02.08.2024, 10:35 ✶
Charlotte nie była na tyle troskliwą czy może nadopiekuńczą matką, aby zakazywać mu wchodzenia do oceanarium czy nawet go do niego zniechęcać. I to mimo tego, że widziała, że był blady i ręce mu lekko drżały. Uważała, że z lękami należy walczyć, a on tutaj nie musiał pływać ani wchodzić do wody, a jedynie obserwować, co dzieje się za grubymi, zaklętymi szybami. Nie była jednak na tyle obojętna czy bezlitosna, aby go do tego zmuszać czy choćby nalegać, aby pozostał w środku, jeżeli strach okaże się zbyt przytłaczający.
Na Kelly ciężko było zrobić wrażenie, ale przystanęła przy jednej z szyb, obserwując pływające po drugiej stronie okazy i kolorową rafę koralową, zaścielającą dno. Praca wielu ludzi, magia oraz szczera pasja i ambicja stworzyły niesamowite wrażenie – a co jak co, ale ambicję i pracowitość Charlotte potrafiła docenić. Musiała przyznać, że imponujący jest i widok, i ogrom pracy, jaki bez wątpienia włożono w urządzenie tego miejsca.
– Niech mi ktoś powie, że Shackleboltowie to nie szaleni ludzie – powiedziała i zacmokała, kiedy pośród barwnych ryb dostrzegła pływającego człowieka. Nie miał na sobie stroju do nurkowania, jedynie obcisły, ciemny kostium, składający się z sięgających kolan spodek i koszulki, być może zaczarowany, nie używał butli, jego brązowa skóra lśniła w błękitnawym świetle. Bez wątpienia jeden z członków rodziny – bąblogłowa albo skrzeloziele bywały zawodne. – Jestem pewna, że mamuty miały w sierści mnóstwo pasożytów. I obawiam się, że w tej Sali mają raczej podwodne rośliny, które już nie występują naturalnie, nie mamuty – skwitowała, przemieszczając się powoli wzdłuż zbiornika, a potem przechodząc do kolejnego pomieszczenia.
O ile w poprzednim trzymano okazy lubujące się w ciepłym, łagodnym klimacie, o tyle tutaj było zupełnie inaczej. Gdy zadarło się głowę, dało się dostrzec lód, skuwający powierzchnię wody. Same okazy roślinne nie były możliwe przez Charlotte do rozpoznania i wydawały się jej mniej robiące wrażenie niż rafy.
– Magiczny żółw. Podobno te zwykłe, słoniwate, mogą wyżyć i trzysta lat. A ten żył siedemset. Zastanawia mnie, jak to się stało, że ich gatunek omal nie wyginął, skoro są tak długowieczne… chyba powinnam trochę podciągnąć się z fauny – westchnęła.
Na Kelly ciężko było zrobić wrażenie, ale przystanęła przy jednej z szyb, obserwując pływające po drugiej stronie okazy i kolorową rafę koralową, zaścielającą dno. Praca wielu ludzi, magia oraz szczera pasja i ambicja stworzyły niesamowite wrażenie – a co jak co, ale ambicję i pracowitość Charlotte potrafiła docenić. Musiała przyznać, że imponujący jest i widok, i ogrom pracy, jaki bez wątpienia włożono w urządzenie tego miejsca.
– Niech mi ktoś powie, że Shackleboltowie to nie szaleni ludzie – powiedziała i zacmokała, kiedy pośród barwnych ryb dostrzegła pływającego człowieka. Nie miał na sobie stroju do nurkowania, jedynie obcisły, ciemny kostium, składający się z sięgających kolan spodek i koszulki, być może zaczarowany, nie używał butli, jego brązowa skóra lśniła w błękitnawym świetle. Bez wątpienia jeden z członków rodziny – bąblogłowa albo skrzeloziele bywały zawodne. – Jestem pewna, że mamuty miały w sierści mnóstwo pasożytów. I obawiam się, że w tej Sali mają raczej podwodne rośliny, które już nie występują naturalnie, nie mamuty – skwitowała, przemieszczając się powoli wzdłuż zbiornika, a potem przechodząc do kolejnego pomieszczenia.
O ile w poprzednim trzymano okazy lubujące się w ciepłym, łagodnym klimacie, o tyle tutaj było zupełnie inaczej. Gdy zadarło się głowę, dało się dostrzec lód, skuwający powierzchnię wody. Same okazy roślinne nie były możliwe przez Charlotte do rozpoznania i wydawały się jej mniej robiące wrażenie niż rafy.
– Magiczny żółw. Podobno te zwykłe, słoniwate, mogą wyżyć i trzysta lat. A ten żył siedemset. Zastanawia mnie, jak to się stało, że ich gatunek omal nie wyginął, skoro są tak długowieczne… chyba powinnam trochę podciągnąć się z fauny – westchnęła.