Czuła, że nie jest dobrze. Dystans, jaki się między nimi pojawił rósł coraz bardziej. Nie dało się nie zauważyć, że patrzą na świat zupełnie inaczej. Rozmowa którą odbyli dwa lata temu była dopiero początkiem. Gerry wiedziała, jaką stronę wybrał jej brat, ona uparcie twierdziła, że jest neutralna, że nie miesza się w ten konflikt. Czy jednak rzeczywiście tak było, czy nie zdarzyło jej się ratować ludzi, którzy potrzebowali pomocy przez to, że zostali zaatakowani przez popleczników Voldemorta? Jej czyny mówiły same za siebie, najwyraźniej podjęła decyzję, tylko nie mówiła o tym głośno.
Podczas Ostary poczuła rozczarowanie. Nie spodziewała się, że Theon ją wystawi, może nie było między nimi kolorowo, jednak mieli pewne tradycje, które pielęgnowali od lat. Musiała pogodzić się z tym, że przestała mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. Pogodzić się z tym, że gdyby miał wybierać, to pewnie nie wybrałby jej. Dla niej to wszystko wcale nie było takie łatwe, w końcu był jej bratem, bliźniakiem - od zawsze razem. Nie zamierzała go tak łatwo skreślić, wbrew pozorom naprawdę jej na nim zależało, bez względu na to, jakie miał poglądy. Liczyła na to, że kiedyś przejrzy na oczy.
Dostała wiadomość od brata, przez chwilę zastanawiała się, czy powinna się z nim spotkać. Bardzo szybko jednak podjęła decyzję - w końcu był to Theon, a jej w przeciwieństwie do niego nie tak łatwo przychodziło ignorowanie go. Ger wbrew pozorom była naprawdę mocno związana ze swoją rodziną, może nie z ich poglądami, ale uważała, że więzy krwi są bardzo istotne.
Geraldine pojawiła się przy molo w postaci skunksa. Nie chciała rzucać się w oczy. Dostrzegła brata który siedział z papierosem w ręku. Skunks powoli zmierzał w jego kierunku. Przystanęła jednak na moment, kiedy zobaczyła, że zaczyna się on dziwnie zachowywać. Uważnie się mu przyglądała, nie miała pojęcia co się dzieje, nie słyszała głosu. Brat wydawał się jej być otumaniony, zaczął wchodzić do wody. Zbliżyła się do niego jeszcze bardziej. Wtedy dopiero, stojąc na brzegu zauważyła istotę, która go oczarowała. Zmieniła się w swoją człowieczą wersję, przecież nie pozwoli mu zniknąć w głębi jeziora z syreną, chociaż może było to całkiem dobre rozwiązanie. Nie musieliby znowu dyskutować o tym, kto ma rację. Stała wyprostowana, na brzegu jeziora. W ręku trzymała swoją różdżkę, wyglądała zwyczajnie. Włosy czesane wiatrem, jakby żyły swoim własnym życiem. Ubrana była w spodnie, sztruksowe i błękitną koszulę, na wierzch miała narzucony długi, skórzany płaszcz. - Zostaw go!- Krzyknęła z nadzieją, że wystraszy istotę, nie wiedziała, czy brat otrzeźwieje, była gotowa wejść za nim do tej wody, choć temperatura i wody i powietrza wcale do tego nie zachęcała.