02.08.2024, 19:10 ✶
Oglądem przemówienie Agnes w towarzystiwe Geraldine.
Poniekąd był w stanie rozumieć cierpienie, jakie kobieta doświadczyła, będąc świadkiem tych wszystkich wymian poglądów przy stoliku pokerowym. Na wszystko był czas i miejsce. Niektóre rozmowy lepiej było prowadzić w zaciszu ogrodu czy tarasu niźli w ogniu gry hazardowej. I może w mniej licznym towarzystwie. Niestety, zaliczał się też do grona osób, którym wydawało się, że powoli doskakiwali do poziomu mówców pokroju Eden Lestrange, jej brata Elliotta czy Anthony'ego Shafiqa. A to wiązało się z lekkim brakiem instynktu samozachowawczego.
Może pewne kwestie lepiej było przemilczeć w imię dobrej zabawy, niźli kontynuować wymianę zdań pełną luk i pułapek zastawionych przez poszczególnych rozmówców? Może to i dobrze, że krupier przegnał ich na parę minut z powrotem do głównej sali? Wprawdzie Longbottom wolałby po prostu wlać w siebie jakiegoś skromnego drinka przy barze niż brać udział w agitacji w sprawie fundacji Mulciberów, ale... Może to po prostu był styl Delacourów? Szkoda tylko, że Agnes nie uchyliła przedtem rąbka tajemnica, aby rozpalić wyobraźnię swoich gości.
— Hmm… O czym myślisz? — spytał, przeskakując zmartwionym wzrokiem między swoją przyjaciółką a osobami przemawiającymi, które robiły co w ich mocy, aby wywrzeć na swoich słuchaczach jak najlepsze wrażenie. — Myślisz, że wszyscy byli w Slytherinie czy... No nie wiem... Myślisz, że plują przysłowiowym jadem?
Nawet przez myśl mu nie przeszło, że panna Yaxley mogła odnosić się do swoich wyjątkowych darów związanych z wykrywaniem... ponadprzeciętnych cech co poniektórych czarodziejów. Zawsze miała talent do wyciągania na wierzch sekretów związanych z pewnymi przypadłościami. Jak na przykład wilkołactwo. Och, to zdecydowanie imponowało, zwłaszcza w porównaniu z naturalną zmyślnością kobiety. Erik już miał zacząć zadawać kolejne pytania, jednak wtedy Atreus został wywołany do tablicy przez Agnes.
Zamrugał parokrotnie, raz po raz otwierając i zamykając usta ze zdziwienia. Czy powinien zacząć podawać w wątpliwość jego obecność tutaj? Jego znajomość z gospodynią? Z jednej strony, każdy miał prawdo do tego, aby mieć swoich własnych znajomych, a co poniektórych czystokrwistych nie można było zbytnio winić za to, jakie mieli konszachty z innymi rodzinami... Bądź co bądź, koneksje rodowe potrafiły przechodzić z pokolenia na pokolenia, aby utrzymać pewne sojusze w mocy.
Z drugiej jednak strony... Miał wrażenie, że powinien się faktycznie skupić na tym, co się właśnie działo na scenie? Ze względu na Brennę, oczywiście. Wprawdzie gubił się już w tym, jakie konkretnie relacje łączyły czarownicę z Bulstrodem, ale chyba... Powinien jej przekazać, co się tutaj właściwie działo? Stłumił głębokie westchnienie w zarodku. Pewnie znowu zacznie suszyć mu głowę, że wtrąca się w jej sprawy... A to przecież ona działała irracjonalnie. Najpierw miała do niego pretensje o to, że przekazał Atreusowi informacje o tym, że przebywa w szpitalu... Potem kazała mu nie mieszać się w jej sprawy, kiedy zaprosił Atreusa na przyjęcie w Dolinie... A niespełna trzy tygodnie później sama bawiła się z nim w najlepsze na przyjęciu plażowym. Ledwie dzień wcześniej. A to niby Morfeusz był dziwakiem w tej rodzinie.
— Mam wrażenie, że sporo, ale jakoś nie potrafią przejść do sedna — skomentował cicho, ponownie nachylając się ku Geraldine. — Dużo gadaniny, ale mało szczegółów na temat samej działalności, celów, jakie im przyświecają, planów na najbliższą przyszłość... Jeśli chcą zachęcić ludzi do wpłacania datków, to wypadałoby nieco się otworzyć przed sponsorami. Ja na przykład chętnie bym dorzucił parę galeonów w imię dobrej sprawy.
Poniekąd był w stanie rozumieć cierpienie, jakie kobieta doświadczyła, będąc świadkiem tych wszystkich wymian poglądów przy stoliku pokerowym. Na wszystko był czas i miejsce. Niektóre rozmowy lepiej było prowadzić w zaciszu ogrodu czy tarasu niźli w ogniu gry hazardowej. I może w mniej licznym towarzystwie. Niestety, zaliczał się też do grona osób, którym wydawało się, że powoli doskakiwali do poziomu mówców pokroju Eden Lestrange, jej brata Elliotta czy Anthony'ego Shafiqa. A to wiązało się z lekkim brakiem instynktu samozachowawczego.
Może pewne kwestie lepiej było przemilczeć w imię dobrej zabawy, niźli kontynuować wymianę zdań pełną luk i pułapek zastawionych przez poszczególnych rozmówców? Może to i dobrze, że krupier przegnał ich na parę minut z powrotem do głównej sali? Wprawdzie Longbottom wolałby po prostu wlać w siebie jakiegoś skromnego drinka przy barze niż brać udział w agitacji w sprawie fundacji Mulciberów, ale... Może to po prostu był styl Delacourów? Szkoda tylko, że Agnes nie uchyliła przedtem rąbka tajemnica, aby rozpalić wyobraźnię swoich gości.
— Hmm… O czym myślisz? — spytał, przeskakując zmartwionym wzrokiem między swoją przyjaciółką a osobami przemawiającymi, które robiły co w ich mocy, aby wywrzeć na swoich słuchaczach jak najlepsze wrażenie. — Myślisz, że wszyscy byli w Slytherinie czy... No nie wiem... Myślisz, że plują przysłowiowym jadem?
Nawet przez myśl mu nie przeszło, że panna Yaxley mogła odnosić się do swoich wyjątkowych darów związanych z wykrywaniem... ponadprzeciętnych cech co poniektórych czarodziejów. Zawsze miała talent do wyciągania na wierzch sekretów związanych z pewnymi przypadłościami. Jak na przykład wilkołactwo. Och, to zdecydowanie imponowało, zwłaszcza w porównaniu z naturalną zmyślnością kobiety. Erik już miał zacząć zadawać kolejne pytania, jednak wtedy Atreus został wywołany do tablicy przez Agnes.
Zamrugał parokrotnie, raz po raz otwierając i zamykając usta ze zdziwienia. Czy powinien zacząć podawać w wątpliwość jego obecność tutaj? Jego znajomość z gospodynią? Z jednej strony, każdy miał prawdo do tego, aby mieć swoich własnych znajomych, a co poniektórych czystokrwistych nie można było zbytnio winić za to, jakie mieli konszachty z innymi rodzinami... Bądź co bądź, koneksje rodowe potrafiły przechodzić z pokolenia na pokolenia, aby utrzymać pewne sojusze w mocy.
Z drugiej jednak strony... Miał wrażenie, że powinien się faktycznie skupić na tym, co się właśnie działo na scenie? Ze względu na Brennę, oczywiście. Wprawdzie gubił się już w tym, jakie konkretnie relacje łączyły czarownicę z Bulstrodem, ale chyba... Powinien jej przekazać, co się tutaj właściwie działo? Stłumił głębokie westchnienie w zarodku. Pewnie znowu zacznie suszyć mu głowę, że wtrąca się w jej sprawy... A to przecież ona działała irracjonalnie. Najpierw miała do niego pretensje o to, że przekazał Atreusowi informacje o tym, że przebywa w szpitalu... Potem kazała mu nie mieszać się w jej sprawy, kiedy zaprosił Atreusa na przyjęcie w Dolinie... A niespełna trzy tygodnie później sama bawiła się z nim w najlepsze na przyjęciu plażowym. Ledwie dzień wcześniej. A to niby Morfeusz był dziwakiem w tej rodzinie.
— Mam wrażenie, że sporo, ale jakoś nie potrafią przejść do sedna — skomentował cicho, ponownie nachylając się ku Geraldine. — Dużo gadaniny, ale mało szczegółów na temat samej działalności, celów, jakie im przyświecają, planów na najbliższą przyszłość... Jeśli chcą zachęcić ludzi do wpłacania datków, to wypadałoby nieco się otworzyć przed sponsorami. Ja na przykład chętnie bym dorzucił parę galeonów w imię dobrej sprawy.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞