Zgadzając się na wyścig, nie nastawiał się na zwycięstwo, ale kiedy Sam wrzucił trzeci bieg i zostawił ich w tyle, Nikolaia coś tknęło. No przecież nie mógł tak po prostu pozwolić mu wygrać bez żadnej prawdziwej rywalizacji, prawda? Musiał się chociaż postarać, żeby drugiemu animagowi nie było za łatwo.
Przyśpieszył więc mocniej uderzając i odbijając się łapami o ziemię. Nawet jeśli Sam i Mabel byli daleko przed nimi i właściwie Sam musiałby paść niedźwiedzim plackiem tuż przed metą, żeby mieli szanse na zwycięstwo, ale nie można było się poddawać już na samym początku. I może faktycznie była to wina niewielkiego, a właściwie to braku doświadczenia Nikolaia w wyścigach z jeźdźcem, czy może to Nora trzymała się nie dość mocno, że w jednej chwili była, a w następnej na grzbiecie Nikolai nie czuł już niewielkiego ciężaru kobiety, i niedźwiedź zatrzymał się, jak porażony. Zsunęła się...
Niedźwiedź zawrócił i w biegu stanął na dwóch łapach, by do Nory dotarł już człowiek.
-Na Merlina, przepraszam - zawołał, trochę spanikowany, kucając przy niej. -Nic ci nie jest? Nie jesteś nigdzie ranna? Coś cię boli?
Mówił szybko, angielski mu się łamał, akcent nabrał siły.
Miał przecież na nią uważać. A jeśli coś sobie zrobiła? No niby nie biegł aż tak szybko, żeby upadek miał wyrządzić jej poważną krzywdę, ale...
Dałem ci fory, cisnęło mu się na usta, gdy Sam tak się cieszył ze swojego zwycięstwa, ale tak ładnie się z Mabel tarzali i śmiali. Wcześniej przegrał, to niech teraz ma.
Niech się cieszą.