kto jest na tyle szalony by być ślepo oddanym, a przez to nawet przy złapaniu nie zdradzić tożsamości innych, czy miejscu pobytu samego Voldemorta. Ich szaleństwem mierzy ich lojalność - wzruszył ramionami, odrobinę osuwając się na krześle i bardziej opierając o oparcie.
- No to miała szczęście - westchnął. Najgorsze w tym wszystkim było to, że to nie był już tylko obszar brygadzistów, bo atakujący chętnie sięgali przecież po czarną magię, a do już zmuszało do działania aurorów. Nie tak dawno dostał nową odznakę i srebrne lamówki, a teraz na nowo musiał martwić się głupimi utarczkami w zaułkach tylko dlatego, ze stały się o wiele bardziej odważne i brutalne.
- Nie dziwię mu się. Ale na martwieniu się chyba będzie musiał poprzestać, bo co innego może zrobić? Już dawno nie służy w Biurze.