11.01.2023, 10:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.08.2023, 23:09 przez Brenna Longbottom.)
- Aptekarz prawdopodobnie nigdy nie miał tak dobrego utargu. Chyba rzuciłam na ladę kilka dodatkowych galeonów – parsknęła Brenna, sama niepewna w tej kwestii, bo naprawdę nie miała głowy do liczenia pieniędzy. Mogłyby kosztować życie Fergusa. Na całe szczęście, wywodziła się z głównej linii, jej matka była obrzydliwie bogata, przez co Bren nie musiała liczyć się z takimi drobiazgami jak parę dodatkowych galeonów.
Obserwowała w napięciu jak Danielle podaje eliksir, zaraz jednak się zreflektowała. Siedząc i patrząc, nie pomagała. Zamiast tego zaczęła więc krążyć po gabinecie Flinta (starając się nie dotknąć czegoś podejrzanego, nie planowała skończyć jak Fergus) w poszukiwaniu jakiegoś koca, marynarki, czegokolwiek, aby Ollivandera okryć, bo coś się jej zdawało, że przy takiej stracie krwi, chłopak może marznąć. Nie wspominając o tym, że Castiel też stracił dużo energii. Kiedy kuzynka oświadczyła, by posłała wiadomość, zamiast samej się aportować, tak też zrobiła: chociaż sowę (nie patronusa, tego mogła słać kuzynce, nie do biura...) posłała do siedziby Brygady, z prośbą, aby załatwili sprawę. Obawiała się, że w szpitalu mogliby po prostu ją zignorować, jeżeli nie pojawi się osobiście, to w końcu mógł być jakiś dowcip, natomiast ktoś znajomy na pewno tym się zajmie.
- Castiela też powinien ktoś przebadać? Jeżeli nie, to odstawię go do kogoś krewnego. A potem, zdaje się, czeka mnie trochę papierkowej roboty.
Nie było mowy, aby kogoś ze śladami czarnej magii ot tak odstawić na oddział. Uzdrowiciele będą pytać, Brygadziści będą pytać i szef Castiela też na pewno będzie pytać. Brenna musiała wspiąć się na szczyty kreatywności pod tym względem, aby zaraz nie wpadła tu banda aurorów przekonana, że doszło do próby zabójstwa czarnomagicznym artefaktem.
Nie wspominając już o tym, że sama miała parę pytań. To jednak mogło poczekać. Na razie tkwiła po prostu u boku kuzynki, póki w gabinecie nie pojawili się przedstawiciele czarodziejskiego pogotowia, by przetransportować rannego do szpitala, a pozostała trójka mogła się rozejść w trzy strony.
Obserwowała w napięciu jak Danielle podaje eliksir, zaraz jednak się zreflektowała. Siedząc i patrząc, nie pomagała. Zamiast tego zaczęła więc krążyć po gabinecie Flinta (starając się nie dotknąć czegoś podejrzanego, nie planowała skończyć jak Fergus) w poszukiwaniu jakiegoś koca, marynarki, czegokolwiek, aby Ollivandera okryć, bo coś się jej zdawało, że przy takiej stracie krwi, chłopak może marznąć. Nie wspominając o tym, że Castiel też stracił dużo energii. Kiedy kuzynka oświadczyła, by posłała wiadomość, zamiast samej się aportować, tak też zrobiła: chociaż sowę (nie patronusa, tego mogła słać kuzynce, nie do biura...) posłała do siedziby Brygady, z prośbą, aby załatwili sprawę. Obawiała się, że w szpitalu mogliby po prostu ją zignorować, jeżeli nie pojawi się osobiście, to w końcu mógł być jakiś dowcip, natomiast ktoś znajomy na pewno tym się zajmie.
- Castiela też powinien ktoś przebadać? Jeżeli nie, to odstawię go do kogoś krewnego. A potem, zdaje się, czeka mnie trochę papierkowej roboty.
Nie było mowy, aby kogoś ze śladami czarnej magii ot tak odstawić na oddział. Uzdrowiciele będą pytać, Brygadziści będą pytać i szef Castiela też na pewno będzie pytać. Brenna musiała wspiąć się na szczyty kreatywności pod tym względem, aby zaraz nie wpadła tu banda aurorów przekonana, że doszło do próby zabójstwa czarnomagicznym artefaktem.
Nie wspominając już o tym, że sama miała parę pytań. To jednak mogło poczekać. Na razie tkwiła po prostu u boku kuzynki, póki w gabinecie nie pojawili się przedstawiciele czarodziejskiego pogotowia, by przetransportować rannego do szpitala, a pozostała trójka mogła się rozejść w trzy strony.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.