31.07.2024, 22:57 ✶
– Polegając jedynie na ślepym oddaniu, zwłaszcza na początku, nie zajdzie zbyt daleko. Jeśli on ma trochę rozsądku, a my nieszczęścia, przyjmie i tych, którzy będą służyć dla zysków albo z lęku. Lojalność można wymusić, a nie muszą znać ani jego kryjówki, ani nazwisk tych, którzy najwierniej mu służą – powiedziała Florence, a potem usiadła przy stole, jedną filiżankę podsuwając bratu, a drugą stawiając przed sobą. Sięgnęła po różdżkę i stuknęła lekko w naczynie, obniżając odrobinę temperaturę po zaparzeniu, aby móc szybciej napić się herbaty.
Nie zdawała sobie jeszcze w pełni sprawy z powagi sytuacji ani z tego, jak długo będzie trwać ta walka. Widziała w Voldemorcie odbicie Grindewalda, słyszała w rozmowach bliskich i współpracowników echa dawnej wojny, ale chyba nie chciała uwierzyć, że nowy Czarny Pan nie jest słabszą, mniej rozsądną wersją tego poprzedniego, mrocznego czarnoksiężnika. I wolała sądzić, że nie dotyczy to jej ani jej bliskich bardziej niż w kontekście zawodowym. Że są bezpieczni. Że ta zaraz nie rozprzestrzeni się tak bardzo, że zacznie wpływać na każdy aspekt życia.
Florence uważała mugoli za istoty z innego świata, a na mugolaków patrzyła z pewnym powątpieniem, mając wrażenie, że większość z nich za bardzo trzyma się niemagicznej rzeczywistości, od której powinno się odciąć, może co najwyżej utrzymując luźny kontakt z rodzinami. Nie uważała jednak, że z tego powodu zasługują na śmierć lub Azkaban, nie znajdowała żadnego usprawiedliwienia na krzywdzenie dziecka i nie miała najmniejszej ochoty żyć w kraju, w którym rządziłby tyran. Nigdy nie umiała zginać ani kolan, ani karku, i głowę zawsze nosiła tak wysoko, jakby spoczywała na niej korona.
– Mam nadzieję, że nic, ale znasz ojca. Percival Bulstrode nie jest człowiekiem, który umie trzymać się z boku. Być może matka zadba o to, aby żadne nierozsądne idee nie zrodziły się w jego głowie – mruknęła znad swojej filiżanki, zastanawiając się czy może nie należało zacząć uważniej sprawdzać przyszłości ojca. Spojrzenie jasnowidza nie pokazywało jej jeszcze własnej przyszłości: tej, w której to ona robiła coś nierozsądnego, pchnięta ku temu po równi koszmarem Beltane, widokiem nieprzytomnego brata, wynoszonego z namiotu medyków, i świadomością tego, jak głęboko w sprawie tkwi Patrick Steward.
Nie zdawała sobie jeszcze w pełni sprawy z powagi sytuacji ani z tego, jak długo będzie trwać ta walka. Widziała w Voldemorcie odbicie Grindewalda, słyszała w rozmowach bliskich i współpracowników echa dawnej wojny, ale chyba nie chciała uwierzyć, że nowy Czarny Pan nie jest słabszą, mniej rozsądną wersją tego poprzedniego, mrocznego czarnoksiężnika. I wolała sądzić, że nie dotyczy to jej ani jej bliskich bardziej niż w kontekście zawodowym. Że są bezpieczni. Że ta zaraz nie rozprzestrzeni się tak bardzo, że zacznie wpływać na każdy aspekt życia.
Florence uważała mugoli za istoty z innego świata, a na mugolaków patrzyła z pewnym powątpieniem, mając wrażenie, że większość z nich za bardzo trzyma się niemagicznej rzeczywistości, od której powinno się odciąć, może co najwyżej utrzymując luźny kontakt z rodzinami. Nie uważała jednak, że z tego powodu zasługują na śmierć lub Azkaban, nie znajdowała żadnego usprawiedliwienia na krzywdzenie dziecka i nie miała najmniejszej ochoty żyć w kraju, w którym rządziłby tyran. Nigdy nie umiała zginać ani kolan, ani karku, i głowę zawsze nosiła tak wysoko, jakby spoczywała na niej korona.
– Mam nadzieję, że nic, ale znasz ojca. Percival Bulstrode nie jest człowiekiem, który umie trzymać się z boku. Być może matka zadba o to, aby żadne nierozsądne idee nie zrodziły się w jego głowie – mruknęła znad swojej filiżanki, zastanawiając się czy może nie należało zacząć uważniej sprawdzać przyszłości ojca. Spojrzenie jasnowidza nie pokazywało jej jeszcze własnej przyszłości: tej, w której to ona robiła coś nierozsądnego, pchnięta ku temu po równi koszmarem Beltane, widokiem nieprzytomnego brata, wynoszonego z namiotu medyków, i świadomością tego, jak głęboko w sprawie tkwi Patrick Steward.