Shafiq wchodził w niebezpieczne rejony. Uruchamiał maszynę trajkoczącą, która przyćmi wszystkie inne znane mu gadatliwe jednostki.
— Preferuję obiekty ożywione, są znacznie bardziej interesujące niż martwa materia jak minerały. I nie ograniczam się. Jeśli coś wyda mi się interesujące i z potencjałem, staram się zdobyć próbkę bez względu na ograniczenia. Islandia nie jest najlepszym miejscem do handlu, to się rozumie, ale przyzwyczaiłam się do tamtejszego spokoju oraz niezależności. — Dodała jeszcze kilka słów na ten temat, by zaraz przejść do pytań o szczegółów. — Regularnie publikuję wyniki swoich badań, a przynajmniej staram się. Wiele z nich jest odrzucana, dotyczy to badań niezakończonych sukcesem. A przecież i takie wnoszą niesamowitą wartość. Dzięki temu inni będą wiedzieć, w jaki sposób dany materiał był już badany i czy w ogóle warto go ruszać. Przecież nie o to chodzi w nauce, by dążyć do pozytywnych dla człowieka odkryć, ale do poznania. To jeden z powodów, dla którego nie biorę udziału w projektach badawczych. W kilku byłam, ale to strata czasu. Niepotrzebny chaos, ograniczenia, zbyt wiele rozmów na niezwiązane z badaniem tematy. Hm, w pewien sposób teraz jestem zaangażowana we współpracę, ale pozostaję na stanowisku niezależnego badacza. A na zlecanie mi konkretnych materiałów do badań mogę się zgodzić, to wręcz lepsze, niż łapanie się przypadkowych celów.
Mówiła dość szybko, ale jednocześnie składnie. Sprawiała wrażenie wprawionej w konwersacji, co było dalekie od prawdy. Ale ktoś tak oczytany i z taką pamięcią, nie cierpiał na brak słownictwa, czy zwrotów.
— Chętnie piłabym szklankę tej wody codziennie przed snem... — Urwała wypowiedź. Nie powinna dalej brnąć w stosunkowo niewygodny dla siebie temat. Przyznanie się do swojej największej wady w mniej niż dwadzieścia cztery godziny od poznania? Karygodne! Co prawda nie zaszłaby tak daleko bez genetycznej niespodzianki, lecz nie zmieniało to wyglądu choroby Milforda jako wady.
Shafiq natomiast nie krył się ze swoimi przywarami, aczkolwiek tego Urlett nie zrozumiała. Zaciągnęła się powietrzem, gdy mężczyzna wypłynął na morze płynnym islandzkim. Nieoczekiwany moment odebrał jej mowę i odezwała się dopiero, gdy skończył.
— Pan to mnie teraz przecenił, co prawda rozumiem pojedyncze słowa i zwroty, ale po islandzku nie mówię. Matka chciała mnie wychować na brytyjskie salony, a pomimo niepowodzenia, ten wybór i tak był dla mnie bardziej korzystny. Dla nauki język odległych wysp wręcz nie istnieje.
Urlett nigdy nie wnikała, czemu jej ojciec nigdy nie nalegał na naukę islandzkiego własnej córki. Być może dlatego, że w ogóle na nic nie nalegał, a jej istnienie mogło równie dobrze nie mieć miejsca.