02.08.2024, 20:51 ✶
W takim razie pytanie pozostawało jedno: czemu Londyn? Z jakiego powodu opiekunowie trupy stwierdzili, że stolica będzie odpowiednim miejscem dla taboru Bellów? Wprawdzie incydenty z udziałem Śmierciożerców występowały także poza terenem stolicy, więc teoretycznie ''nigdzie nie było bezpiecznie'', ale centrum społeczności czarodziejów dalej było najbardziej narażone na ataki. Zwłaszcza takie związane z wymuszeniami, porwaniami czy atakami na wszelkiego rodzaju lokale. Czyżby cyrkowcy chcieli wybadać grunt na własną rękę?
Skoro poruszali się po kraju niczym nomadzi, to nawet by do nich pasowało: spędzenie kilku tygodni w potencjalnie zagrożonej miejscówce, aby na przyszłość wiedzieć, czy w ogóle warto uwzględniać Londyn na przyszłych trasach podróży. Gdyby spotkało ich tutaj coś naprawdę nieprzyjemnie, to skreślenie stolicy z listy miast godnych odwiedzenia pewnie odbyłoby się dosyć szybko... Z drugiej strony Erik niewiele wiedział na temat tego, jak właściwie zorganizowana była struktura cyrkowców. Może wszystko kręciło się wokół monet i okazji do szybkiego zarobku?
— Jeszcze parę lat temu pewnie było z tym o wiele łatwiej — mruknął z nutką nostalgii w głosie. — To znaczy... Mniej się działo w stolicy i mniejszych miastach czarodziejów.
Pokiwał głową, chcąc się jak najszybciej poprawić. Wprawdzie ośrodki w typie Doliny Godryka czy Little Hangleton miały swoje własny problemy, tak kiedyś na pewno były one o wiele mniejsze. Longbottom mógłby się założyć, że przed pierwszymi incydentami z udziałem Smierciożerców mało komu przeszłoby przez myśl, że Knieja Godryka mogłaby zostać spustoszona. Merlinie, o ile spokojniejsze byłoby życie, gdyby nie ci wszyscy czarnoksiężnicy...
Może i wychował się w rodzinie pełnej brygadzistów i aurorów, a więc słyszał czasem naprawdę nieprzyjemne opowieści na temat służby, tak... Teraz na ulicach było zdecydowanie gorzej, niż za czasów, gdy Erik dopiero zaczynał pracę w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Nie wspominając już nawet o czasach świetności jego ojca, wuja Derwina czy nawet dziadka Godryka.
— Och, to już niedługo — rzucił, przeliczając w głowie, ile jeszcze zostało do początku września. — Właściwie... Co się z wami dzieje podczas podróży? — Uniósł pytająco brwi. — Londyn to spora metropolia, nawet jeśli w dużej mierze niemagiczna, więc... Raczej nie macie na liście zbyt dużo miejsc tego typu. O tak dużej liczbie czarodziejów w okolicy. Zatrudniacie się gdzieś na obrzeżach większych miast, kiedy gdzieś się nie uda?
Pokiwał głowa. Aleksander. Imię warte zapamiętania, skoro był to ktoś najprawdopodobniej zarządzający cyrkiem Bellów. Zmarszczył na moment brwi, zdając sobie sprawę, że było to chyba pierwszy cyrkowiec trupy, który okazał się mężczyzną. Najpierw była panienka Layla i Elaine, teraz Fiery… Wszystko wskazywało na to, że kobiety w tej społeczności miały głowę na karku.
Skoro poruszali się po kraju niczym nomadzi, to nawet by do nich pasowało: spędzenie kilku tygodni w potencjalnie zagrożonej miejscówce, aby na przyszłość wiedzieć, czy w ogóle warto uwzględniać Londyn na przyszłych trasach podróży. Gdyby spotkało ich tutaj coś naprawdę nieprzyjemnie, to skreślenie stolicy z listy miast godnych odwiedzenia pewnie odbyłoby się dosyć szybko... Z drugiej strony Erik niewiele wiedział na temat tego, jak właściwie zorganizowana była struktura cyrkowców. Może wszystko kręciło się wokół monet i okazji do szybkiego zarobku?
— Jeszcze parę lat temu pewnie było z tym o wiele łatwiej — mruknął z nutką nostalgii w głosie. — To znaczy... Mniej się działo w stolicy i mniejszych miastach czarodziejów.
Pokiwał głową, chcąc się jak najszybciej poprawić. Wprawdzie ośrodki w typie Doliny Godryka czy Little Hangleton miały swoje własny problemy, tak kiedyś na pewno były one o wiele mniejsze. Longbottom mógłby się założyć, że przed pierwszymi incydentami z udziałem Smierciożerców mało komu przeszłoby przez myśl, że Knieja Godryka mogłaby zostać spustoszona. Merlinie, o ile spokojniejsze byłoby życie, gdyby nie ci wszyscy czarnoksiężnicy...
Może i wychował się w rodzinie pełnej brygadzistów i aurorów, a więc słyszał czasem naprawdę nieprzyjemne opowieści na temat służby, tak... Teraz na ulicach było zdecydowanie gorzej, niż za czasów, gdy Erik dopiero zaczynał pracę w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Nie wspominając już nawet o czasach świetności jego ojca, wuja Derwina czy nawet dziadka Godryka.
— Och, to już niedługo — rzucił, przeliczając w głowie, ile jeszcze zostało do początku września. — Właściwie... Co się z wami dzieje podczas podróży? — Uniósł pytająco brwi. — Londyn to spora metropolia, nawet jeśli w dużej mierze niemagiczna, więc... Raczej nie macie na liście zbyt dużo miejsc tego typu. O tak dużej liczbie czarodziejów w okolicy. Zatrudniacie się gdzieś na obrzeżach większych miast, kiedy gdzieś się nie uda?
Pokiwał głowa. Aleksander. Imię warte zapamiętania, skoro był to ktoś najprawdopodobniej zarządzający cyrkiem Bellów. Zmarszczył na moment brwi, zdając sobie sprawę, że było to chyba pierwszy cyrkowiec trupy, który okazał się mężczyzną. Najpierw była panienka Layla i Elaine, teraz Fiery… Wszystko wskazywało na to, że kobiety w tej społeczności miały głowę na karku.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞