-Nie martw się, nawet nie będę się zastanawiał. Pamiętam, gdzie jest wyjście - powiedział, powoli rozglądając się po sali.
Szedł obok Charlotte, z rękoma wsuniętymi w spodnie kieszeni, żeby nikt nie widział, jak powoli zaczynały mu drżeć. Policzki miał już lekko blade, ale nie było z nim jeszcze tak źle, by musiał już, w tej chwili, jak najszybciej stąd wyjść i by miał dostać ataku paniki.
Górująca nad nimi woda, w której pływały sobie rybki, delfiny, jakieś egzotyczne okazy i rosły sobie podwodne roślinki, wywoływała lekki dyskomfort, ale chroniło ich przecież wzmocnione magią szkło i tak naprawdę był to jedyny sposób, by Jessie mógł poznać ten świat. Dlatego też zdecydował się wejść z matką do oceanarium i śledził oczami te wszystkie żyjątka, odpędzając od siebie wizję pęknięcia, pojawiającego się na szkle i pędzącego przez całą długość szklanego korytarza, przez które woda przedarłaby się do środka, zniszczyła szklane sklepienie i potopiła ich wszystkich. Oczywiście, gdyby jego mama chciała wejść do tej sali, gdzie, dzięki iluzji, chodziło się po dnie oceanu, ale tak już weszłaby sama, a Jessie poczekałby na nią gdzieś na zewnątrz. Krótki śmiech wyrwał się z jego ust, gdy podążał wzrokiem za płaszczką, której pyszczek układał się jakby w uśmiech, po czym otwierał się i zamykał.
Wystarczyło oddychać i nie myśleć o nieprzyjemnych możliwych wypadkach. Wdech i wydech.
-Kilkaset lat temu, hm? Może moglibyśmy tam wejść. Nie chciałaś nigdy pogłaskać mamuta? Trąba słonia jest podobno bardzo gładka, więc może u mamuta jest tak samo? No i mają futro. I długie kły.
Myślenie o głupotach - idealne odwrócenie uwagi.
A skoro mieli tu salę, imitującą warunki arktyczne, to może powinien podpytać któregoś pracownika o kilka rzeczy?
Ciekawe, czy Rita albo któryś z ich wujów chciałby pingwina? A może mama by takiego chciała?
-Możesz mi przypomnieć, co to za długowieczne zwierzę tu mieli?