01.08.2024, 20:29 ✶
– Ej Bazyliszek może i jojczy jak baba przed okresem, ale jest żylasty. Przetrwał Ciebie, mnie... Może trochę chodzi taki przygarbiony, ale w środku to prawdziwa bestia. Zapytaj jego chłopaka! – Przekonanie o tym, że Basilius jest homoseksualistą związane było zapewne z faktem, że nie szło mu jakoś wybitnie z płcią przeciwną, a Millie kompletnie nie świadoma, że ma Erika pod ręką zawsze marzyła o tym by mieć przyjaciela geja. Los Prewetta był przesądzony, odkąd odkryła na jego szafce nocnej jakieś szmirowate romansidło z niekończącym się magicznym pornosem od dziesiątej strony. Normalne hetero samce nie czytały takiego czegoś!
Sufit nawet zaniedbany był imponujący. – Morfinie pewnie się spodoba... – uśmiechnęła się przypominając sobie o wielkim newsie nowego w końcu zwerbowanego. – Mogłabym to ogarnąć wiesz... Wróciłam do... no... w lecznicy wróciłam do malowania, w sumie dzisiaj jest pierwszy dzień od dawna kiedy tego nie robiłam i już najchętniej wskoczyłabym na miotłę i poprawiła chociaż jeden kawałek. Eee... no, żeby wszyscy się tu dobrze czuli. – Myślała o tych co żyli, chociaż trwała pomiędzy. Ciekawe czy Derwin odjechał pociągiem, który widziała w swojej wizji... Ciekawe na ile to co widziała było tylko kolejnym pieprzonym zwidem, a nie prawdą... Ciekawe, czy jeśli pomaluje kilka gwiazdek na suficie, to Dumbledore nadal będzie uważał ją za przydatną i nie dadzą jej hehe wilczego biletu... Ciekawe czy...
Wzdrygnęła się.
– Mm... przeciąg, ale ogarniemy to. – Rozmasowała sobie ramiona i sięgnęła do torby po różdżkę, a w niej znalazła kupione na kiermaszu kadzidłowe snopki białej szauwi, rozmarynu i lawendy. Myślała wtedy o innych domach, ale...
– Wiesz co Brenka, może skoro jest Lammas i wiesz, bogowie patrzą, to może okadzę domostwo i powiem mu, że się nim zajmiemy? – Właściwie już wyciągnęła jeden ciasno związany o ironio ręką mulciberową zwitek i mimo, że pytała o pozwolenie, to już go różdżką odpalała, po to by dmuchnięciem zgasić i rozpocząć rytuał. Najpierw kucnęła, do kostek, potem dym niespiesznie otulił jej sylwetkę, kolana, biodra, trzewia, pierś i bijące coraz spokojniej serce, barki, aż głowę, która poczuła płynący rozmarynową strugą spokój. Potem przyszła pora na okadzanie całego domostwa, a przynajmniej tej części, do której miała dostęp dzisiaj... Wierzyła jednak że przestronny hol, który ich powitał będzie jak płuca, z których woń szałwi i rozmarynu uleci do wszystkich, nawet tych najbardziej zapodzianych części domu.
W nabożnym skupieniu uniosła ręce ku górze, skupiając się na zadaniu, zogniskowaniu energii i rozproszeniu napięć, przywołania spokoju. Więź z budynkiem, to było dziwne, ale czuła jak dym wchodzi w jej nozdrza i miała wrażenie, jakby wchodził w nozdrza Księżycowego Stawu. Jak rozchodzi się po jej ciele i jak rozchodzi się pośród ścian. Zaczęła krążyć od ściany do ściany, zataczać runy, tak jak je zapamiętała, choć nie była specjalistką. Wiedźma z matki łaski, ale taka niedorobiona. Nie mogła jednak powstrzymać uczucia, że ten dym daje znać staremu smutnemu miejscu, że nie jest samo.
Obudź się – szeptały zadymione lustra, szeptała i ona witając to miejsce wonią, której nie czuło od lat. Zapomniała o Brennie, choć nie wychodziła poza wskazany obszar, okadzając schody, wyliniałe ramy, zakurzone meble. Okadzając duszę miejsca, która nieśmiało wychylała się z każdego zaniedbanego kąta.
Obudź się. Nie jesteś już sam Księżycowy Stawie.
Sufit nawet zaniedbany był imponujący. – Morfinie pewnie się spodoba... – uśmiechnęła się przypominając sobie o wielkim newsie nowego w końcu zwerbowanego. – Mogłabym to ogarnąć wiesz... Wróciłam do... no... w lecznicy wróciłam do malowania, w sumie dzisiaj jest pierwszy dzień od dawna kiedy tego nie robiłam i już najchętniej wskoczyłabym na miotłę i poprawiła chociaż jeden kawałek. Eee... no, żeby wszyscy się tu dobrze czuli. – Myślała o tych co żyli, chociaż trwała pomiędzy. Ciekawe czy Derwin odjechał pociągiem, który widziała w swojej wizji... Ciekawe na ile to co widziała było tylko kolejnym pieprzonym zwidem, a nie prawdą... Ciekawe, czy jeśli pomaluje kilka gwiazdek na suficie, to Dumbledore nadal będzie uważał ją za przydatną i nie dadzą jej hehe wilczego biletu... Ciekawe czy...
Wzdrygnęła się.
– Mm... przeciąg, ale ogarniemy to. – Rozmasowała sobie ramiona i sięgnęła do torby po różdżkę, a w niej znalazła kupione na kiermaszu kadzidłowe snopki białej szauwi, rozmarynu i lawendy. Myślała wtedy o innych domach, ale...
– Wiesz co Brenka, może skoro jest Lammas i wiesz, bogowie patrzą, to może okadzę domostwo i powiem mu, że się nim zajmiemy? – Właściwie już wyciągnęła jeden ciasno związany o ironio ręką mulciberową zwitek i mimo, że pytała o pozwolenie, to już go różdżką odpalała, po to by dmuchnięciem zgasić i rozpocząć rytuał. Najpierw kucnęła, do kostek, potem dym niespiesznie otulił jej sylwetkę, kolana, biodra, trzewia, pierś i bijące coraz spokojniej serce, barki, aż głowę, która poczuła płynący rozmarynową strugą spokój. Potem przyszła pora na okadzanie całego domostwa, a przynajmniej tej części, do której miała dostęp dzisiaj... Wierzyła jednak że przestronny hol, który ich powitał będzie jak płuca, z których woń szałwi i rozmarynu uleci do wszystkich, nawet tych najbardziej zapodzianych części domu.
W nabożnym skupieniu uniosła ręce ku górze, skupiając się na zadaniu, zogniskowaniu energii i rozproszeniu napięć, przywołania spokoju. Więź z budynkiem, to było dziwne, ale czuła jak dym wchodzi w jej nozdrza i miała wrażenie, jakby wchodził w nozdrza Księżycowego Stawu. Jak rozchodzi się po jej ciele i jak rozchodzi się pośród ścian. Zaczęła krążyć od ściany do ściany, zataczać runy, tak jak je zapamiętała, choć nie była specjalistką. Wiedźma z matki łaski, ale taka niedorobiona. Nie mogła jednak powstrzymać uczucia, że ten dym daje znać staremu smutnemu miejscu, że nie jest samo.
Obudź się – szeptały zadymione lustra, szeptała i ona witając to miejsce wonią, której nie czuło od lat. Zapomniała o Brennie, choć nie wychodziła poza wskazany obszar, okadzając schody, wyliniałe ramy, zakurzone meble. Okadzając duszę miejsca, która nieśmiało wychylała się z każdego zaniedbanego kąta.
Obudź się. Nie jesteś już sam Księżycowy Stawie.