01.08.2024, 12:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2024, 14:17 przez Charles Mulciber.)
Pojawienie się Leonarda w wejściu tylko zepsuło całą atmosferę. Brat, zamiast uszanować gościnność wuja, przyszedł do jadalni w piżamie, co samo w sobie stanowiło pewnego rodzaju potwarz. Charlie był pewny, że gdyby nie bezmyślność Leonarda, ojciec nie zareagowałby tak ostro. Może wstydził się zaakceptowania wsparcia, gdy najstarsza latorośl mogła dostrzec słabość?
- Tak jest, ojcze. - Przyjął do wiadomości decyzję Richarda i odsunął się, choć powoli, samemu nie chcąc kończyć tego okazania bliskości. Teraz, gdy były między nimi problemy, tym bardziej powinni trzymać się razem! Charles posłusznie poprawił krzesło i usiadł prosto, zabrał też teczkę i z braku lepszych pomysłów, chwilowo objął ją i przytulił do piersi. Chciał zacząć poszukiwania pracy jak najszybciej, tego samego dnia, przejść się po Pokątnej i zostawić życiorys w każdym otwartym miejscu. Wyglądało jednak na to, że będzie miał czas, by porobić więcej kopii.
Głębokie, niepocieszone westchnienie wydobyło się z gardła Charlesa. Potoczył spojrzeniem po śniadaniu, lecz zupełnie nie miał apetytu i kawa tym razem również będzie musiała wystarczyć. By jednak do tego doszło, musieli poczekać na resztę domowników.
Podniósł niemal błagalne spojrzenie na Sophie. To nie był czas na żarty.
- Nie mam żadnej dziewczyny. - Przypomniał jej, lecz spojrzeniem strzelił ku ojcu, oczekując reakcji na stwierdzenie kuzynki. Kobiety to ostatnia rzecz, którą powinien się teraz zajmować! Brenna, zresztą, chyba w ogóle nie widziała w nim mężczyzny. Może słusznie?
Nie pytał, gdzie jest wuj i Lorien, ale gdy Sophie o tym wspomniała, jasnym okazało się, że nakryć nie wystarczy dla wszystkich. Znaczyło to, że Robert i Lorien nie życzyli sobie jeść z rodziną, choć Charles nie wiedział jednak jeszcze, jak daleko ta niechęć zaszła.
- Mogę zjeść w pokoju. - Zaproponował wielkodusznie, nie chcąc wprowadzać niepotrzebnego zamieszania nawet przy posiłkach. - Spędzę dzień poza domem. Wuj i ciocia nie muszą mnie unikać.
- Tak jest, ojcze. - Przyjął do wiadomości decyzję Richarda i odsunął się, choć powoli, samemu nie chcąc kończyć tego okazania bliskości. Teraz, gdy były między nimi problemy, tym bardziej powinni trzymać się razem! Charles posłusznie poprawił krzesło i usiadł prosto, zabrał też teczkę i z braku lepszych pomysłów, chwilowo objął ją i przytulił do piersi. Chciał zacząć poszukiwania pracy jak najszybciej, tego samego dnia, przejść się po Pokątnej i zostawić życiorys w każdym otwartym miejscu. Wyglądało jednak na to, że będzie miał czas, by porobić więcej kopii.
Głębokie, niepocieszone westchnienie wydobyło się z gardła Charlesa. Potoczył spojrzeniem po śniadaniu, lecz zupełnie nie miał apetytu i kawa tym razem również będzie musiała wystarczyć. By jednak do tego doszło, musieli poczekać na resztę domowników.
Podniósł niemal błagalne spojrzenie na Sophie. To nie był czas na żarty.
- Nie mam żadnej dziewczyny. - Przypomniał jej, lecz spojrzeniem strzelił ku ojcu, oczekując reakcji na stwierdzenie kuzynki. Kobiety to ostatnia rzecz, którą powinien się teraz zajmować! Brenna, zresztą, chyba w ogóle nie widziała w nim mężczyzny. Może słusznie?
Nie pytał, gdzie jest wuj i Lorien, ale gdy Sophie o tym wspomniała, jasnym okazało się, że nakryć nie wystarczy dla wszystkich. Znaczyło to, że Robert i Lorien nie życzyli sobie jeść z rodziną, choć Charles nie wiedział jednak jeszcze, jak daleko ta niechęć zaszła.
- Mogę zjeść w pokoju. - Zaproponował wielkodusznie, nie chcąc wprowadzać niepotrzebnego zamieszania nawet przy posiłkach. - Spędzę dzień poza domem. Wuj i ciocia nie muszą mnie unikać.