Najwidoczniej istniało jeszcze dobro na tym świecie, bo klona Charlotte Kelly, kiedy oryginał stąpał jeszcze dumnie po tym świecie, ludzkość mogłaby nie znieść. I tak jak kochał swoją matulę, choć na głos raczej by tego jej ot, tak nie powiedział, tak czuł ulgę, że nie odziedziczył po niej pełnego zestawu cech. Raczej by się wtedy w domu nie dogadali. Więc może faktycznie była to łagodność, którą Ned przekazał w genach starszemu z bliźniąt, a może była to świadomość, że Anthony znał Morpheusa dłużej, niż Jasper żył, więc wiedział o wiele lepiej, co poprawiłoby humor wuja Longbottoma.
I kiedy tak się zastanawiał i słuchał Anthony'ego, pojawiła się myśl, że Anthony w sumie miał rację. Każdy inaczej radził sobie ze smutkiem, bólem i rozpaczą. Jednym pomagały rozmowy z przyjacielem, drudzy potrzebowali profesjonalnej terapii, inni woleli utopić smutki w alkoholu, mieszkańcach burdeli albo innych używkach. Byli też tacy, którzy woleli zapomnieć, zamknąć ten rozdział na trzeźwo, albo powrócić do niego po pewnym czasie, gdy emocje już opadną, i chłód rozsądku pozwoli zmierzyć się z demonami tragedii.
Byli również tacy, którzy w czyjejś tragedii potrafili dojrzeć swoje cierpienie, a wtedy wspólna walka dodawała sił, by walczyć w swoim interesie i wyjść na prostą.
Jasper jeszcze raz przesunął oczami po całym pomieszczeniu, na dłuższą chwilę zatrzymując wzrok na rozbitej kopule. Dom strachu, by zwalczyć strach. Odpowiednio wyważony impuls, by wyrwać z rozpaczy, ale nie pchnąć za mocno, by wuj nie spadł do drugiej dziury. Dom strachu, który odwróciłby uwagę, a potem może nawet mogliby się z tego śmiać? Któregoś wieczoru, już po odwiedzeniu Domu strachu, może rozweselony Morpheus mógłby rozsiąść się wygodnie na kanapie (albo w wannie) i śmiać się do swoich przyjaciół, jak się przestraszył jakiegoś rekwizytu, i mógłby chwalić geniusz Anthony'ego?
A co jeśli moneta przebije dno?, pomyślał, ale nie zadał pytania, zaraz je od siebie odpychając.
Anthony wiedział, co robił - i to było najważniejsze i niepodważalne.
Wspominanie o pełni najwidoczniej nie było dobrym pomysłem i Jasper nieświadomie zacisnął usta, wciąż przyglądając się twarzy wuja. A skoro wspominanie pełni nie było dobrym pomysłem, to następne pytania o wilkołaki (bo wilkołaki musiały mieć coś wspólnego z humorem Anthony'ego i to nie tylko przez bałagan w ogródku) mogły jedynie wszystko pogorszyć. Może kiedyś, kiedy wuj będzie miał lepszy humor i jeśli będzie chciał o tym porozmawiać.
A może nie będzie chciał rozmawiać o tym z nim...
Posłusznie pozwolił się pociągnąć do "niepozornych" drzwi, do których klucz Anthony znalazł całkiem szybko.
-Martwe żony brzmią niepokojąco. Zorganizował wuj jakieś zdjęcia, szczotkę do włosów, albo puszek do pudru, że faktycznie żyła tu wcześniej jakaś kobieta? Suknia ślubna w gablocie też mogłaby być niepokojąca - chyba trochę za bardzo się wczuł.
Czy chciał iść pierwszy? Niekoniecznie, ale w końcu był "testerem", więc... Westchnął w myślach i niby swobodnym krokiem zszedł do jamy.
Schody wprowadziły ich do długiego, nieoświetlonego korytarza i Jessie z ciekawości uniósł rękę, ale jego palce nie sięgały kamiennego sklepienia. Powietrze śmierdziało stęchlizną i wilgocią i na twarzy Jessiego pojawił się grymas, bo zaraz zaczną mu się puszyć włosy, ale czego się nie robi dla rodziny, nie?
Lumos oświetlał im drogę przez korytarz, w którym nie było nic, poza pajęczynami i szczątkami pająków i kłębkami kurzu. Żołądek mu się powoli zaciskał i całe szczęście, że był z nim Anthony, bo jego klaustrofobia by go pewnie już rozłożyła na łopatki, a im bardziej zbliżali się do końca korytarza, tym mocniejszy stawał się zapach, marszczący nosy.
Korytarz zakończył się kolejnymi drzwiami. Starymi już i próchniejącymi, drewnianymi, zbitymi w jedno zardzewiałymi już blachami. Jessie powoli wyciągnął dłoń, sięgnął do pokrytej patyną klamki, nacisnął ją i pchnął. Drzwi za pierwszym razem jedynie drgnęły, za drugim już się ruszyły, szurając o betonową podłogę i trzeszcząc niemiłosiernie. Posypało się więcej kurz.
Główny pokój piwnicy był, najpewniej, w kształcie okręgu, raczej przestronny i zagracony, ale sam Lumos nie zdołał w pełni odsłonić jego zawartości, tkwiącej w zamknięciu od nie wiadomo ilu lat.
-A-Anthony?