— Najpierw patrz pod własne. — To, czy zamierzał wziąć sobie do serca tego rodzaju radę, dla Alexandra mogło być jedną wielką niewiadomą. Niezaprzeczalnym faktem było to, żeby komuś radzić, należało zacząć od siebie. Nie czuł potrzeby zapewniania tego czarodzieja o tym, że Sophie jako skarb Mulciberów znalazł się w dobrych rękach. Jak pozostałe skarby Mulciberów, jeśli uda mu się je zdobyć.
Przez działanie Agnès jego wcześniejsze słowa, jakie skierował do tego konkretnego Mulcibera, zdawały się nabierać nowego sensu. Potknięcie się może przybrać różne formy. Pośród prawdziwej śmietanki towarzyskiej magicznego Londynu nie było trudno o popełnienie prawdziwego faux pas. Matthias chrząknął cicho, jak tylko Mulciber zaczął swoją przemowę. Pośród wielu kłamstw prawdą było to, że dostał podstawy ku temu aby móc liczyć na jego towarzyską kompromitację. Przez to właśnie ta nieudolna przemowa była warta wysłuchania. Dlatego postanowił przystać na prośbę Sophie, która wciąż ściskała mu dłoń.
— Oczywiście, ja też chętnie posłucham. — Zapewnił swoją towarzyszkę z delikatnym uśmiechem. Trzymanie się za ręce nie stanowiło dla niego problemu, tym bardziej że miał w tym swój cel. Pewnym zaskoczeniem było to, że sam puściła jego dłoń - nie był to czas ani miejsce na zapytanie, co za tym stało. Odwzajemnił uśmiech. Spostrzegł, że jego towarzyszka szuka spojrzeniem wymienionego z imienia mężczyzny. Ich relacja pozostawała dla niego niejasna, nawet pomimo wszystkich zasłyszanych przy stole do ruletki plotek.
Niektórzy naprawdę obudzą się w lepszym świecie... zwłaszcza jeśli staną się bogaci. Pomyślał z przekąsem, w duchu nawiązując do możliwości wzbogacenia się podczas tego wieczorku hazardowego, ale także do perspektywy otrzymania hojnej darowizny... która z pewnością trafi do prywatnej kieszeni. Jako oszust mierzył innych ludzi swoją miarą i to byłoby coś, co właśnie zrobiłby mając taką możliwość. Uchwycił spojrzenie Camille, która najwyraźniej również zamierzała wziąć udział w tym przedsięwzięciu.
— Jeśli o mnie chodzi to z radością wesprę tę inicjatywę. — W słowach, jakie Matthias skierował do Agnès, również kryło się kłamstwo. W rzeczywistości trudno było szukać w nim radości na myśl o swoim udziale w owej inicjatywie. Miał w tym swój cel, którym nie było sprawienie aby świat stał się lepszym miejscem.
— Tak, idziemy. — Potwierdził to, na moment układając dłoń na plecach rudowłosej tak aby zachęcić ją do podążania wraz z nim ku balkonowi. — To prawda. Rozpieszcza mnie nie tylko w ten sposób. — Dopowiedział. Dokładnie o taki efekt mu chodziło. Wiedział, jak się dobrze ustawić.
— To po prostu zbieg okoliczności. Możliwe, że podczas jednego następnych spotkań poznam ich lepiej. Z pewnością zrobiłem na nich odpowiednie wrażenie. — Zwrócił się do rudowłosej po tym jak przekroczyli próg balkonu, na którym mogli odetchnąć rześkim powietrzem oraz porozmawiać w względnym spokoju.