Zdezorientowany Teruko, z oczami jak talerze obiadowe, popatrzył to po Isaacu, to po Millie, nie bardzo wiedząc, co się wydarzyło. Mąż, komunikacja, co to wszystko miało znaczyć? Poza tym przecież każda była ładna i każda była głupia, w końcu to o kobietach mowa. Wziął głęboki wdech, szukał jakichś słów, aby wybrnąć z tej niekomfortowej i cudacznej rozmowy. Może raczej, wyjść z twarzą, bo dziwaczny chłopak o twarzy ciężkiej do rozróżnienia w tłumie, wszyscy Anglicy wyglądali tak samo z koniowatymi twarzami, i okropnym uśmiechu czarusia, chyba właśnie go zbył! To było niedorzeczne.
— Tak, tak, możecie odejść — powiedział, jakby to on ich oddalał od siebie, machając dłonią. Nie ta to inna. I chyba ją zobaczył.
W jego zasięgu wzroku pojawiła się kobieta przebrana za morską pannę. Miała na sobie połyskujący ogon pokryty łuskami, który mienił się wszystkimi odcieniami turkusu i zieleni. Jej długa, falująca suknia, imitująca morską toń, delikatnie poruszała się przy każdym jej kroku, a srebrne dodatki przypominały drobne muszle i perły. Włosy, splecione w luźne fale, były ozdobione muszlami i małymi, migoczącymi klejnotami. Na szyi miała naszyjnik z korali i małych morskich stworzeń, który dopełniał jej tajemniczy wygląd. Jej twarz była subtelnie pomalowana w odcieniach błękitu i zieleni, a oczy lśniły złotym brokatem.
Idealna partnerka, w końcu małże doskonałe afrodyzjaki.
Wygładził swój kostium i zaprosił ją do tańca, a dziewczyna, zrezygnowana, przytaknęła mu ze zbolałą miną, bowiem i w jej przypadku podryw ten nie był szczególnie atrakcyjny, ale trudno jest wyrwać się spod ściany, gdy już raz zlało się z tapetą.