01.08.2024, 03:56 ✶
Nie musieli długo na niego czekać, bo Atreus pojawił się zaraz w ślad za Patrickiem, wyłaniając zza najbliższego zakrętu i po raz ostatni zaciągając się trzymanym w dłoni papierosem. Dogasił go, wyrzucił i zatrzymał się przy reszcie, spojrzeniem przebiegając po ich twarzach, w końcu też uśmiechając lekko, w ten nieco znużony sposób.
- No, to jesteśmy chyba w komplecie, prawda? - bo o ile zrozumiał, to właśnie tak się miał prezentować ich skład na dzisiaj; on, Brenna, Patrick i Macmillan. A no i jeszcze wywoływacz. Wydawało mu się, że pięć osób to już nieco tłok, ale nie zamierzał im się ze swoimi przemyśleniami jakoś wciskać w to równanie. No i czemu akurat wywoływacz - nie byli tutaj po to, żeby tego wszystkiego się pozbyć?
Sam Bulstrode wyglądał na nieco zmęczonego życiem i jak na komendę, w pewnym momencie przetarł dłonią twarz. Windermere, a dokładniej to parogodzinne przegrzebywanie kupy piachu w poszukiwaniu czaszki, okropnie go wymęczyło. Nawet prysznic i parę porządnych godzin snu niewiele w tym temacie było w stanie zmienić, ale przynajmniej odrobinę poprawiły jego samopoczucie.
- Hmm, skoro już podobno mieliście do czynienia z podobnym przypadkiem, to czego możemy się spodziewać? - zapytał, bo w przeciwieństwie do nich, z poprzednią sprawą miał wspólnego tyle co nic. O mokradłach słyszał, ale nigdy na nie nie trafił, a przez to ich temat zwyczajnie zignorował, pomijając może pobieżne przejrzenie czegoś w archiwum po tym, jak Florence mu o nich wspomniała. Po prawdzie też, Atreus chyba nigdy nie był obecny przy jakichkolwiek egzorcyzmach czy wywoływaniu duchów, które dla niego powinny zostać dokładnie tam gdzie powinny, czyli w zaświatach, a jeśli trafił na jakiegoś to nie interesował się nim póki mu nie przeszkadzał. W końcu czemu by miał? Już w Hogwarcie młodzi czarodzieje przyzwyczajali się do bytności tych istot i tego, że nie każdego ducha należy z miejsca eksterminować.
- No, to jesteśmy chyba w komplecie, prawda? - bo o ile zrozumiał, to właśnie tak się miał prezentować ich skład na dzisiaj; on, Brenna, Patrick i Macmillan. A no i jeszcze wywoływacz. Wydawało mu się, że pięć osób to już nieco tłok, ale nie zamierzał im się ze swoimi przemyśleniami jakoś wciskać w to równanie. No i czemu akurat wywoływacz - nie byli tutaj po to, żeby tego wszystkiego się pozbyć?
Sam Bulstrode wyglądał na nieco zmęczonego życiem i jak na komendę, w pewnym momencie przetarł dłonią twarz. Windermere, a dokładniej to parogodzinne przegrzebywanie kupy piachu w poszukiwaniu czaszki, okropnie go wymęczyło. Nawet prysznic i parę porządnych godzin snu niewiele w tym temacie było w stanie zmienić, ale przynajmniej odrobinę poprawiły jego samopoczucie.
- Hmm, skoro już podobno mieliście do czynienia z podobnym przypadkiem, to czego możemy się spodziewać? - zapytał, bo w przeciwieństwie do nich, z poprzednią sprawą miał wspólnego tyle co nic. O mokradłach słyszał, ale nigdy na nie nie trafił, a przez to ich temat zwyczajnie zignorował, pomijając może pobieżne przejrzenie czegoś w archiwum po tym, jak Florence mu o nich wspomniała. Po prawdzie też, Atreus chyba nigdy nie był obecny przy jakichkolwiek egzorcyzmach czy wywoływaniu duchów, które dla niego powinny zostać dokładnie tam gdzie powinny, czyli w zaświatach, a jeśli trafił na jakiegoś to nie interesował się nim póki mu nie przeszkadzał. W końcu czemu by miał? Już w Hogwarcie młodzi czarodzieje przyzwyczajali się do bytności tych istot i tego, że nie każdego ducha należy z miejsca eksterminować.