02.08.2024, 20:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.08.2024, 02:17 przez Erik Longbottom.)
Nie był głupcem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że całkiem spora liczba czystokrwistych czarodziejów i czarownic mogła wspierać działania Czarnego Pana na terenie kraju. Podejrzenia oparte na stereotypach i konserwatywnej przeszłości co poniektórych rodzin nie były jednak twardymi dowodami. To były jedynie poszlaki. Gdyby każdy równie chętnie wskazywał palcem na sojuszników Śmierciożerców, to konflikt już dawno by się jeszcze bardziej zaognił.
Tajemnica otaczająca tę grupę, podobnie jak Zakon Feniksa była obosiecznym mieczem: musieli w dużej mierze działać na własną rękę, ale też nikt nie był w stanie w stu procentach im niczego udowodnić. Poza tym, jak wiele by nie słyszał o reputacji niektórych rodów, tak nie potrafił sobie wyobrazić co poniektórych znajomych z tych kręgów w tej roli. A już na pewno nie z własnej woli.
— Wiesz, dawno nigdzie razem nie byliśmy — wytłumaczył się z pozoru lekkim tonem. — Skąd miałem wiedzieć, że nie zrobiłeś się bardziej kapryśny od naszego ostatniego spotkania? Albo, że nie zorganizowałeś za moimi plecami jakiejś gry przez którą mielibyśmy spędzić czas jakoś aktywniej niż na widowni?
Poniekąd tak się stało. Gdyby usunąć z historii podziemiach teatru porwanie i dwóch nieznanych napastników, to cała wyprawa byłaby wręcz świetnym materiałem na krótkie opowiadania. Kochankowie rozdzieleni przez los, jeden z nich ląduje w podziemnej krainie, a drugi musi do niej zejść, aby ponownie spotkać się ze swym partnerem. A kto wie, może historia jaka łączyła Antoniusza i Morfeusza i tutaj odcisnęłaby swe piętno? Bądź co bądź, starszy Longbottom znał się całkiem nieźle na kulturze i historii Greków... A ta opowiastka brzmiała nieco, jak mi o Orfeuszu i Eurydyce. W dużym uproszczeniu oczywiście.
— I pomyśleć, że podobno uchodzisz w towarzystwie za kwiat czarodziejskiej socjety. Te wszystkie maniery, ładne słówka, dzielenie się ciekawostkami na świecie... To po prostu jedna wielka zasłona dymna. — sapnął na wieść, że ten zachował zdjęcia z reportażu dotyczącego obchodów Lammas w Londynie. — Z pana jest plotkarz, panie Shafiq. Plotkarz i chamidło. Zupełny brak wyczucia.
Pokręcił teatralnie głową, udając, jak bardzo Anthony stracił w jego oczach tą małą anegdotką na temat pokłosia kiermaszu.
— Gdybyś to ty nie trafił, byłoby to po prostu urocze, ale w moim? To obniża zaufanie wobec służb bezpieczeństwa. Brygady Uderzeniowa... Biuro Aurorów… Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Już nigdy się z tego nie wygrzebiemy. A ty... Ty jeszcze zachowałeś dowody, żeby wyciągać je podczas swoich biesiad i przyjęć kostiumowych. — Westchnął smutno, ocierając policzek z niewidzialnej łezki. — Jeśli szukasz moich zdjęć, to mogę ci po prostu opłacić prenumeratę Czarownicy. Szalenie angażujący materiał.
Po plecach przeszedł mu dreszcz, gdy usłyszał własne imię z ust Anthony'ego. Zmniejszył ucisk wywierany na jego dłoń, aby przenieść rękę na jego nadgarstek, gładząc delikatnie palcami skórę mężczyzny. Zagryzł dolną wargę, gdy czarodziej nie przestawał mówić. Może i sam był całkiem niezłym mówcą, tak chyba daleko mu było do poetyckości, jaką wyróżniała się mowa Shafiqa. Zwłaszcza w takich chwilach.
— A więc oboje mamy szczęścia — przyznał, uśmiechając się do siebie na słowa Antoniusza. — Bo... Ja też się już nigdzie dzisiaj nie wybieram. Chcę tu zostać. Z tobą.
Tajemnica otaczająca tę grupę, podobnie jak Zakon Feniksa była obosiecznym mieczem: musieli w dużej mierze działać na własną rękę, ale też nikt nie był w stanie w stu procentach im niczego udowodnić. Poza tym, jak wiele by nie słyszał o reputacji niektórych rodów, tak nie potrafił sobie wyobrazić co poniektórych znajomych z tych kręgów w tej roli. A już na pewno nie z własnej woli.
— Wiesz, dawno nigdzie razem nie byliśmy — wytłumaczył się z pozoru lekkim tonem. — Skąd miałem wiedzieć, że nie zrobiłeś się bardziej kapryśny od naszego ostatniego spotkania? Albo, że nie zorganizowałeś za moimi plecami jakiejś gry przez którą mielibyśmy spędzić czas jakoś aktywniej niż na widowni?
Poniekąd tak się stało. Gdyby usunąć z historii podziemiach teatru porwanie i dwóch nieznanych napastników, to cała wyprawa byłaby wręcz świetnym materiałem na krótkie opowiadania. Kochankowie rozdzieleni przez los, jeden z nich ląduje w podziemnej krainie, a drugi musi do niej zejść, aby ponownie spotkać się ze swym partnerem. A kto wie, może historia jaka łączyła Antoniusza i Morfeusza i tutaj odcisnęłaby swe piętno? Bądź co bądź, starszy Longbottom znał się całkiem nieźle na kulturze i historii Greków... A ta opowiastka brzmiała nieco, jak mi o Orfeuszu i Eurydyce. W dużym uproszczeniu oczywiście.
— I pomyśleć, że podobno uchodzisz w towarzystwie za kwiat czarodziejskiej socjety. Te wszystkie maniery, ładne słówka, dzielenie się ciekawostkami na świecie... To po prostu jedna wielka zasłona dymna. — sapnął na wieść, że ten zachował zdjęcia z reportażu dotyczącego obchodów Lammas w Londynie. — Z pana jest plotkarz, panie Shafiq. Plotkarz i chamidło. Zupełny brak wyczucia.
Pokręcił teatralnie głową, udając, jak bardzo Anthony stracił w jego oczach tą małą anegdotką na temat pokłosia kiermaszu.
— Gdybyś to ty nie trafił, byłoby to po prostu urocze, ale w moim? To obniża zaufanie wobec służb bezpieczeństwa. Brygady Uderzeniowa... Biuro Aurorów… Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Już nigdy się z tego nie wygrzebiemy. A ty... Ty jeszcze zachowałeś dowody, żeby wyciągać je podczas swoich biesiad i przyjęć kostiumowych. — Westchnął smutno, ocierając policzek z niewidzialnej łezki. — Jeśli szukasz moich zdjęć, to mogę ci po prostu opłacić prenumeratę Czarownicy. Szalenie angażujący materiał.
Po plecach przeszedł mu dreszcz, gdy usłyszał własne imię z ust Anthony'ego. Zmniejszył ucisk wywierany na jego dłoń, aby przenieść rękę na jego nadgarstek, gładząc delikatnie palcami skórę mężczyzny. Zagryzł dolną wargę, gdy czarodziej nie przestawał mówić. Może i sam był całkiem niezłym mówcą, tak chyba daleko mu było do poetyckości, jaką wyróżniała się mowa Shafiqa. Zwłaszcza w takich chwilach.
— A więc oboje mamy szczęścia — przyznał, uśmiechając się do siebie na słowa Antoniusza. — Bo... Ja też się już nigdzie dzisiaj nie wybieram. Chcę tu zostać. Z tobą.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞