02.08.2024, 19:15 ✶
Atreus bardzo by chciał, żeby jego zmęczenie było tylko i wyłącznie fizyczne. Wtedy położyłby się spać i wszystko zaraz byłoby lepiej. Albo łyknął sobie jakiś eliksir, który nieco ożywiłby ciało, które wydawało się nieco skostniałe po wielogodzinnym przegrzebywaniu ruin starego kościoła. Ale szepty nie dawały mu spokoju, z każdą kolejną chwilą spędzoną w tamtym przeklętym miejscu, przybierając tylko na siłach. Czaszka się broniła i szło jej cholernie dobrze, chociaż aż dziw że nie udało jej się pchnąć ich jakoś dalej, tak by zaprzestali całkowicie swoich poszukiwań. Albo zwrócili się przeciwko sobie.
Do tej pory był zajęty ministerialnymi formalnościami i z pewną ulgą dzięki nim odsunął od siebie wszelkie wątpliwości, które zostawiły w nim szepty. Teraz jednak, kiedy pochylał się nad jedną z osób, których głos wcześniej słyszał, czuł jak zmęczenie tylko przybiera na sile. Jak gorzkie słowa i związane z nimi niepewności wracają, a on sam mimowolnie zadawał sobie pytanie, czy może czaszka nie mówiła prawdy.
Przyglądał się jej przez moment, może odrobinę zbyt długi, próbując doszukać się w jej twarzy wszelkich oznak fałszu czy ukrytych intencji. Jakby odrobinę nadto ściągnięte brwi albo wykrzywione ledwo usta miały poświadczyć, że nie miał tu czego szukać.
- Te wszystkie nadprogramowe, nagle dyżury to pewnie po to, żeby sobie gdzieś w spokoju drzemkę odhaczyć - pokiwał głową, ale nawet jeśli przez moment wciąż się do niej uśmiechał, to wyraz ten zaraz przygasł. - To nic takiego. Jak o tym tak teraz myślę, to zawsze mogło być gorzej - ale nie brzmiał na przesadnie przekonanego. Odwrócił też wzrok, błądząc nim gdzieś pomiędzy znajdującymi się nieopodal domkami. - Na przykład, zamiast waszej trójki mogli na nas wyjść nieumarli. Albo moglibyśmy nigdy nie znaleźć tej czaszki. Albo w końcu mnie i Patricka coś wreszcie by pierdolnęło w głowę, tak jak chyba wszystkich w ośrodku, kiedy czaszka jeszcze była aktywna.
Jak tak o tym myślał, to miał wrażenie że z jakiegoś powodu w nim i Stewardzie nie zagnieździły się jakieś nadprogramowe, zesłane przez magię Windermere lub czaszki emocje. Nie względem siebie nawzajem, znaczy. Może mieli zwyczajne szczęście, a może sztuczka była jednorazowa i skoro ich myśli zaprzątali już inni, nie było w nich miejsca na nowe odczucia. Mimowolnie pomyślał o Moody, zwyczajnie ciekawy czy okryta znieczulającą ją porcją eliksirów, dała sobie jakoś radę, kiedy cały ośrodek stanął na głowie. A potem jego myśli zrobiły kółko i wróciły znowu do Brenny.
To było trochę zabawne, ale w ten drażniący sposób, że tak samo jak wcześniej spinał się przy Moody, podejrzewając zdradę, tak samo teraz coś w nim poddawało w wątpliwość wszystkie momenty kiedy miał styczność z Brenną. Bo co jeśli? I nawet jeśli był boleśnie wręcz świadomy, że to jego własna głowa robi teraz jakieś niestworzone fikołki, ze zmęczenia czepiając się najbardziej rozdrażniających szczegółów, nie mógł jednoznacznie się od tego odciąć.
- Tak, nie widać w sumie już działania czaszki. Pewnie już od momentu, kiedy ją wyciągnęliśmy. Ale fiolet wciąż płoży się po Windermere. I po tobie też - wrócił do niej spojrzeniem, a kąciki ust drgnęły ku górze na wyczuwalny sarkazm. Kiwnął też krótko głową słysząc, że Basilius poszedł odpocząć. Idealnie, będzie mógł spakować swoje rzeczy i sprawdzić, co z kuzynem - Brakuje nam tylko jeszcze księżniczki i księcia, którzy by mogli wieść dalej to baśniowe życie.
To był chyba cud, że w tym wszystkim, co działo się jeszcze nie tak dawno w ośrodku, tak naprawdę ucierpiał tylko Roberts. Rośliny zabiły go w odwecie i wyczyściły do zera, pozostawiając po nim tylko kupkę kości i to w sumie niekompletną, bo czaszka magizoologa przepadła, zabrana przez jedną z wczasowiczek. Szkoda było człowieka, ale Atreus nie znał go chyba w ogóle, więc żal nie był pierwszym, co przychodziło mu do głowy.
Do tej pory był zajęty ministerialnymi formalnościami i z pewną ulgą dzięki nim odsunął od siebie wszelkie wątpliwości, które zostawiły w nim szepty. Teraz jednak, kiedy pochylał się nad jedną z osób, których głos wcześniej słyszał, czuł jak zmęczenie tylko przybiera na sile. Jak gorzkie słowa i związane z nimi niepewności wracają, a on sam mimowolnie zadawał sobie pytanie, czy może czaszka nie mówiła prawdy.
Przyglądał się jej przez moment, może odrobinę zbyt długi, próbując doszukać się w jej twarzy wszelkich oznak fałszu czy ukrytych intencji. Jakby odrobinę nadto ściągnięte brwi albo wykrzywione ledwo usta miały poświadczyć, że nie miał tu czego szukać.
- Te wszystkie nadprogramowe, nagle dyżury to pewnie po to, żeby sobie gdzieś w spokoju drzemkę odhaczyć - pokiwał głową, ale nawet jeśli przez moment wciąż się do niej uśmiechał, to wyraz ten zaraz przygasł. - To nic takiego. Jak o tym tak teraz myślę, to zawsze mogło być gorzej - ale nie brzmiał na przesadnie przekonanego. Odwrócił też wzrok, błądząc nim gdzieś pomiędzy znajdującymi się nieopodal domkami. - Na przykład, zamiast waszej trójki mogli na nas wyjść nieumarli. Albo moglibyśmy nigdy nie znaleźć tej czaszki. Albo w końcu mnie i Patricka coś wreszcie by pierdolnęło w głowę, tak jak chyba wszystkich w ośrodku, kiedy czaszka jeszcze była aktywna.
Jak tak o tym myślał, to miał wrażenie że z jakiegoś powodu w nim i Stewardzie nie zagnieździły się jakieś nadprogramowe, zesłane przez magię Windermere lub czaszki emocje. Nie względem siebie nawzajem, znaczy. Może mieli zwyczajne szczęście, a może sztuczka była jednorazowa i skoro ich myśli zaprzątali już inni, nie było w nich miejsca na nowe odczucia. Mimowolnie pomyślał o Moody, zwyczajnie ciekawy czy okryta znieczulającą ją porcją eliksirów, dała sobie jakoś radę, kiedy cały ośrodek stanął na głowie. A potem jego myśli zrobiły kółko i wróciły znowu do Brenny.
To było trochę zabawne, ale w ten drażniący sposób, że tak samo jak wcześniej spinał się przy Moody, podejrzewając zdradę, tak samo teraz coś w nim poddawało w wątpliwość wszystkie momenty kiedy miał styczność z Brenną. Bo co jeśli? I nawet jeśli był boleśnie wręcz świadomy, że to jego własna głowa robi teraz jakieś niestworzone fikołki, ze zmęczenia czepiając się najbardziej rozdrażniających szczegółów, nie mógł jednoznacznie się od tego odciąć.
- Tak, nie widać w sumie już działania czaszki. Pewnie już od momentu, kiedy ją wyciągnęliśmy. Ale fiolet wciąż płoży się po Windermere. I po tobie też - wrócił do niej spojrzeniem, a kąciki ust drgnęły ku górze na wyczuwalny sarkazm. Kiwnął też krótko głową słysząc, że Basilius poszedł odpocząć. Idealnie, będzie mógł spakować swoje rzeczy i sprawdzić, co z kuzynem - Brakuje nam tylko jeszcze księżniczki i księcia, którzy by mogli wieść dalej to baśniowe życie.
To był chyba cud, że w tym wszystkim, co działo się jeszcze nie tak dawno w ośrodku, tak naprawdę ucierpiał tylko Roberts. Rośliny zabiły go w odwecie i wyczyściły do zera, pozostawiając po nim tylko kupkę kości i to w sumie niekompletną, bo czaszka magizoologa przepadła, zabrana przez jedną z wczasowiczek. Szkoda było człowieka, ale Atreus nie znał go chyba w ogóle, więc żal nie był pierwszym, co przychodziło mu do głowy.