01.08.2024, 00:08 ✶
Pewnie brzmiało to trochę buńczucznie, ale Patrick nie martwił się aż tak, jak powinien, kiedy kierował się w stronę podziemi Ministerstwa Magii, by po raz kolejny wziąć udział w rytuale wypuszczenia tkwiących w kryształowej czaszce duchów w zaświaty. Tak, pewnie pojawienie się kolejnej kryształowej czaszki, już po śmierci czarnoksiężnika, który ją stworzył, powinno go zaalarmować, ale… ale jakaś część jego umysłu zakładała, że tych czaszek od zawsze mogło być więcej. Skoro szaleniec raz zdecydował się na to, żeby taką stworzyć, to dlaczego nie miałby spróbować ponownie? No i na pewno, stworzenie jej musiał okupić serią prób i błędów. Brzmiało to wszystko bardzo makabrycznie, ale gdy Steward o tym myślał, wydawało mu się raczej naturalną konsekwencją raz powziętych postanowień, niż czymś nierealnym.
No i jak bardzo nie byłby poirytowany na Seabstiana, nadal uważał go za najlepszego specjalistę w dziedzinie kontaktów z Limbo, jaki tylko istniał. Jeśli ktoś miał sobie poradzić z uwięzionymi w czaszce duchami to z pewnością on. Ten drugi specjalista, ten którego miała załatwić Brenna, wydawał się Patrickowi niemal nieistotny.
Swoją drogą: Brenna Longbottom była niezmordowana. Po grzebaniu się w ruinach kościoła w Windermere, on potrzebował długiego, gorącego prysznica, świeżych ubrań i kilku godzin snu, żeby dojść do siebie. A ona? Czy ona w ogóle spała? Czy też zadowoliła się prysznicem i kubkiem czarnej herbaty?
Na widok dwóch z trzech sylwetek czekających na wejście do pomieszczenia, w którym mieli odprawić rytuał, Patrick poczuł ukłucie wyrzutów sumienia. W przypadku brygadzistki wiązał się on z faktem, że po raz kolejny pozostawił wszystko na jej głowie, zamiast ściągnąć z jej ramion przynajmniej część organizacyjnego ciężaru. Co do Sebastiana… to nie tak, że auror uważał, by przesadził w ruinach, ale teraz – czysty i wyspany – był w stanie bardziej usprawiedliwić przyjaciela i stanąć po jego stronie. Łatwiej mu też było przyjąć, że irytacja, strach i zmęczenie mocno nadszarpnęły nerwy egzorcysty. No i… no i zwyczajnie go lubił. A sympatia, w przypadku Patricka była niezwykle potężną bronią.
Uśmiechnął się z zakłopotaniem podchodząc do nich jeszcze bliżej.
- Na mnie – odpowiedział Sebastianowi, bo tak naprawdę do jego uszu doleciał jedynie koniec ich wymiany zdań. – I na Atreusa. Zakładam, że będzie tu lada chwila. Jakieś przemyślenia? Rady? – zapytał, spoglądając na całą trójkę. – Udało wam się choć trochę odpocząć? – Tu pytanie zadał już bezpośrednio do Brenny i Sebastiana. Głos miał spokojny, przyjazny. Bez śladów irytacji, strachu lub zmęczenia. Tak, zdawał sobie sprawę, że powinien porozmawiać z obydwojgiem na zupełnie inne tematy, ale… ale to raczej nie był na to ani odpowiedni czas, ani miejsce.
No i jak bardzo nie byłby poirytowany na Seabstiana, nadal uważał go za najlepszego specjalistę w dziedzinie kontaktów z Limbo, jaki tylko istniał. Jeśli ktoś miał sobie poradzić z uwięzionymi w czaszce duchami to z pewnością on. Ten drugi specjalista, ten którego miała załatwić Brenna, wydawał się Patrickowi niemal nieistotny.
Swoją drogą: Brenna Longbottom była niezmordowana. Po grzebaniu się w ruinach kościoła w Windermere, on potrzebował długiego, gorącego prysznica, świeżych ubrań i kilku godzin snu, żeby dojść do siebie. A ona? Czy ona w ogóle spała? Czy też zadowoliła się prysznicem i kubkiem czarnej herbaty?
Na widok dwóch z trzech sylwetek czekających na wejście do pomieszczenia, w którym mieli odprawić rytuał, Patrick poczuł ukłucie wyrzutów sumienia. W przypadku brygadzistki wiązał się on z faktem, że po raz kolejny pozostawił wszystko na jej głowie, zamiast ściągnąć z jej ramion przynajmniej część organizacyjnego ciężaru. Co do Sebastiana… to nie tak, że auror uważał, by przesadził w ruinach, ale teraz – czysty i wyspany – był w stanie bardziej usprawiedliwić przyjaciela i stanąć po jego stronie. Łatwiej mu też było przyjąć, że irytacja, strach i zmęczenie mocno nadszarpnęły nerwy egzorcysty. No i… no i zwyczajnie go lubił. A sympatia, w przypadku Patricka była niezwykle potężną bronią.
Uśmiechnął się z zakłopotaniem podchodząc do nich jeszcze bliżej.
- Na mnie – odpowiedział Sebastianowi, bo tak naprawdę do jego uszu doleciał jedynie koniec ich wymiany zdań. – I na Atreusa. Zakładam, że będzie tu lada chwila. Jakieś przemyślenia? Rady? – zapytał, spoglądając na całą trójkę. – Udało wam się choć trochę odpocząć? – Tu pytanie zadał już bezpośrednio do Brenny i Sebastiana. Głos miał spokojny, przyjazny. Bez śladów irytacji, strachu lub zmęczenia. Tak, zdawał sobie sprawę, że powinien porozmawiać z obydwojgiem na zupełnie inne tematy, ale… ale to raczej nie był na to ani odpowiedni czas, ani miejsce.